Od alarmu do nadejścia fali dzielą ich minuty. "Szkolenia odbywają się już od przedszkola"
- Trzęsienie ziemi, które nawiedziło we wtorek Kamczatkę, było szóstym najsilniejszym w historii pomiarów;
- Alerty przed tsunami wydano na niemal całym Pacyfiku;
- Ostrzeżenia dotarły też do Japonii, gdzie ewakuowano już mieszkańców wybrzeża;
- - Fala tsunami może przyjść w ciągu kilku minut od alarmu. Trzeba ewakuować się szybko, ale bez paniki - mówił gość TOK FM.
We wtorek u wschodnich wybrzeży Kamczatki, w dalekowschodniej części Rosji, odnotowano trzęsienie ziemi o magnitudzie 8,8. Było to 6. najsilniejsze trzęsienie ziemi, jakie kiedykolwiek odnotowano. Po nim doszło do 30 wstrząsów wtórnych. Fale tsunami dotarły do wybrzeży Japonii i miały ok.1,5 metra wysokości. Mieszkańcy najbardziej zagrożonych terenów zostali błyskawicznie ewakuowani. I choć władze zniosły alarm najwyższego stopnia, argumentując 'że najgorsze już przeszło', to ludzie mieszkający na zagrożonych terenach jeszcze przez jakiś czas nie będą mogli wrócić do swoich domów.
Ludzie wiedzą, co mają robić
- Tsunami ma to do siebie, że może zwiększyć na sile, zwłaszcza jeśli dojdzie do wstrząsów wtórnych, wtedy może uderzyć z nową falą np. późno w nocy, co oczywiście utrudniłoby ewakuację - mówił w TOK FM Krzysztof z Kioto, przewodnik po Japonii, autor bloga tanomi.pl. Jak wyjaśnił, mieszkańcy zagrożonych terenów, wybrzeża czy japońskich wysp, jeszcze przez jakiś czas nie będą mogli wrócić do swoich domów. Muszą bowiem poczekać, aż władze Japonii całkowicie zniosą alarm, a na to jeszcze się nie zanosi.
- Te osoby muszą pozostać w świątyniach, szkołach czy biurach, wszystko zależy, gdzie był najbliższy punkt ewakuacyjny - dodał gość 'TOK360'. Jak wyjaśnił, przy alarmach dotyczących tsunami cała komunikacja miejska, w tym pociągi, zostaje wstrzymana. Na szczęście Japonia jest doskonale przygotowana na kataklizmy typu tsunami i ludzie wiedzą, co mają robić.
Posłuchaj:
- Na ulicach nie ma paniki, zresztą Japończycy są szkoleni na wypadek takich zagrożeń praktycznie już od przedszkola. Dość często odbywają się też ćwiczenia i szkolenia organizowane przez miasta. Sam w takich biorę udział, bo jako przewodnik muszę wiedzieć, co robić na wypadek zagrożenia - zaznaczył.
Spokojnie, ale sprawnie
Krzysztof z Kioto dopytywany, jak wyglądają procedury na wypadek nadejścia tsunami, wyjaśnił, że ludzie wiedzą, gdzie mają się ewakuować. - Wszystkie drogi są oznaczone, co roku Japończycy dostają też specjalne mapy z punktami odbioru żywności czy wody - wyjaśnił rozmówca Adama Ozgi. Jak dodał, fala tsunami może przyjść w ciągu kilku minut od alarmu. Sam alarm miasto otrzyma od minuty od trzech po tym, jak miało miejsce trzęsienie ziemi na oceanie.
- Trzeba do ewakuacji podejść spokojnie, ale sprawnie. Sam alarm dociera do Japończyków między innymi przez głośniki na ulicach miast. Gdybym był turystą i nie wiedział, co się dzieje, podążałbym za lokalsami, bo oni wiedzą, gdzie się udać. I choć paniki na japońskich ulicach nie ma, to ludzie jednak czują smutek i lekki strach, bo niszczycielskie fale mogą odebrać nie tylko majątek, ale i życie. W pamięci Japończycy mają wciąż tsunami, które nawiedziło kraj w marcu 2011 roku, gdy fale sięgały ponad 40 m. - podsumował gość TOK FM.