"Przepisy nie są złe, ale ich stosowanie skandaliczne". Teraz sądy czeka rewolucja
- Teoretycznie można by powiedzieć, że przepisy, które są obecnie nie są złe, natomiast sposób ich stosowania jest wręcz skandaliczny i nieprzystający do norm konwencyjnych i Konstytucji - mówił w TOK FM prezes Naczelnej Rady Adwokackiej i członek Trybunału Stanu mec. Przemysław Rosati. W piątek posłowie przegłosowali "największą rewolucję w sądach i aresztach od 1997 roku".
Gwarancje prawa do obrony już na wczesnym etapie sprawy, zakaz korzystania z nielegalnych dowodów, ograniczenie tymczasowych aresztów oraz większa decyzyjność sądów poprzez ograniczenie decyzyjności prokuratorów - to zakładane cele uchwalonej w piątek przez Sejm reformy procedury karnej.
Za obszerną nowelizacją głosowało 240 posłów, przeciw było 174, 20 wstrzymało się od głosu. Jak mówił w tym tygodniu w Sejmie wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, nowelizacja jest "jedną z największych, jak nie największą, kompleksową reformą postępowania karnego od momentu wprowadzenia Kodeksu postępowania karnego w 1997 r." - Ile razy to słyszeliśmy, że musimy coś zrobić z zasadami tymczasowych aresztowań. Ile razy kierowane były apele, aby zrobić coś z tym, że prokurator na sali sądowej ma większą władzę od sądu - zapewnił Myrcha.
Na czym polegają zmiany? Zaproponowano m.in., by "tymczasowe aresztowanie nie mogło być stosowane, jeżeli przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą dwóch lat". Teraz granica jest obniżona do kary roku pozbawienia wolności.
- Być może państwa zaskoczę, ale problem polega też na tym, jak praktyka stosowania tymczasowego aresztowania wygląda w Polsce. Bo teoretycznie można by powiedzieć, że przepisy, które są obecnie nie są złe, natomiast sposób ich stosowania jest wręcz skandaliczny i nieprzystający do norm konwencyjnych i Konstytucji - skomentował w TOK FM prezes Naczelnej Rady Adwokackiej i członek Trybunału Stanu mec. Przemysław Rosati.
Zastrzegł od razu, że realizacja tych przepisów leży po stronie sądów.
- Podam przykład. W teorii powinno być wykazane dowodami, że jest realna groźba, że ktoś będzie w sposób bezprawny utrudniał prawidłowy tok postępowania. Tymczasem w praktyce sądy przyjmują domniemanie, że surowa kara sama z siebie stanowi o tym, że dana osoba będzie mogła w przyszłości być może wpływać w sposób bezprawny na prawidłowy tok postępowania. I w taki sposób dochodzi do stosowania lub przedłużania, zwłaszcza przedłużania, stosowania tymczasowego aresztowania - tłumaczył w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Stąd, jak przyznał, "sam w jakimś sensie przestał wierzyć, że dojdzie do zmiany praktyki bez zmiany przepisów". - Dlatego rozumiem intencje i cel tej nowelizacji - podkreślił.
Dopytywany, czy nowelizacja doprecyzowuje, jak ważyć różne cele, czyli czy jest to np. obawa mataczenia, próby ucieczki czy inne odpowiedział krótko: "W tym aspekcie nie". - Dlatego określam to jako zatrzymanie się w pół drogi - dopowiedział.
Teraz uchwalone zmiany w procedurze karnej trafią do Senatu.
"Polski wymiar sprawiedliwości nie bez winy"
Gość TOK FM wskazał przy tym, że istnieje "cała gama wolnościowych środków, które również mogą być zastosowane", w tym np. zakaz zbliżania się czy bardzo wysokie poręczenie majątkowe. - To czasami bywa bardziej odczuwalne i bardziej motywujący do tego, żeby zachować w sposób zgodny z prawem. Niekoniecznie musi się to łączyć z pozbawieniem wolności - podkreślił w "Wywiadzie Politycznym".
Mec. Rosati ocenił przy tym, że nie przez przypadek i nie bez winy polskiego wymiaru sprawiedliwości przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka jest szereg spraw, które łączą się ze sposobem stosowania i przedłużania stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce.
- Co więcej są one wygrywane. Dotyczą przede wszystkim spraw, w których długotrwałość tymczasowego aresztowania jest podstawą do naruszenia praw i wolności określonych w konwencji. W konsekwencji Polska ponosi koszty finansowe tego rodzaju sposobu stosowania przepisów dotyczących tymczasowych aresztowań - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM