,
Obserwuj
Wielkopolskie

Przerażające pogróżki w stronę badaczki. "Życzą mi gwałtu"

Anna Sapieha, TOK FM
5 min. czytania
09.02.2025 10:00
Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest manipulować opowieściami, czym ja się rzekomo zajmuję. Ale absolutnie nie jest tak, że jakieś siły z Niemiec czy Rosji, wrogie Polsce, wykorzystają efekty mojej pracy - alarmuje dr Joanna Malinowska, na którą wylewa się fala hejtu za badania sytuacji na granicy polsko-białoruskiej.
|
|
fot. Biuro Prasowe UAM/Agencja Wyborcza
  • Filozofka z Poznania, która znalazła się na celowniku byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka, znów ma problemy;
  • Na Joannę Malinowską wylała się fala hejtu;
  • Wszystko przez badania, które prowadzi na temat polsko-białoruskiej granicy.

Dr Joanna Malinowska jest filozofką, pracuje na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. W swoich badaniach naukowych zajmuje się szeroko pojętą filozofią nauki, ze szczególnym uwzględnieniem filozofii medycyny, filozofii neuronauk, filozofii psychologii oraz filozofii biologii. Od kilku lat analizuje to, jak w różnych obszarach nauki używa się i interpretuje kategorie rasy i etniczności. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości doświadczyła wpływu władzy na badania naukowe i osiągnięcia w nauce. Jak pisaliśmy na naszym portalu, miała dostać ministerialne stypendium dla młodych naukowców, o które wystąpił dla niej rektor uczelni. Kobieta zdobyła najwyższą liczbę 673 punktów. Była pierwsza na ministerialnej liści rankingowej. Stypendium jednak nie dostała. Otrzymały je inne osoby, z mniejszą liczbą punktów. Tak - arbitralnie - zdecydował ówczesny minister Przemysław Czarnek. Tak opisywaliśmy całą sprawę:

Filozofka wygrała z Czarnkiem sprawę o stypendium naukowe. 'Czuję złość i bezradność'

Znów hejt

Naukowczyni w czerwcu 2024 roku otrzymała stypendium Yehudit and Yehuda Elkana Fellowship, przyznawane przez The New Institute w Hamburgu oraz the Wissenschaftskolleg zu Berlin. W ramach tego stypendium, od połowy stycznia przebywa w Hamburgu, gdzie pracuje nad projektem, który dotyczy rasizmu na granicy polsko-białoruskiej. - Na pełne zrealizowanie tego projektu - już po powrocie do Poznania i we współpracy z grupą "Badacze i Badaczki na Granicy" - mam otrzymać dodatkowe finansowanie w kwocie do 50 tysięcy euro - wskazuje dr Malinowska. Gdy tylko informacja o stypendium trafiła na strony internetowe poznańskiej uczelni, na kobietę wylała się fala hejtu i mowy nienawiści ze strony środowisk konserwatywno-prawicowych. Włączył się w to m.in. wicemarszałek Sejmu, Krzysztof Bosak.

- To nie jest pierwszy raz, kiedy spotyka mnie tego typu atak. To wiadomości sugerujące, że moje badania są "antypolskie", że za "niemieckie i żydowskie pieniądze" mam w nich udowodnić, że Polska dopuszcza się rasizmu, ale nie tylko. To również pogróżki, życzenia gwałtu czy sugestie, że powinnam mieć ogoloną głowę - mówi dr Malinowska w rozmowie z TOK FM. - Część tych pogróżek trafiła do prokuratury w Poznaniu i ta sprawa się toczy - dodaje badaczka.

Przyznaje jednak, że momentami czuje się w tej kwestii bezsilna. - Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest manipulować opowieściami, czym ja się rzekomo zajmuję. Ale absolutnie nie jest tak, że jakieś siły z Niemiec czy Rosji, wrogie Polsce, wykorzystają efekty mojej pracy - bo takie rzeczy mi się zarzuca - wskazuje dr Malinowska.

Jak dodaje, niepokoi ją też fakt, że wielu naukowców jest atakowanych w ramach "nagonki politycznej". -Wcześniej byłam na celowniku ministra Czarnka, jeszcze wcześniej - prokuratury w czasie Strajków Kobiet, więc powoli zaczynam odbierać to jako regularne represje - tłumaczy nasza rozmówczyni. - Przerażające jest to, że uderza się we mnie jako kobietę. Obraźliwie dyskredytuje się mnie jako badaczkę, na wszelkie możliwe sposoby, podważa się moje kwalifikacje - ubolewa Malinowska.

Poszarpani, poobijani i pogryzieni przez psy. 'Gwałtowny wzrost przemocy' na granicy

Badaczka podkreśla, że cała sytuacja jest trudna nie tylko dla niej, ale też dla jej bliskich. - Ja staram się jakoś z tym radzić, ale osoby, którym na mnie zależy - mój mąż, moja rodzina - przeżywają to, co mnie spotyka. Mówią mi wprost, że boją się o moje bezpieczeństwo. Bo można sobie wyobrazić, że wśród tych kilku tysięcy osób, które zamieszczają te pełne nienawiści wpisy na mój temat. Bo to są takie liczby. Znajdzie się ktoś, kto od słów przejdzie do czynów. Zdarzyło się już, że moi znajomi - po jednej z konferencji naukowych - zostali zaatakowani tylko dlatego, że byli ze mną widziani. Albo gdy naprzeciwko okien mojego mieszkania malowano szubienice z moim nazwiskiem. Ktoś wiedział dokładnie, gdzie mieszkam. I to się niestety już dzieje - dodaje gościni TOK FM.

Czego dotyczą badania pani doktor, które budzą tyle emocji?

- Od lat zajmuję się problemem wykorzystywania i konceptualizowania kategorii etnorasowych, czyli kategorii rasy i etniczności w nauce, w bardzo różnych obszarach, np. w genetyce, neuronauce, antropologii. Od jakiegoś czasu, w mojej pracy naukowej interesuje mnie między innymi to, jak te kategorie, a także pojęcie rasizmu, są stosowane w badaniach dotyczących nierówności w zdrowiu - tłumaczy pani doktor.

Badaczka z Poznania podkreśla, że - w kontekście sytuacji na polsko-białoruskiej granicy - wykorzystuje przede wszystkim koncept urasowienia, a nie rasy i etniczności . - W dużym uproszczeniu, jako "urasowienie" rozumiem procesy, które powodują, że dane osoby rozpoznają siebie i innych jako przedstawicieli danej rasy. Czyli nie chodzi o to, że ktoś jest przedstawicielem jakiejś rasy rozumianej biologicznie - ponieważ tak rozumiane ludzkie rasy po prostu nie istnieją - ale że pewnego rodzaju procesy społeczne, historyczne i inne prowadzą do tego, że myślimy o sobie i innych w kategoriach rasowych, że pewne grupy traktujemy jako owych "innych", którym nadajemy określone cechy, stereotypizujemy - mówi Malinowska.

I tłumaczy, że kwestia polsko-białoruskiej granicy nie jest pojawia się w jej badaniach przypadkiem. - Od ponad trzech lat mamy na niej do czynienia z kryzysem humanitarnym oraz bardzo złożonymi i dynamicznymi procesami urasawiającymi, które wpływają na to, w jakim stopniu osoby przebywające w tym regionie narażone są np. na ryzyko doświadczenia przemocy fizycznej i psychicznej czy traumy. Te osoby mają różny dostęp do opieki zdrowotnej - i to mnie właśnie interesuje - bo wszystko to wpływa przecież na ich stan zdrowia. Co istotne, nie chodzi tylko o osoby w drodze, czyli migrantów, ale także o to, jak cała sytuacja na granicy, w której relacje urasawiające odgrywają zasadniczą rolę, odbija się np. na mieszkańcach Podlasia, na aktywistkach i aktywistach, na pracujących tam ratownikach medycznych i tak dalej - wyjaśnia dr Joanna Malinowska.

'Nie dam się zastraszyć'

Jak podkreśla, chciałaby móc normalnie prowadzić swoje badania naukowe, bez hejtu, pomówień i nienawiści. Bo naukowiec nie może się bać tego, z jakimi głosami z zewnątrz się spotyka. - Musiałabym chyba całkowicie zrezygnować z informowania o swojej pracy, by nie doświadczać tego, co doświadczam. Ale nie chcę i nie mogę tego robić, bo pisanie artykułów, o których nikt nie wie, których nikt nie czyta - nie ma sensu. Nie dam się zastraszyć - deklaruje pani doktor.

Posłuchaj podcastu!