To będzie największy debiut giełdowy świata: kosmiczny sukces czy najdroższy w historii slajd w prezentacji?
Ten odcinek będzie się zaczynać od wystrzelenia w kosmos rakiety SpaceX kosmicznego giganta należącego w całości do Elona Muska. Słowa "blast off" - wystrzał - rozpoczęły też największą taką w historii operację finansową na światowych rynkach. Musk potrzebuje gotówki, by osiągnąć to, co obiecał amerykańskiemu prezydentowi, narodowej agencji kosmicznej NASA, a co teraz obiecuje przyszłym współwłaścicielom SpaceX - osiedlić ludzkość na Księżycu, a potem zabrać na Marsa. Największa dzisiaj firma Muska, idzie po pieniądze Amerykanów na giełdę, w największym w historii ludzkości debiucie giełdowym.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Elon Musk idzie na giełdę ze swoją firmą SpaceX?
- Co chce wygrać tym giełdowym debiutem - a stawka jest dosłownie kosmiczna - i czy wszystko nie zakończy się najdroższym w historii slajdem w Power Poincie?
- Co kupi potencjalny inwestor, wkładający pieniądze w akcje SpaceX?
Żeby zrozumieć czym jest sprzedaż SpaceX na giełdzie, krótka wizyta na polu startowym w Teksasie. To właśnie tam firma prowadzi swoje rakietowe testy i stamtąd wystrzeliła rakietę Starship V3 - najdłuższą, najcięższą i najmocniejszą rakietę w historii ludzkości. Test udał się tylko częściowo - część rakiety wylądowała zgodnie z planem, tak zwany "dopalacz" rozbił się w oceanie. Starship ma być pierwszą rakietą w historii ludzkości wielokrotnego użytku. Pomimo częściowej porażki, Musk ogłosił próbę wersji V3 "epickim sukcesem". Bo testowana właśnie rakieta to nowa konstrukcja z supermocnymi silnikami, która może zabrać w kosmos nawet sto ton ładunku! Rzecz wcześniej niewyobrażalna.
Żeby zrozumieć, że ten koszt to rzecz fundamentalna, wystarczy porównanie. Kilogram ładunku wynoszony w kosmos promem kosmiczny kosztował ponad 50 tysięcy dolarów, nowoczesnymi zachodnimi rakietami - 20 tysięcy. Rakieta Starship ma wozić towary w kosmos po 100 dolarów za kilogram. I teraz o tym dlaczego to ważne, nawet jeśli nie wszystko podczas ostatniego rakietowego testu poszło gładko?
Starship razy trzy
Starship V3 to jedyna rakieta na świecie zaprojektowana do zrobienia rzeczy, których żadna inna nie potrafi. Po pierwsze: ma wozić wielkie ładunki na orbitę za ułamek obecnych kosztów. Dla firmy Muska oznacza to szybsze i tańsze wynoszenie na orbitę satelitów Starlink, które są dla biznesu źródłem zysku. A to nie koniec tej części planu, SpaceX ma założyć na orbicie wielkie centra danych, takich z jakich korzysta sztuczna inteligencja. Eksperci uważają ten plan za realny. Warunek? Tani transport na orbitę. Sens? Na Ziemi ilość miejsca na wielkie serwerownie jest ograniczona, w kosmosie można je budować bez końca. I na tym właśnie firma Muska opiera swój pomysł na świetlaną przyszłość.
Po drugie: NASA wybrała Starship jako lądownik księżycowy dla misji Artemis IV, czyli misji powrotu Amerykanów na księżyc po ponad 50 latach nieobecności.
Po trzecie: Starship ma polecieć w załogowej misji na Marsa. Żeby tam dotrzeć, musi zatankować na orbicie. Testowana ostatnio wersja statku jako pierwsza została wyposażona w urządzenia do takiego tankowania. Wszystko to już teraz daje firmie Elona Muska kolosalne kontrakty z amerykańskim rządem. Ale też kosztuje fortunę.
Podsumowując: od tego ile uniesie w ładowniach statek Muska oraz od tego, czy wróci na ziemię w jednym kawałku, zależy jak szybko jego firma osiągnie cele. I czy będzie atrakcyjnym sposobem pomnażania zainwestowanych w nią pieniędzy.
Zbiórka na giełdzie
20 maja, zaraz po zamknięciu nowojorskiej giełdy, Elon Musk wrzucił na swoje konto w mediach społecznościowych dwa słowa, od których ta historia się rozpoczęła: "Blast off". Kilka minut wcześniej SpaceX złożył do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych finansową spowiedź, dokument który rozpoczyna giełdową sprzedaż firmy. Świat zajrzał za finansowe kulisy SpaceX. Jego jedyny właściciel zapisał w nich największy giełdowy debiut w historii ludzkości, ponad trzy razy większy niż oferta dotychczasowego rekordzisty, czyli saudyjskiego Aramco. SpaceX jest wart w całości więcej niż Toyota, Volkswagen, Boeing i Airbus razem wzięte. Zarabia na kosmicznym internecie, ale traci na sztucznej inteligencji, w którą inwestuje miliard dolarów miesięcznie. Bo zakłada, że rynek sztucznej inteligencji będzie wart w przyszłości kolosalne pieniądze. I właśnie na tym zakładzie opiera swój plan na sukces.
Co zatem kupuje potencjalny inwestor, wkładając pieniądze w akcje SpaceX? Firma, która słynie z rakiet lądujących wracających pionowo z kosmosu, debiutuje na giełdzie jako biznes internetowy z perspektywą zarabiania na sztucznej inteligencji okrążającej ziemię na niskiej orbicie. Z ekscentrycznym współwłaścicielem na czele, bo Elon Musk gwarantuje sobie w kontrakcie z przyszłymi udziałowcami prawo do podejmowania niepodległych decyzji, bo będzie mieć większość głosów w organach firmy.
To nie przypadek. To lekcja wyniesiona z Tesli - jedynej firmy Muska, w której musi się tłumaczyć współwłaścicielom z sądowej batalii o ponad 50 miliardów dolarów premii wypłacanej w akcjach, którą Muskowi przyznała rada firmy. Teslę pozwał za to właściciel zaledwie... 9 akcji. Prawna epopeja trwała siedem lat. Ostatecznie sędzia przyznał rację Elonowi, a na jego konto trafiło już nie 56 miliardów, ale prawie 140 miliardów dolarów, bo akcje Tesli w tym czasie znacząco podrożały. W ten sposób jeden z najbogatszych ludzi na świecie zainkasował największy pakiet wynagrodzeniowy w historii korporacji. W SpaceX taka rzecz nie ma szans się wydarzyć. Musk sam decyduje co, komu i za ile.
Czy zatem opłaci się włożyć gotówkę w zakład o pozaziemską sztuczną inteligencję, bo taką wizję swojej kosmicznej przyszłości ma SpaceX i jego właściciel, który wciąż będzie kierować biznesem na zasadzie dziel i rządź? Eksperci są zgodni. Powodzenie tej operacji dźwiga rakieta, której misja może, ale nie musi zakończyć się sukcesem. A cała podróż SpaceX ma giełdę będzie albo następnym rozdziałem technologicznej rewolucji, albo okaże się najdroższym w historii slajdem w power poincie.
źródło: TOK FM