"Połajanki z ambasady sowieckiej". Jak teraz Polska ma grać z Trumpem?
Ambasador USA zerwał kontakty z Włodzimierzem Czarzastym, bo ten miał kierować "nieuzasadnione obelgi" pod adresem Donalda Trumpa. - Zobaczyliśmy arogancję naburmuszonego, urażonego króla świata. Monarszy element w postępowaniu Trumpa i jego dworzanina, jakim jest ambasador, jest niezwykle wyrazisty - ocenił w TOK FM Piotr Pacewicz z fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Piotr Pacewicz ocenia reakcję ambasady USA na krytykę Trumpa przez marszałka Sejmu?
- Dlaczego, jego zdaniem, Włodzimierz Czarzasty był tak dosadny?
- Co należałoby w tej sytuacji zrobić?
Ambasada USA w Polsce zerwała kontakty z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Powodem miały być "oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta USA Donalda Trumpa". "Zgodnie ze swoimi wartościami stanąłem w obronie polskich żołnierzy walczących na misjach i nie poparłem kandydatury prezydenta Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla" - odpowiedział Czarzasty.
- Nasz marszałek wystąpił w roli harcownika politycznego. On nie przebierał w słowach, jak na polityka może oczko za daleko. Ale też Czarzasty gra w grę lewicy, która zobaczyła szansę w antyamerykańskim nastroju, który w Polsce bardzo rośnie. Postanowił zaistnieć politycznie jako wyrazista postać, odwołując się do tych wartości, które wszyscy odczuwamy, czyli naruszenia narodowej godności - skomentował w TOK FM Piotr Pacewicz z fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO.
Dodał, że "element ogłady u Czarzastego mógł być troszkę większy". - Ale też Czarzasty w ogóle od czasu, kiedy został marszałkiem niesamowicie mnie zaskoczył. - Występuje w roli jastrzębia, który kłuje - podkreślił w "Wywiadzie politycznym".
"Połajanki jak z ambasady sowieckiej"
W ocenie gościa "Wywiadu Politycznego" wpis ambasadora jest "absolutnie oburzający". - Tego rodzaju połajanki politycy w czasach dawno minionych mogli słyszeć z ambasady sowieckiej, ale niepublicznie. W dzisiejszych czasach, gdzie wszystko się odbywa w mediach społecznościowych, zobaczyliśmy arogancję naburmuszonego, urażonego króla świata. Monarszy element w postępowaniu Trumpa i jego dworzanina, jakim jest ambasador, jest niezwykle wyrazisty - mówił też Pacewicz.
Jak dodał, należy to tłumaczyć "zdenerwowaniem monarchy, któremu nie wszystko wychodzi, a wychodzi ostatnio coraz mniej i który się na Polsce straszliwie rozczarował". Jak uzasadniał, udział Polski w Radzie Pokoju byłby dla Trumpa "nieocenioną wartością dodaną".
Inna rzecz, podkreślił rozmówca Karoliny Lewickiej, że Trump poniósł w ostatnim czasie trzy wyraziste porażki: w próbie podboju Minneapolis, w próbie podboju Grenlandii i właśnie w związku z powołaniem Rady Pokoju.
- Wydaje się, że nastrój w centrali robi się histeryczny. Jest nerwowo - to jedna rzecz. Druga - to sama osobowość polityczna Toma Rose'a - wskazał Pacewicz. I przypomniał, że to "ognisty konserwatysta, zagorzały syjonista, wychowany na izraelskiej polityce, bo bardzo wiele lat spędził w Jerozolimie, i który jednocześnie zawsze zajmował stanowisko proukraińskie".
"Gra na dwóch fortepianach jednocześnie"
Jak postępować z Donaldem Trumpem i jego administracją? Zdaniem Pacewicza, za wzorcową może być uznana postawa premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera - On był bardzo kategoryczny, komentując słowa o nieszczęsnych sojusznikach. Powiedział, że uznaje uwagi Trumpa "za obraźliwe i szczerze mówiąc przerażające". Mocno powiedziane. Ale już np. na pytanie, czy wystąpi z prośbą o przeprosiny powiedział, że tego nie deklaruje. Zastrzegł też, że gdyby on sam powiedział coś takiego, to z pewnością by przeprosił - tłumaczył.
Na koniec dodał, że z Trumpem "trzeba jednak próbować grać na dwóch fortepianach jednocześnie". - Nie wolno robić nic na kolanach, bo to będzie tylko rozkręcało politykę łamania wszelkich zasad, a z drugiej strony nie można podkładać się agresywnymi sformułowaniami - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP