Ukraina zmaga się z "syndromem opuszczonych rąk". "Rosjanie coraz bardziej podnoszą głowę"
Jak poinformował amerykański Instytut Studiów nad Wojną, wojska rosyjskie wznowiły w poniedziałek 6 listopada ataki pod Bachmutem na wschodzie Ukrainy i osiągnęły tam nieznaczny postęp. Z kolei siły ukraińskie kontratakowały pod Awdijiwką i ogłosiły, że odzyskały tam stracone pozycje.
Ukraina ma problem ze skutecznym prowadzeniem kontrofensywy. Potwierdził to nawet prezydent Wołodymyr Zełenski, który w niedzielę ujawnił, że Ukraina rozważa zmianę strategii wojennej, tak by działać z większym zaskoczeniem.
Jak mówił w TOK FM prof. Bogusław Pacek, na froncie od wielu tygodni mamy do czynienia z patem. - Rosjanie jak na stole widzą, co się dzieje i wykorzystują sytuację. Coraz bardziej podnoszą głowę w tej wojnie. Ukraińcy nie podają, ilu ich zginęło, ale z moich źródeł wynika, że zginęło strasznie wielu. Powiedzmy to sobie szczerze, ale bez popadania w dramatyczny ton, to dla Ukrainy bardzo trudna sytuacja - komentował w 'Pierwszym Śniadaniu w TOK-u' generał dywizji w stanie spoczynku oraz dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
W Ukrainie "rozpoczyna się szukanie win u góry"
Jedną z przyczyn niepowodzenia ukraińskiej armii jest brak odpowiednio przygotowanych żołnierzy. - Doświadczonych, zawodowych żołnierzy jest coraz mniej. Dzisiaj walczą w dużym stopniu rezerwy, czyli ludzie, którzy mają stopnie wojskowe, ale niekoniecznie mają umiejętności. Rosja jest dużo lepszej sytuacji - tam nie ma wojny, to większe państwo, większe możliwości szkolenia, zastępowania jednych drugimi, no i rzucania na front regularnych, lepiej przygotowanych sił - tłumaczył rozmówca Piotra Maślaka.
Jak wskazał prof. Pacek, armii ukraińskiej brakuje również amunicji, której Ukraińcy, przygotowując się do kontrofensywy, powinni mieć "kilka razy więcej". - Obydwie strony zdecydowały się na sposób walki bardziej przypominający I niż II drugą wojnę światową. Oznacza to, że jedni się bronią, drudzy atakują, a od czasu do czasu te role się zmieniają. Rosja i Ukraina nawzajem obrzucają się pociskami i tych pocisków jest dużo mniej po stronie ukraińskiej - mówił ekspert.
Po co Putinowi Awdijiwka? Gen. Bieniek wskazuje. 'To nie nastraja optymistycznie'
Do tego dochodzi zmęczenie wojną, które gość TOK FM nazwał "syndromem opuszczonych rąk". Sytuacji nie poprawia to, że uwagę Zachodu zwrócone są nie tylko w stronę Ukrainy, ale na wydarzenia w Izraelu i Strefie Gazy. - Ukraina zapiera się nogami i rękami i mówi: "Musimy dać radę", ale łatwo nie jest. Tym bardziej że rozpoczyna się szukanie win u góry i niesnaski pomiędzy głównodowodzącym generałem Walerijem Załużnym a prezydentem Zełenskim. Sztaby, które ich otaczają, nie mówią jednym głosem - mówił.
Jak jednak podkreślił prof. Pacek, choć sytuacja obecnie jest korzystniejsza dla Rosjan, to nie można mówić o przełomie w trwającej już ponad 600 dni wojnie. Kluczowa będzie zima. - Ukraina zdaje sobie sprawę z tego, że musi być do niej dobrze przygotowana, a Rosja wie, że to będzie czas dla niej, bo będzie atakować infrastrukturę krytyczną, a przede wszystkim energetykę. Tamta zima pokazała, że niszczenie energetyki jest bardzo skuteczne i stwarza wielki problem dla Ukrainy - przypomniał dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.
'W Polsce się wydaje, że jak te F-16 już będą, to stanie się cud'
Ukraina z nadzieją czeka na dostawy samolotów F-16 z Zachodu. Pierwsze sześć maszyn trafi do Kijowa w styczniu 2024 roku. Gość TOK FM, zapytany o to, czy to właśnie F-16 przyniosą przełom, nie krył irytacji. - W Polsce się wydaje, że jak te F-16 już będą, to stanie się cud. A nic się nie stanie. Po pierwsze, samolotów będzie mało, a po drugie dużo bardziej skuteczna będzie obrona przeciwlotnicza Rosji, z którą Ukraińcy będą musieli się liczyć, żeby tych samolotów od razu nie stracić - tłumaczył.
Jak wyjaśnił wojskowy, F-16 mogą spełnić swoje zadanie, ale tylko w dużo większej liczbie, obsługiwane przez przeszkolonych pilotów i cały system koordynacji powietrznej. - Żeby prowadzić kontrofensywę, trzeba mieć panowanie w powietrzu, bo nie da się przebijać przez pola minowe i nacierać, gdy na głowę spadają rakiety. Musi być cisza w powietrzu, a taką ciszę zapewnia tylko większa liczba samolotów. Sześć F16, które mają wejść w styczniu, nie czynią wiosny, chociaż jakaś jaskółka to jest - ocenił prof. Bogusław Pacek w rozmowie z Piotrem Maślakiem.