,
Obserwuj
Gospodarka

Turyści już nie pomogą. Kuba stoi nad gospodarczą przepaścią

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
5 min. czytania
27.05.2026 20:05

To będzie odcinek na oparach, jak gospodarka, która właśnie przestaje się kręcić, bo nie ma ropy, nie ma paliw i nie ma prądu. Wkrótce nie będzie też mieć ani grosza. Powiemy o kraju, w którym średnia urzędnicza pensja wystarcza na 2 litry benzyny i który znów trafia na czołówki gazet, bo jego potężny sąsiad właśnie stawia zarzuty jednemu z ojców wewnętrznej rewolucji. Międzynarodowi komentatorzy są zgodni - Kubę czeka amerykańska interwencja. Pytanie brzmi tylko: kiedy i jaka.

Pożar wzniecony przez demonstrantów podczas protestu przeciwko brakowi energii i przerwom w dostawie prądu w dzielnicy Lawton w Hawanie
Pożar wzniecony przez demonstrantów podczas protestu przeciwko brakowi energii i przerwom w dostawie prądu w dzielnicy Lawton w Hawanie
fot. YAMIL LAGE/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego na Kubie nie ma ani ropy, ani paliw, ani prądu?
  • Dlaczego sklepy od tygodni nie widziały u siebie klientów?
  • I dlaczego tym razem nie pomoże kubańskie ekonomiczne koło ratunkowe, czyli zagraniczni turyści?

Ta historia, choć rozgrywa się na Kubie, zaczyna się 2 tysiące kilometrów na południe, w styczniu tego roku, gdy amerykańskie siły specjalne schwytały wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro. Dla świata akcja była szokiem, dla Kuby - początkiem końca świata. Wenezuela przez ćwierć wieku była dla Kuby niezbędna jak powietrze. Dlaczego? Bo dostarczała wyspie niemal całą importowaną ropę naftową, na dodatek za grosze. W zamian Kuba eksportowała swoich nauczycieli, lekarzy i szkolonych przez Rosjan agentów służb bezpieczeństwa.

Życie w ciemnościach

Ten układ energetycznie związał Kubę ze swoim wenezuelskim towarzyszem - dosłownie - na śmierć i życie. Podobny, nieco słabiej z sąsiednim Meksykiem. Amerykanie obalając Maduro i zarządzając sankcje dla każdego innego dostawcy, podcięli Kubie nogi. Gdy Maduro zniknął - zniknęła ropa. Najwięksi potencjalni dostawcy nie odważyli się złamać amerykańskiego zakazu. Meksyk zatrzymał wysyłkę na dobre, Rosja wysłała tankowiec raz. Ropa, którą przywiózł, szybko się skończyła i od kwietnia do kubańskich naftoportów nie przybiła już ani baryłka ropy. Gospodarcza katastrofa pogłębia się z dnia na dzień. By normalnie funkcjonować, Kuba potrzebuje 100 tysięcy baryłek dziennie. Wyczerpała strategiczne rezerwy w magazynach i możliwości podkręcenia tempa w miejscowych rafineriach, które przerabiają krajową ropę słabej jakości na paliwo dla elektrowni. Mają jej niewystarczającą ilość i same są niewydolne, więc w połowie maja w całym kraju na dobre zgasło światło. Blackouty trwają 20 godzin na dobę. Prąd wraca na chwilę, zresztą i tak nie wszędzie.

Produkcja kubańskich elektrowni pokrywa zaledwie jedną trzecia potrzeb na energię, wytwarzając ją z oleju opałowego rafinowanego na miejscu z własnej ropy kiepskiej jakości. Oraz ze źródeł odnawialnych, konkretnie w siłowniach słonecznych z panelami, które Kubie podarowały Chiny. Kraj pogrążony jest w ciemnościach, a prąd stal się towarem reglamentowanym. W najgorszej sytuacji jest kubańska prowincja, w najlepszej największe miasta, w tym Hawana, w której mieszka jedna piąta wszystkich Kubańczyków, oraz ośrodki turystyczne, bo turystyka jest dla Kuby ostatnią deską ratunku - źródłem dochodów w twardej walucie. O kapitalistycznych dolarach w komunistycznej gospodarce - za chwilę. Ale najpierw o ekonomicznym trybie unplugged.

