,
Obserwuj
Świat

Pięciu policjantów na ławie oskarżonych. Za znęcanie się nad podejrzanymi, m.in. "przypalanie" paralizatorem

2 min. czytania
26.06.2015 12:23
Akt oskarżenia skierowała właśnie do sądu Prokuratura Okręgowa w Lublinie - Ośrodek Zamiejscowy w Chełmie. Sprawa dotyczy wydarzeń z 2012 roku w komendzie miejskiej policji w Siedlcach i kradzieży złota ze sklepu jubilerskiego. Zatrzymane były trzy osoby - to one miały być na komisariacie bite i "przypalane" paralizatorami elektrycznymi. Podstawą oskarżenia są zeznania pokrzywdzonych, ale też opinie biegłych. Policjanci do winy się nie przyznają.
|
|
fot. Tomasz StaA?czak / Agencja Wyborcza.pl

Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia miało dojść 14 sierpnia 2012 roku w Siedlcach. Jednym z oskarżonych jest 50-letni Wiesław P., naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej w Siedlcach. Zdaniem śledczych, przekroczył swoje uprawnienia, fizycznie i psychicznie znęcając się nad przesłuchiwanymi, by wymusić określonej treści wyjaśnienia - chodziło o przyznanie się do winy, czyli do kradzieży złotej biżuterii.

Naczelnik ma w sumie trzy zarzuty - odpowie też za to, że nie reagował, gdy nad przesłuchiwanymi znęcali się inni funkcjonariusze. A chodzi o trzech policjantów z Komendy Miejskiej w Siedlcach Grzegorza R., Adama Ch. i Grzegorza P. oraz Jarosława K., funkcjonariusza z Komendy Głównej w Warszawie.

Przywiązali do krzesła, usta zakleili taśmą, używali paralizatora?

Przesłuchania dotyczyły kradzieży, do której doszło 30 lipca 2012 roku w Siedlcach. Prawie dwa tygodnie po tym zdarzeniu w Ostrowie Wielkopolskim zatrzymano trzech mężczyzn, podejrzanych o dokonanie kradzieży - dziś dwaj z tych mężczyzn oraz rodzice trzeciego z nich mają status pokrzywdzonego w tej sprawie. Sprawa zaczęła się od zawiadomienia złożonego przez rodziców jednego z zatrzymanych mężczyzn. Tydzień po wyjściu z izby zatrzymań 19-latek popełnił samobójstwo.

Pisaliśmy o tym już wcześniej >>>

Zatrzymani 14 sierpnia trafili do Siedlec i byli przesłuchiwani przez miejscowych policjantów. Jeden z pokrzywdzonych relacjonował, że był przywiązany do krzesła, usta miał zaklejone taśmą, był bity pięściami po uszach i głowie oraz policyjnymi pałkami po nogach. Dodatkowo miał być też "przypalany" paralizatorami elektrycznymi, polewany zimną wodą po udach, plecach i rękach. - Trwało to około 5-6 godzin. Policjanci straszyli go, że mogą się pojawić u niego w domu i pobić siostrę lub brata, wywieźć do lasu - informuje Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Takie działania miały spowodować przyznanie się do winy. W tym samym czasie miały też trwać przesłuchania dwóch innych podejrzanych, a policjanci mieli się zachowywać w sposób identyczny.

Biegli: 'Na ubraniu jednego przesłuchiwanych ślady paralizatora'

W tej sprawie prokuratura poprosiła o opinię m.in. biegłych za kresu medycyny sądowej, których wnioski potwierdzają to, o czym opowiadali pokrzywdzeni. Dodatkowo w rękach śledczych jest też kompleksowa opinia kryminalistyczna z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji. Wynika z niej, że na odzieży jednego z pokrzywdzonych ujawniono ślady działania paralizatora.

Policjanci odpowiadają z wolnej stopy. W trakcie śledztwa nie przyznali się do winy. Złożyli wyjaśnienia, w których wszystkiemu zaprzeczają. Za wymuszanie informacji lub oświadczenia przez policjanta może grozić do 10 lat więzienia.