Iran odpowie brutalnie na atak USA? Jest jedna okoliczność, która mogłaby to zmienić
- Amerykańskie bombardowanie irańskich ośrodków nuklearnych sprawiło, że reżim ajatollahów 'wisi na włosku' - oceniła w TOK FM dr Małgorzata Bonikowska;
- Zdaniem ekspertki, zarówno USA, jak i Izraelowi zależy na zakończeniu tematu, czyli zwalczeniu chęci ajatollahów do posiadania broni atomowej;
- Irańscy przywódcy mogą albo się ugiąć i negocjować w zamian za zniesienie sankcji, albo iść w zaparte, ryzykując utratę władzy;
- W Iranie nie ma opozycji, szansą na pokojowe zakończenie konfliktu jest przejęcie rządów przez umiarkowaną część obozu władzy.
Stany Zjednoczone zaatakowały trzy irańskie ośrodki nuklearne: Fordo, Natanz i Isfahan. Donald Trump odpowiedział w ten sposób na wielokrotne prośby Izraela o wsparcie w wojnie z reżimem ajatollahów. Ten zastrzegł sobie prawo do odwetu.
- Irańskiego programu nuklearnego wszyscy w regionie się boją. Zresztą nie tylko w regionie - mówiła w 'Magazynie TOK FM' dr Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych z ośrodka analitycznego THINKTANK.
- Obecnie jest takie poczucie, że jest to taki moment zwrotny, być może jedyny, aby ukończyć tę kwestię, doprowadzić do końca zwalczenie chęci ajatollahów do posiadania broni atomowej. Nie bardzo można się wycofać, trzeba to ukończyć, urwać, wybić z głowy - podkreśliła.
Iran się ugnie albo będzie szedł w zaparte
Co zrobi irański reżim? - Mogą albo się ugiąć, powiedzieć 'nie mamy kart, nie mamy, czym zagrać, przystępujemy do negocjacji', a na końcu tych negocjacji będzie rezygnacja Iranu z programu nuklearnego - stwierdziła ekspertka.
Druga możliwość? - Będą iść w zaparte. Ale wtedy ryzykują utrzymanie się u władzy, bo zarówno dla Izraela, a przede wszystkim dla Stanów Zjednoczonych będzie jasne, że bez wyeliminowania obecnego reżimu w Iranie ten program nie zostanie nigdy ukończony. I to już jest egzystencjalna gra dla samych ajatollahów - zaznaczyła Bonikowska.
Gościni Przemysława Iwańczyka nie miała wątpliwości, że chwila jest historyczna. - To jest w zasadzie pierwszy od '79 roku, czyli rewolucji irańskiej, moment, w którym reżim ajatollahów wisi na włosku. Jednocześnie właśnie dlatego, że wisi na włosku, jego odpowiedź może być bardzo brutalna - dodała jednak.
Nikt poza Izraelem nie chce wojny
Do eskalacji może dążyć też Izrael. - Netanjahu nie ma nic do stracenia, a on naprawdę chce dokończyć wyeliminowanie tego zagrożenia. Jednocześnie i tak jest w stanie wojny, więc kolejny krok w tym eliminowaniu zagrożeń, które są wokół, czyli Palestyńczycy, Hezbollah, a teraz Iran, jest dość logiczny - oceniła Bonikowska.
Kluczowe jest jednak to, co zrobi społeczność międzynarodowa. - Poza Izraelem żadne państwo w regionie, ani też w ogóle, opinia międzynarodowa, nikt nie chce pełnoskalowej wojny, zwłaszcza w sytuacji, kiedy mamy na szali użycie jakiejś broni: chociażby użycie broni atomowej ze strony Izraela. Nie można tego całkowicie wykluczyć, ale byłoby to przekroczenie czerwonej linii - mówiła ekspertka.
- Dziś wszystkie siły, które są w dyplomacji możliwe do wykorzystania, zostaną rzucone na ten front, żeby skłonić ajatollahów po raz kolejny nie tylko do rozmów - w zamian za coś, na przykład za zniesienie sankcji - ale przede wszystkim do zakończenia myślenia o programie nuklearnym, co będzie bardzo, bardzo trudne - podkreśliła.
Jest jednak jedna okoliczność, która mogłaby to zmienić. - W grupie obecnie układu rządzącego w Iranie wygrają umiarkowani, bo tacy też są. To jest jedyna siła, jedyna grupa, która w obecnym układzie w Iranie może przejąć władzę, bo tam nie ma opozycji, nie ma alternatywy obecnie dla reżimu irańskiego - mówiła Bonikowska.