,
Obserwuj
Świat

Ludobójca z pomnikami. Król Belgii Leopold II wyprzedził Hitlera i Stalina

MSZ-M
7 min. czytania
29.06.2025 19:49
Jeszcze przed czasami Hitlera i Stalina doszło do ludobójstwa, którego ofiary można liczyć w milionach. Zbrodniarzem był król Belgów, a ofiarami - mieszkańcy podporządkowanego Belgii afrykańskiego państwa Kongo. Oto Leopold II, bohater ósmego odcinka podcastu "Twarze zła. Zbrodnie psychopatów".
|
|
fot. JOHN THYS / AFP / East News
  • Kongo pod koniec XIX wieku stało się największym obozem koncentracyjnym w dziejach ludzkości. Jego twórcą i właścicielem był król Belgii - Leopold II;
  • Choć na terenie Kongo w 1885 roku powstało Wolne Państwo Kongo, faktyczną władzę nad nim miał król Leopold II. Mimo zniesienia niewolnictwa, korzystał on z przymusowej pracy, by uzyskać dostawy kauczuku;
  • Wśród metod 'zachęcających' do zbiorów kauczuku było np. obcinanie dłoni;
  • Leopold II wycofał się z Kongo w atmosferze międzynarodowego skandalu, w momencie, gdy popyt na afrykański kauczuk spadł do zera.

(Uwaga. Artykuł zawiera opisy przemocy oraz inne treści, które mogą być nieodpowiednie dla osób szczególnie wrażliwych oraz poniżej 18 roku życia.)

Masowa zbrodnia króla Belgów nie została zapomniana. Wciąż pojawiają się głosy o potrzebie przeprosin oraz zadośćuczynienia. Pomniki króla Leopolda II wciąż jednak w Belgii stoją, również ten w Brukseli. - Może to budzić szczególny niesmak, bo przecież miasto to jest nie tylko stolicą Belgii, ale też siedzibą tak często upominającego się o humanitarne i europejskie wartości Parlamentu Europejskiego - skomentowała Jagna Kaczanowska, prowadząca podcast "Twarze zła. Zbrodnie psychopatów". Pomnik ten jest najczęściej oblewany farbą w ramach protestów.

Kongo pod koniec XIX wieku stało się największym obozem koncentracyjnym w dziejach ludzkości. Według historyków pochłonął on życie od 5 do nawet 10 milionów ofiar. Jego twórcą i właścicielem był król Belgii - Leopold II.

Posłuchaj podcastu:

"Czerwona guma" z Kongo 

Król Leopold II czerpał gigantyczne zyski z handlu afrykańskim kauczukiem, z którego wytwarzano gumę. Produkt w tamtym czasie był szalenie popularny i deficytowy z powodu rosnącej popularności automobili. Gumę wytwarzaną z surowca przywożonego z belgijskiego Kongo w którymś momencie będzie się nazywało "czerwoną gumą" nie tylko z powodu koloru, ale też z powodu hektolitrów krwi przelanych, by jej dostarczać na rynek tyle, ile wymyślił sobie król Leopold.

Kauczuk wydobywa się z rośliny, która nazywa się landolphia owariensis. Nie da się jej hodować na plantacji. Rośnie dziko w środkowej Afryce. Tradycyjna technika zbierania gumy polega na polaniu gęstą wydzieliną z pnącza rośliny własnego ciała. Substancja błyskawicznie tężeje, a skorupę zeskrobuje się nożem i wrzuca do kosza.

Władca Wolnego Państwa Kongo

Leopold II zyskał władzę nad Kongiem w czasie konferencji w Berlinie, kiedy to władcy Europy podzielili Afrykę na strefy wpływów. W latach 1884-1885, z inicjatywy Otto von Bismarcka, wytyczone zostają granice sfer wpływów poszczególnych państw: Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Włoch i Portugalii. Niektóre z tych granic przebiegały wzdłuż brzegów rzek i jezior, inne wytyczono za pomocą linijki. Przed konferencją kolonizatorzy byli obecni w Afryce, ale zarządzali mniej więcej 10 proc. jej terytorium. Do wybuchu I wojny światowej było to już 90 proc. Nieliczne tereny, najczęściej trudno dostępne i ubogie w zasoby naturalne, zostały obwołane niepodległymi państwami.

Ujawniła nieznane fakty ze sprawy Poznańskiego. 'Wiedział, że to ostatnia szansa'

- By zdać sobie w pełni sprawę z tego, czego dokonano w Berlinie, trzeba wiedzieć, że w Afryce, przed kolonizacją i przed rozkwitem handlu niewolnikami, funkcjonowało nawet około 10 tys. państw zarządzanych przez niezależnych władców - wyjaśniła Jagna Kaczanowska. - Plemiona często ze sobą walczyły, ale jeszcze częściej współpracowały. Każde z nich miało swoją kulturę i język. Na konferencję w Berlinie nie został zaproszony żaden przedstawiciel narodów Afryki - dodała.

To właśnie na konferencji w Berlinie oddano dorzecze Kongo we władanie króla Leopolda II. Jest to obszar mniej więcej 1/3 kontynentalnej części USA, wielokrotnie większy od Belgii. Leopold stał się jedynym Europejczykiem w dziejach posiadającym tak gigantyczne terytorium na własność. Na konferencji ustanowiono Wolne Państwo Kongo, a także prywatną spółkę, której udziałowcami zostali członkowie wielu europejskich rodów: Abir Congo Company.

Wyzwoleni niewolnicy wyzyskiwani przez Belgów

- Grabież Afryki odbywała się pod płaszczykiem niesienia światła cywilizacji ludom, które Europejczycy uznają za prymitywne. Właśnie tam, w belgijskim Kongo, a także na terenach dzisiejszej Namibii, kolonii niemieckiej, narodziła się pseudonauka o rzekomej wyższości jednych ras nad innymi. Zło jednak zawsze wraca. Wróci i do Europy pod postacią okrucieństw II wojny światowej i Holokaustu - skomentowała Jagna Kaczanowska.

Początkowo przedstawiciele plemion zamieszkujących dorzecze Kongo patrzyli z nadzieją na nową władzę. Od setek lat Afryka była gnębiona przez handlarzy niewolników. Belgowie zaś obiecali Afrykańczykom lukratywną współpracę przy zdobywaniu kauczuku i produkcji gumy.

- Król Leopold oficjalnie potępił niewolnictwo, nakazał swojej administracji, by wyzwoliła tysiące niewolników na terenie Wolnego Państwa. Bardzo szybko jednak wydał też dekret, na mocy którego Afrykańczyk mógł sprzedawać kauczuk jedynie belgijskim agentom. Leopold II za pomocą przedstawicieli Abir Congo Company narzucił cenę skupu kauczuku. Była ona nieproporcjonalnie niska w stosunku do rzeczywistej wartości surowca - zaznaczyła Jagna Kaczanowska.

Krwawy podatek gumowy

Dodatkowo Belgowie wprowadzili rodzaj podatku: kwoty, czyli ilości kauczuku w kilogramach, jaką każdy dorosły mieszkaniec Wolnego Państwa Kongo ma dostarczyć do Abir Congo Company. "Pomagała" w tym specjalna armia na usługach Leopolda i Abir Congo Company - La Force Publique. Oficerowie byli wyłącznie białymi Europejczykami, ale szeregowymi przedstawicielami Force Publique - zazwyczaj Afrykańczycy rekrutowani z Zanzibaru i Afryki Zachodniej. Jako że brakowało rekrutów, Belgowie pozwolili arabskim handlarzom niewolników operować w górnym biegu rzeki Kongo w zamian za niewolników.

Oddziały Force Publique najeżdżały wioski, których mieszkańcy nie wyrabiali się z pracą i nie dostarczali tyle kauczuku oraz kości słoniowej, ile król przykazał. Gwałcili kobiety, zabijali mężczyzn, palili domy. Kiedy i to nie pomogło, wymyślono sposób, by skłonić mieszkańców Wolnego Państwa do jeszcze większej uległości i tzw. współpracy.

Obcięte dłonie jako nowa waluta

- Ten sposób to amputowanie kończyn, przede wszystkim dłoni, ale też stóp. Proceder wdrażano na masową skalę. Mówimy o dziesiątkach, setkach tysięcy okaleczonych ludzi. Czasami karą jest odcięcie maczetą nie dłoni winowajcy, który przyniósł za mało kauczuku, ale jego dzieci. Wiele ofiar umiera na skutek zakażeń. Inni okaleczeni nie są w stanie już pracować i giną z głodu. Ludzie są przerażeni. Tym bardziej, że pnącze, z którego pozyskuje się kauczuk, na skutek trzebienia na ogromną skalę staje się coraz rzadsze, więc nawet najsprytniejsi mają kłopot, by zgromadzić odpowiednią ilość surowca - opowiedziała Jagna Kaczanowska.

W punktach, w których rezydują Belgowie i agenci Abir Congo Company, stały ogromne kosze po brzegi wypełnione ludzkimi dłońmi. W pewnym momencie dłonie stały się walutą. Belgowie zarządzili, by - jeśli nie zostanie dostarczona odpowiednia ilość kauczuku - przynieść w zamian dłonie. W wielu wioskach członkowie plemion musieli wybierać pobratymców do amputacji kończyn. Silniejsze plemiona napadały na słabsze, by zabrać ich dłonie, a potem ponieść je Belgom zamiast kauczuku. Gdy o tym procederze dowiedział się Leopold II, miał zażądać, by go zaprzestano: obcinanie dłoni było o tyle bezsensowne, że uniemożliwiało dalszą pracę na rzecz króla Belgii.

Leopold II wycofał się z Kongo

Wielu Afrykańczyków próbowało zbiec z Wolnego Państwa Kongo do kolonii portugalskich i francuskich. Inni chronili się w buszu. Wymęczoną ludność zdziesiątkowały dodatkowo kolejne epidemie. Mówi się o liczbie ofiar wahającej się od 5 do 10 milionów. W tych szacunkach wzięto pod uwagę tylko tych, którzy zginęli.

O horrorach związanych z tzw. gumowym podatkiem pisał Sir Arthur Conan Doyle - ten od Sherlocka Holmesa - w książce "The crime of the Congo", "Zbrodnia w Kongo". W rozdziale "Głosy z ciemności" przywołuje zeznania Jospeha Clarka, misjonarza amerykańskiego mieszkającego Iloko w dorzeczu Kongo. O okrucieństwie Belgów w Kongo wiadomo było co najmniej od 1890 roku, kiedy to dziennikarz George Washington Williams wybrał się w podróż do Wolnego Państwa, a to, co zobaczył, dokładnie opisał również w liście otwartym do króla Leopolda II. Joseph Conrad jeździł do Kongo między 1890 a 1894 rokiem.

Te świadectwa sprawiły, że było coraz głośniej o potwornościach wydarzających się za sprawą Belgów w Afryce oraz osobistej odpowiedzialności za nie króla Leopolda. W 1904 roku powołano do życia Congo Reform Association, którego członkowie nawoływali do wprowadzenia zmian na ziemiach zarządzanych przez belgijskiego króla. Byli to m.in. wspomniani już pisarze Sir Arthur Conan Doyle, Joseph Conrad, Mark Twain oraz filozof Bertrand Russell.

Wybuchł międzynarodowy skandal. W rezultacie w 1908 roku król Leopold wycofał się z projektu Wolnego Państwa, przekazując władzę nad nim belgijskiemu rządowi. Podobno wcześniej zarządził niszczenie dokumentów na masową skalę. W chwili, w której Leopold porzucił Kongo, popyt na pochodzącą z tego kraju gumę drastycznie spadł. Guma pochodząca z Azji zmniejszyła popyt na tę kongijską prawie do zera. Król więc wycofał się wtedy, gdy i tak nie byłby w stanie już więcej z Kongo wycisnąć. Rok później zmarł.

Belgowie nigdy nie przeprosili

- W czasach króla Leopolda nie istniało takie określenie jak psychopata. Trzeba jednak przyznać, że belgijski władca spełniał wiele kryteriów diagnostycznych: nie miał najmniejszych wyrzutów sumienia, był egoistyczny i zachłanny, skupiony na osiąganiu własnych celów, choćby po trupach, żywił wielkościowe rojenia. Wiele wskazuje na to, że chciał wzniecić wojnę błyskawiczną z Holandią, przede wszystkim po to, by przejąć jej kolonie - podkreśliła Jagna Kaczanowska.

Belgowie nie tylko nie zapłacili za cierpienia milionów ofiar krwawego reżimu króla Leopolda, ale też tak naprawdę oficjalnie nie przeprosili. W 2020 roku. W 60. rocznicę powstania Demokratycznej Republiki Kongo belgijski król Filip (daleka rodzina Leopolda II), przesłał wyrazy głębokiego żalu do prezydenta Felixa Tshisekediego. W liście pisał też dużo o pogłębianiu przyjaźni i szczerych rozmowach o wspólnej przeszłości.

W tym samym czasie wiele osób w Belgii demonstrowało, domagając się ostatecznego uznania winy króla Leopolda i państwa, a także zniszczenia licznych wciąż pomników tego władcy. - Chcemy przeprosin, prawdziwych przeprosin, nie takich, które trzeba wyczytać między wierszami - powiedziała w wywiadzie dla telewizji CNN Joelle Sambi Nzeba, belgijska aktywistka ruchu Back Lives Matter. Dodała, że wszystkie pomniki Leopolda II powinny zostać zastąpione pomnikami jego ofiar. Zdaniem historyków sam król Leopold dorobił się w Kongo w przeliczeniu na dzisiejsze standardy miliarda dolarów.