,
Obserwuj
Świat

"Odebrano mi młodość i zaufanie do ludzi". Rozmowa z Nataschą Kampusch

Z Nataschą Kampusch rozmawia Ewa Wanat
7 min. czytania
04.02.2011 18:40
- Ciężko być ofiarą, a jeszcze gorzej jest być przez innych traktowana jako ofiara .Ludzie wyobrażali sobie zainscenizowaną tragedię. Wyobrażali sobie kogoś, kto jest podatny na narkotyki, ma zepsute zęby i jest półślepy. Myśleli, jak ona może tutaj stać i tak mówić, przecież ona tam nie miała nawet światła dziennego. Dlaczego nie wróci do tej piwnicy skąd przyszła i gdzie nadal przynależy? - mówi w rozmowie z Ewą Wanat Natascha Kampusch.

Wersja bez tłumaczenia:

Ewa Wanat: Natascha na powitanie podaje tylko kawałeczek dłoni. Jest uprzejma, choć nieufna. Poważne oczy, nieznaczny uśmiech, nieco pulchna. (porywacz często ją głodził, by była mu posłuszna - teraz pasjami je słodycze). Nie pytałam Nataschy, jak było w piwnicy. Interesowało mnie kim jest dziś - po kilku latach terapii, życia na wolności. Po występach w mediach i napisaniu książki o swoim makabrycznym dzieciństwie.

Ewa Wanat: Przez ten czas, kiedy była Pani więziona, stała się Pani dorosłą osobą. Kim była wtedy ta dziesięcioletnia dziewczynka, a kim jest dzisiaj dorosła Natascha?

Natascha Kampusch: Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Nie mam wiele wspólnego z tą dziesięcioletnią dziewczynką. Nie wiem, kim teraz jestem, muszę to najpierw odnaleźć. To co mam wspólnego z tą dziewczynką, to nadzieja na lepszą przyszłość.

Miała Pani tę nadzieję po porwaniu i jest to ta sama nadzieja dzisiaj ?

Ma Pani na myśli w wieku 10 lat? Przez długi czas, kiedy byłam uwięziona, nie miałam przed oczami żadnych perspektyw na przyszłość, żadnych wyobrażeń o przyszłości. To był raczej pewien rodzaj scenariusza strachu, zniekształconego scenariusza strachu. To uczucie, że na zawsze w nieskończoność będę tam uwięziona, że przez całe życie będę przez obcą osobę izolowana od innych.

Kiedy oglądam Pani telewizyjne wywiady widzę osobę bardzo świadomą, silną i mądrą. Skąd to się wzięło? Połowę życia spędziła Pani zamknięta w więzieniu. On cały czas próbował Panią złamać, złamać Pani wolę. Dlaczego mu się to nie udało? Jak to możliwe, że po latach traumy siedzi tu Pani jako zwycięzca?

To pytanie, które zadaje sobie wielu psychologów, dziennikarzy, które ja sobie też czasami stawiam. To pewien rodzaj tajemnicy, którą należy rozwiązać. Może się zdarzyć, że kiedyś sama to rozstrzygnę. Wiele rzeczy nie jest łatwo nazwać jednym określeniem. Wiele rzeczy zależy od okoliczności, których nie da się odtworzyć.

To dla Pani ważne tę odpowiedź znaleźć?

W tej chwili dla mnie nie, dla innych być może. Może dojdę do tej odpowiedzi później za 5 czy 10 lat albo jeszcze później, jak będę stara i siwa.

Czy to była walka o sprawdzenie, które z Was jest silniejsze?

Tak, to było silne uczucie: nie dać się zdominować.

Po swojej ucieczce nie chciała Pani nic mówić o ewentualnym wykorzystywaniu seksualnym. Teraz mówi Pani trochę więcej na ten temat, ale też niewiele. Mówi Pani: ' to jest moja intymność i to pozostanie tylko moje'. Co znaczy dla pani ta intymność jeśli chodzi o porywacza, oprawcę, który ukradł Pani dzieciństwo?

