Nawrocki znów "pręży muskuły"? "Nigdy nie słyszałem tak durnego argumentu"
- Fikołki ludzi Nawrockiego, ludzi z Prawa i Sprawiedliwości są naprawdę niepojęte. Sami nie godzą się na odwołanie na wniosek ministra konstytucyjnego szefa jednej ze służb w naszym kraju, a później mówią, że odpowiedzialność za to bierze minister - tak nowy konflikt na linii prezydent-rząd skomentował w TOK FM Tomasz Trela z Nowej Lewicy.
- Szef SOP zawieszony, ruszyło postępowanie dyscyplinarne;
- "Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby na wniosek konstytucyjnego ministra nie chcieć doprowadzić do dymisji tego czy innego urzędnika państwowego" - mówił w TOK FM Tomasz Trela z Nowej Lewicy;
- Przyznał też, że "dziwi się, że Karol Nawrocki cały czas w sprawach fundamentalnych, ważnych nie chce współpracować z rządem".
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało we wtorek o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec komendanta Służby Ochrony Państwa. Gen. Radosław Jaworski został zawieszony w pełnieniu czynności służbowych, a jego obowiązki przejmie dotychczasowy zastępca komendanta SOP płk Tomasz Jackowicz. Szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz powiedział dziennikarzom podczas briefingu w Davos, że Karol Nawrocki "nie widzi powodów do odwołania komendanta SOP, co też powiedział wprost panu ministrowi Kierwińskiemu". Zaznaczył, że ustawa (o Służbie Ochrony Państwa - PAP) wymaga w tym zakresie decyzji prezydenta. - Jak widać, po raz kolejny rząd, tym razem poprzez działanie ministra Kierwińskiego, stara się omijać prawo w Polsce, albo je w sposób taki, jaki oni je rozumieją, interpretować - ocenił.
Według Przydacza Karol Nawrocki uważa, że skoro szef MSWiA bez zgody i konsultacji z prezydentem podejmuje takie działania, to będzie ponosił pełną odpowiedzialność za ewentualne przyszłe "wyzwania, błędy czy problemy".
- Fikołki ludzi Nawrockiego, ludzi z Prawa i Sprawiedliwości są naprawdę niepojęte. Sami nie godzą się na odwołanie na wniosek ministra konstytucyjnego szefa jednej ze służb w naszym kraju, a później mówią, że odpowiedzialność za to bierze minister. Muszą się na coś się zdecydować - skomentował w TOK FM Tomasz Trela, wiceprzewodniczący parlamentarnego Klubu Lewicy i wiceprzewodniczący Nowej Lewicy.
Dodał od razu, że "tam, gdzie jest możliwość, żeby Karol Nawrocki blokował, bruździł, kombinował, tam robi to na każdym kroku". - Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby na wniosek konstytucyjnego ministra nie chcieć doprowadzić do dymisji tego czy innego urzędnika państwowego. Przecież to rząd prowadzi politykę w naszym kraju, to rząd zarządza w naszym kraju. Stąd traktuję to po prostu jako kolejny konflikt ludzi z Prawa i Sprawiedliwości - dodał.
"Zarzuty muszą być poważniejsze"
Jak informowało MSWiA, w SOP od kilku miesięcy prowadzona była "wieloaspektowa kontrola", będąca następstwem kradzieży auta należącego do rodziny premiera Donalda Tuska. W trakcie trwania kontroli gen. Jaworski przebywał początkowo na zaległym urlopie, a później na zwolnieniu lekarskim. Obowiązki komendanta formacji pełnił wyznaczony przez samego Jaworskiego płk Krzysztof Król.
W ocenie gościa "Wywiadu politycznego" "zarzuty muszą być poważniejsze", a to dlatego, że "pewnie niektóre dane dotyczące wewnętrznego audytu kontroli mają klauzulę tajne lub ściśle tajne". - Nawet opinia publiczna o tym nie powinna wiedzieć. Biorąc pod uwagę to, co mamy za wschodnią granicą, niespecjalnie dobrze byłoby, żeby ruskie trolle hasały i dowiadywały się, dlaczego taka inna decyzja jest podjęta - tłumaczył Trela.
Przyznał też, że "dziwi się, że Karol Nawrocki cały czas w sprawach fundamentalnych, ważnych nie chce współpracować z rządem". - Nie wiem, czy tak będzie cały czas, czy tak jest jeszcze teraz, bo jest w letargu kampanijnym i chce pokazać swoje muskuły. Ale to źle świadczy o prezydencie, że słucha bezmyślnych porad swoich doradców - podkreślił gość Dominiki Wielowieyjskiej.
Prowadząca wskazała, że "PiS-u sufluje: trudno się zgodzić na mianowanie człowieka Marcina Kierwińskiego na stanowisko szefa SOP, bo to oznacza, że SOP, który będzie też nadzorował bezpieczeństwo prezydenta, niejako będzie też kontrolował to, co prezydent robi".
- To jest strasznie niepoważny argument, bo przed SOP-em było Biuro Ochrony Rządu, rządziła prawica i był prezydent Aleksander Kwaśniewski z Lewicy. Nigdy nie słyszałem tak głupiego, tak durnego argumentu. Tym bardziej że funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, kiedyś Biura Ochrony Rządu, to naprawdę profesjonaliści, którzy narażają własne zdrowie i życie, chroniąc najważniejsze osoby w państwie. Tak było, jest i zawsze będzie. - skwitował wiceprzewodniczący Nowej Lewicy.
Źródło: TOK FM, PAP