Wszystko się posypało

Na początek cena benzyny. Rząd Kuby zniósł właśnie limity cen benzyny po tym, jak dwa miesiące wcześniej zezwolił sektorowi prywatnemu na import części paliwa. Litr paliwa na stacji kosztuje teraz mniej więcej 2 dolary, przy miesięcznej pensji wynoszącej około 20-tu dolarów. Przynajmniej teoretycznie, bo stacje benzynowe są zamknięte. Na czarnym rynku za ten sam litr benzyny trzeba zapłacić nawet 10 dolarów (w przeliczeniu - prawie 40 złotych). Jeśli ktoś miał na Kubie samochodód, postawił go w garażu. Zamiast nielicznych taksówek po miastach kursują ryksze, a komunikacja zbiorowa jeździ na skróconych trasach. Na ulicach piętrzą się góry śmieci, bo nie ma paliwa do śmieciarek.

Usługi publiczne: w szpitalach wydłuża się kolejka do niewykonanych operacji i zabiegów. Czeka w niej teraz prawie 100 tysięcy chorych, co dziesiąty to dziecko. Przerwy w dostawach prądu dotykają także szpitali, gdy nie działają lodówki - psują się leki. Z powodu braku benzyny stoją karetki. Tydzień pracy został skrócony do czterech dni, piątek jest dniem wolnym, ale niektóre urzędy zostały wyłączone z działania na stałe, a zajęcia na uczelniach przeważnie odbywają się zdalnie, o ile jest prąd. Gdy nie ma prądu, nie ma też wody, o działaniu kanalizacji nie wspominając.

Handel: w Hawanie państwowy sklep w kwietniu miał na półkach ryż, cukier i groch. Nad ladą wisiały stare tablice z listą dwudziestu paru produktów - jogurt, makaron, mydło. Wszystkie od miesięcy nie do zdobycia. Choć sprzedawcy wciąż przychodzą do pracy, wielu tygodniami nie miało ani jednego klienta, bo nie było co sprzedawać. Na Kubie od lat 60. obowiązuje system kartkowy, który miał wyeliminować głód. Przez kilkadziesiąt lat gwarantował żywnościowe minimum. System przestał działać jeszcze zanim nowy prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił kubański reżim złamać. Puste miejsce po kartkach zastąpiła umiejętność kombinowania - znajomości, czarny rynek i twarda waluta. Dwie trzecie Kubańczyków trwa dzięki dolarowym przekazom z zagranicy, wielu wyjeżdża, w ciągu ostatnich pięciu lat - mniej więcej jedna szósta wszystkich mieszkańców wyspy.

Turystyka, czyli dla Kuby ekonomiczne koło ratunkowe: historyczne centrum Hawany, plaże Varadero, klimat vintage lat 50. i 60., gdy kapitalizm błyszczał amerykańskimi cadillacami w pastelowych kolorach. To miało przyciągać twardą walutę. I przez jakiś czas przyciągało. W 2018 roku, po wcześniejszych miliardowych inwestycjach w bazę turystyczną, Kuba przyjęła prawie 5 milionów turystów i pobiła swój rekord. Potem było już tylko gorzej - W ubiegłym roku na wyspę gości przyjechało 2,5 raza mniej. Obłożenie hoteli? Mniej niż 20 procent. Cztery na pięć łóżek hotelowych stało pustych. I był to tylko wstęp do tego, co w kubańskiej turystyce dzieje się dzisiaj.

W lutym tego roku, gdy na wszystkich kubańskich lotniskach zabrakło paliwa lotniczego, odwołano ponad półtora tysiąca lotów. Kanada sama ewakuowała prawie 30 tysięcy turystów, którzy utknęli na wyspie, bo nie mieli czym z niej wylecieć. Loty zawiesiła Air Canada, podobne decyzje podjęły Iberia, Air France czy Turkish Airlines. W sumie jedenaście linii lotniczych, nieliczni latają tankując samoloty gdzieś w pobliżu. Nie ma czym polecieć, więc nie ma gości. W pierwszym kwartale wyspę odwiedziło więc o połowę mniej turystów niż rok wcześniej. Nie dopisali nawet Rosjanie, którzy mieli wypełniać lukę po gościach z zachodu. Było ich tylko... 250! Zamknęły się więc hotele międzynarodowych sieci, w tym wizytówka Hawany, najnowszy Torres. Hotel nie miał gości, mimo że jako jeden z nielicznych wciąż miał prąd. Turystyka przynosiła Kubie jedną dziesiątą dochodów. Teraz ten ożywczy duch kubańskiej gospodarki w ciemnościach i ciszy - dokonuje żywota.

Na koniec wróćmy do początku. Dlaczego Kuba znów zajmuje prasowe czołówki? Bo postawienie przez amerykański sąd zarzutów byłemu kubańskiemu dyktatorowi Raulowi Castro podobno ma być prologiem operacji jak ta, z wywiezieniem z Wenezueli Nicolasa Maduro. Albo… do wielkich ustępstw, a potem wielkich interesów. Ale to już zupełnie inna historia.

źródło: TOK FM