Nie rozumiem związku, jaki Pani znalazła między tymi dwiema rzeczami.

Ze zdziwieniem czytałam wiele opinii i doniesień, że ludzie Pani nie wierzą. Mówią: skoro ona tak otwarcie mówi o swojej traumie, coś się nie zgadza. Mówią: jest zbyt spokojna, zbyt samoświadoma. Taki brak wiary, niedowierzanie dotyczy często molestowanych dzieci i zgwałconych kobiet. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że wszystko co powiedziała jest podane w wątpliwość. Skąd to się bierze?

Ludzie nie chcą przyjąć tego za prawdę. Wolą nie wierzyć, przymknąć na to oczy. Tak strasznych rzeczy oficjalnie na tym świecie nie ma, albo może ci, którzy nie chcą wierzyć, są tacy sami.

Ludzie się boją tego co mogą znaleźć w sobie?

Tak.

O czym Pani teraz śni, a jakie sny miała Pani w piwnicy?

W piwnicy miałam bardzo mało snów. Na samym początku śniło mi się, że moi rodzice przyjeżdżają swoim samochodem i zabierają mnie stamtąd albo, że wszystko to był zły sen i budzę się u siebie w domu. Teraz śnią mi się rzeczy, które zajmują mnie w dniu powszednim.

Co teraz znaczy dla Pani słowo 'ofiara'?

Ciężko być ofiarą, a jeszcze gorzej jest być przez innych, niewykwalifikowanych ludzi, traktowana jako ofiara. Ludzie postrzegali mnie jako ofiarę, a jednocześnie stawiali się w roli współsprawców, jeśli nie fizycznie, to pozawerbalnie.

To działa czasem jak satyra. W Austrii są emitowane reklamy różnych organizacji pomocowych z biednymi, chorymi dziećmi z innych kontynentów. Te dzieci są naprawdę chore i biedne, nie mają nic do jedzenia. Ale to jest przerysowane i pokazywane w sposób pomniejszający jednocześnie. Tak samo było w moim przypadku, ludzie wyobrażali sobie zainscenizowaną tragedię, dramat z kimś, kto jest zniszczony, na dnie i łzy płyną mu ciurkiem po twarzy. Wyobrażali sobie kogoś, kto jest podatny na narkotyki albo wędruje, błądzi w jakieś samozniszczenie. Kogoś, kto ma zepsute zęby i jest półślepy. Myśleli, jak ona może tutaj stać taka i tak mówić, przecież ona tam nie miała nawet światła dziennego. Dlaczego nie wróci do tej piwnicy skąd przyszła i gdzie nadal przynależy?

Ludzie myślą, że ofiara na zawsze powinna zostać ofiarą?

Przez lata po mojej ucieczce doszłam do tego, że dla wielu osób trudne do wyobrażenie jest, co znaczy coś takiego przeżyć, znaleźć się w takim położeniu. Wielu ludzi nie ma zdolności empatii. Musieliby przejść przez to wszystko, żeby zrozumieć. Oczywiście nie życzę tego nikomu.

Pani samoświadomość, mądrość, siła zwycięstwa powinna innym dawać nadzieję. Wierzę, że jest wielu ludzi, którzy myślą: Skoro ona jest taka wolna, samoświadoma, pełna siły - ja też tak mogę, jeśli jestem w złym położeniu. Miała Pani takie reakcje? Usłyszała Pani coś takiego od innych ludzi?

Tak, dostawałam listy od ludzi, ciągle dostaję maile. Wraz z ujawnieniem tego przypadku, wiele w moim kraju zostało przemyślane: co jest etyczne, normalne, moralnie do wytrzymania. Zaczęto się zastanawiać, czy ochrona ofiar jest adekwatna do rzeczywistych zagrożeń albo czy możliwości obrony przed zagrożeniem rzeczywiście są wystarczające, czy w zbyt wielu sytuacjach ludzie nie są pozostawieni sami sobie. Bardzo długo można było przymykać na to oczy, nie chciano o tym słuchać. To jest bardzo pozytywne, że mój przypadek stał się znany. Dlatego rozumiem też, co Pani zrobiła. Pani decyzję, żeby Pani historię publicznie ujawnić. Wielu powie 'ona chce zwrócić na siebie uwagę', ale chodzi też o to, aby na to zwrócić uwagę zrobić ze swojej historii tego temat. Jeśli się milczy, to sprawcom i im podobnym przyznaje się rację.

Myśli Pani o porywaczu? Kim on jest dla Pani?

Ta osoba w teraźniejszym moim życiu nie odgrywa żadnej roli. Jestem zadowolona, że mogę to powiedzieć. Jedyne co mnie teraz obchodzi to skutki tego, co on zrobił. Na przykład, że nigdy więcej nie zobaczyłam babci, która zmarła dwa lata przed moją ucieczką. I ta stracona młodość, Młodym się jest tylko raz w życiu i nie można do tego nigdy wrócić. Zostało mi też odebrane pierwotne zaufanie do ludzi. Przez to porwanie myślę, kto się czai za zaułkiem, za zakrętem i co mi ukradnie. Przez bycie znanym ma się też taki lęk, ten brak zaufania do drugiej osoby. Uważam, że to jest również pozytywne, ponieważ odkryłam, zrozumiałam wiele rzeczy, wiele się dowiedziałam o ludziach, o ich prawdziwych motywacjach, przyczynach ich zachowań. Stroją się w różne piórka, ale nie są tymi, których udają.

Kiedy przyjdzie moment, że skończy Pani terapię, że będzie Pani gotowa żyć? Co musi się stać, aby Pani poczuła, że to się skończyło, że jest Pani gotowa?

Kiedy odzyskam pewność i zaufanie do mnie samej i mojego otoczenia. Kiedy będę potrafiła zbudować sobie krąg przyjaciół, kiedy znajdzie się jakiś punkt oparcia w moim życiu, wtedy zakończę terapię.

A co z miłością?

Miłość to coś cudownego i bardzo kruchego, ale jest też czymś absolutnie niezniszczalnym.

Dom sprawcy należy teraz do Pani. Co to dla Pani znaczy?

Na początku znaczyło pewność, że ten dom nie będzie w kółko przez dziennikarzy filmowany, fotografowany, opisywany, że poszukiwacze trofeów nie będą sobie zabierać kawałków tego domu, nie będą ich stamtąd wynosić, nawet jeśli są całkowicie bez znaczenia. Ten dom to też pewne obciążenia dla mnie i mam nadzieję, że przyjdzie mi do głowy, co z tym domem zrobić. Na razie gmina wydała polecenie, aby tę piwnicę zasypać, bo została zbudowana bez zezwolenia. Myślę, że to lepsze rozwiązanie, niż gdyby miała tam być np. piwnica na ziemniaki. To byłoby całkowicie makabryczne, chyba zasypać jest lepiej.

Jak to się stało, że ten dom do Pani należy?

To jest odszkodowanie, rodzaj rekompensaty za cierpienie.

Od gminy?

Od samego sprawcy, bo on był właścicielem. Państwo zobowiązało się jako przedstawiciel sprawcy, ale i przedstawiciel ofiary, wypłacić odszkodowanie. Najpierw chcieli sprzedać dom i dać mi pieniądze, ale ja wolałam ten dom. Za wszelką cenę chciałam mieć go pod swoją kontrolą. Nie chciałam, żeby mi zabrano klucz do przeszłości i nie chciałam, aby ludzi mówili, że co prawda przeżyłaś to, ale teraz należysz do nas. My wiemy lepiej co się stało, my się znamy na tym lepiej. To wcale nie było tak, jak ty mówisz. Ten dom, to małe odszkodowanie, w rzeczywistości jest to obciążenie dla mnie.