"Farbowany liberał". Kto zastąpi Władimira Putina?
"Jeśli w ramach 'resetu' Władimir Putin postanowi dopuścić do władzy obóz ekonomistów i technokratów, bądź jeśli po jego ustąpieniu albo śmierci zdobędą oni kontrolę nad państwem, to najpewniej nastąpi pewnego rodzaju 'liberalizacja' życia politycznego, podobnie jak w 2008 roku' - prognozuje Marcin Łuniewski, autor książki pt. "Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036".
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Marcina Łuniewskiego pt. "Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036", która ukazała się 10 października 2025 roku nakładem wydawnictwa Prześwity.
Pełna degeneracja
Scenariusz "zaciskania pasa" zakłada, że Kreml będzie zmuszony kierować mniej pieniędzy na armię, by ratować gospodarkę. Dojdzie do tego nie tylko ze względów finansowych, ale także problemów, jakie trapią wojsko wysłane na front. Według świadectw żołnierzy i oficerów, z którymi rozmawiał portal Insider, im dłużej trwa wojna, tym bardziej rosyjska armia jest zdegenerowana. Na porządku dziennym jest nadużywanie alkoholu, pędzenie bimbru w okopach i zażywanie narkotyków. "Trawka jest tak powszechna jak mówienie dzień dobry. Pod wpływem alkoholu łapią za broń i strzelają do siebie" - opowiada dziennikarzom porucznik proszący o zachowanie anonimowości. (...). Żołnierze odmawiają wykonywania rozkazów, za co są bici, trafiają do tzw. dziur, czyli wykopanych w ziemi dołów, gdzie są trzymani bez picia i jedzenia, albo są wysyłani na "mięsne szturmy". Myśląc o modernizacji kraju i przygotowaniu go do przyszłych zmagań z Zachodem, Rosja będzie musiała ukrócić takie praktyki i stworzyć bardziej zawodową armię.
Wspomniana w rozdziale drugim RAND Corporation wśród scenariuszy rozwoju rosyjskich sił zbrojnych po wojnie opisuje również taki, który zakłada wariant jakościowy, a nie ilościowy. Kreml odbudowuje mniejszą, ale lepiej wyposażoną armię i przeprowadza znaczące reformy kadrowe. Eksperci prognozują, że w tym wariancie Rosja będzie priorytetowo traktowała wykorzystywanie asymetrycznych działań, wywiadu oraz służb specjalnych. Dużą rolę odgrywać będą także prywatne firmy wojskowe oraz formacje nieregularne. Realizacja takiego scenariusza zależeć będzie przede wszystkim od dostępu kraju do najnowszych technologii wojskowych oraz do funduszy. Ich brak może spowodować, że w opisywanym tu duchu modernizowana będzie tylko część sił zbrojnych, które stworzą tzw. wyspy profesjonalizacji. Inną opcją rozważaną przez analityków jest przebudowa rosyjskiej armii, tak by przypominała model amerykański albo chiński. Widząc, że dotychczasowy model w Ukrainie całkowicie zawiódł, Moskwa bardziej skupi się na większej elastyczności dowodzenia i będzie stawiała na inicjatywę dowódców niższego szczebla. (...)
Potencjalne zmiany w wojsku i mniejsze niż obecnie wydatki na sektor obronny mogą w przyszłości doprowadzić do dużych tarć wewnątrz elity, zwłaszcza między blokiem technokratów czy ekonomistów a siłowikami. W końcu nie po to ludzie, tacy jak Siergiej Czemiezow, przez kilka lat napychali sobie kieszenie pieniędzmi z państwowych zamówień na uzbrojenie, żeby teraz rezygnować z tych zysków. Pęknięcie wewnątrz elity uwidoczniło się w czerwcu 2025 roku podczas forum ekonomicznego w Petersburgu. Wówczas przedstawiciele elit finansowych zaczęli publicznie ostrzegać przed zbliżającą się recesją gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że w ten sposób chcieli wysłać sygnał na Kreml, by ustalił jedną stabilną politykę finansową państwa, a w kolejnym roku nie zwiększał wydatków na armię. Według ekspertów jest szansa, że ten i podobne głosy mogą zostać wysłuchane i na Kremlu przeważy chęć czerpania zysków z czasowego ocieplenia stosunków z Zachodem. "Mafia pasożytuje na gospodarce rynkowej i nie chce jej unicestwić. Jej członkowie są zorientowani na świat. Większość elity chce zarabiać w Rosji i wydawać na Zachodzie. Chce nosić drogie zachodnie ubrania, używać zachodnich marek i jeździć luksusowymi samochodami. Chce, żeby sankcje zostały zniesione i żeby powróciła możliwość podróżowania na Zachód. Większość woli pokój, żeby móc kraść państwowy majątek w spokoju. Siłowikom również wydaje się, że rozumieją wartość gospodarki rynkowej i jej instytucji i chcą zarabiać. Moim zdaniem armia nie będzie odgrywała ważnej roli w tym przypadku. Pamiętajmy, że nie angażowała się w politykę od 1825 roku i powstania dekabrystów" - mówi autorowi prof. Siergiej Jerofiejew. Podobnego zdania jest dr Władisław Inoziemcew, choć on podkreśla, że do takiej zmiany dojdzie dopiero, gdy zabraknie Putina. Wówczas głos będą chcieli zyskać ci, którzy nie korzystali z gospodarki wojennej, a stracili na zerwaniu z Zachodem. Jeśli uda się im zmienić kurs, to reszta pójdzie za nimi, ponieważ większość rosyjskich urzędników nie kieruje się ideologią a pragmatyzmem.
Farbowany liberał
Jeśli w ramach "resetu" Władimir Putin postanowi dopuścić do władzy obóz ekonomistów i technokratów, bądź jeśli po jego ustąpieniu albo śmierci zdobędą oni kontrolę nad państwem, to najpewniej nastąpi pewnego rodzaju "liberalizacja" życia politycznego, podobnie jak w 2008 roku. Wówczas, gdy zgodnie z konstytucją Putin nie mógł już ubiegać się o trzecią kadencję z rzędu, jego zausznicy wpadli na pomysł, by zamienił się stanowiskami z premierem Dmitrijem Miedwiediewem. Od początku nowy prezydent (najmłodszy w historii Rosji) prezentował się jako wyluzowany liberał, fan nowych technologii i współpracy z Zachodem. (...) . To na czas prezydentury Miedwiediewa przypadł ogłoszony przez Baracka Obamę "reset" z Rosją. Ocieplenie relacji było też widać po stronie Moskwy. W 2009 roku otworzyła swoją przestrzeń powietrzną dla samolotów zaopatrujących amerykańskie siły w Afganistanie, a rok później razem z Waszyngtonem i Pekinem ustaliła wspólne sankcje na Iran. W 2011 roku wbrew siłowikom i samemu Putinowi Miedwiediew nie zawetował w Radzie Bezpieczeństwa rezolucji de facto pozwalającej na zachodnią interwencję w ogarniętej wojną domową Libii. Trzeba jednak pamiętać, że jego liberalizm był bardzo naskórkowy. To w czasie jego prezydentury Rosja najechała Gruzję, a w więzieniu skatowany na śmierć został prawnik Siergiej Magnicki. Nie wyjaśniono też żadnego politycznego zabójstwa, choć Miedwiediew obiecywał to na początku swojej prezydentury. Wciąż otwarta pozostaje kwestia, na ile był on marionetką Putina, a na ile naprawdę chciał zmienić kraj. Wydaje się, że w pewnym momencie rzeczywiście zaczął się urywać ze smyczy Putina, ale nie znalazł poparcia wśród kremlowskich "liberałów". Stąd też w 2012 roku posłusznie usunął się z fotela prezydenta, a potem szybko stał się jednym z najbardziej zajadłych, momentami groteskowych, twardogłowych.
Równie fasadowy liberalny charakter mogą mieć przyszłe rządy technokratów i drugiego pokolenia kremlowskich elit. Niewykluczone, że wraz z reformowaniem gospodarki i armii, w ramach wspomnianej już "normalizacji", nastąpi pewne poluzowanie represji. Podobnie jak w 1955 roku, gdy zdobywający coraz większą władzę Nikita Chruszczow na fali poststalinowskiej odwilży wypuścił z łagrów tysiące więźniów, tak i w tym przypadku Kreml może otworzyć bramy kolonii karnych (...)
O ile w scenariuszu faszystowskiej dyktatury Kreml nie będzie wpływał na kształt Dumy, której pozycja jeszcze bardziej osłabnie, o tyle w wariancie "liberalizacji", towarzyszącej technokratycznemu resetowi, władze mogą próbować zmienić jej skład. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że już w 2026 roku kraj czekają wybory. Jak zauważa Andriej Piercew, wyczerpuje się też model polityczny przyjęty przez Putina na początku jego rządów. Przez lata władze pozwalały na istnienie tzw. systemowej opozycji, przede wszystkim Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej oraz Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), która do pewnego stopnia mogła krytykować poczynania władz. Tabu obowiązywało tylko w stosunku do samego prezydenta. Koncesjonowana opozycja odgrywała rolę listka figowego zakrywającego kremlowski autorytaryzm. Była też swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa, który miał zagospodarować głosy tej części społeczeństwa, która nie akceptowała putinowskiej "Jednej Rosji".
Wybuch wojny, represje i cenzura spowodowały, że systemowa opozycja coraz bardziej zaczęła swoim przekazem zlewać się w jedno z partią władzy. Co więcej, jej liderom brakuje niegdysiejszej charyzmy. W przypadku LDPR miejsce zmarłego w 2022 roku Władimira Żyrinowskiego zajął bezbarwny Leonid Słucki. Na czele komunistów stoi z kolei dobiegający osiemdziesiątki Giennadij Ziuganow, który nie zdecydował się nawet na start w "wyborach" prezydenckich w 2024 roku. By ożywić trochę scenę polityczną przed wyborami do Dumy w 2021 roku, kremlowscy spece od socjotechniki mniej lub bardziej pomogli w powstaniu 20 komitetów politycznych. Większość z nich to "partie wydmuszki" nazywane przez Rosjan kanapowymi, ponieważ mają tak mało członków, że wszyscy mieszczą się na jednej kanapie. Schemat ich powstania jest dość prosty. Ludzie z administracji prezydenta znajdują osobę bez politycznego doświadczenia i szybko otaczają ją doradcami. Przyda się również ktoś rozpoznawalny. I tak np. na kongresie założycielskim partii "Za prawdę" pojawił się… Steven Seagal. Następnie o ciche poparcie nowego tworu proszony jest gubernator obwodu, w którym powołano go do życia. Finansowanie zapewnia któryś z zauszników Putina. Im więcej takich ugrupowań, tym bardziej głosy opozycyjnie nastawionych Rosjan są rozdrabniane i nie zagrażają "Jednej Rosji". W wyborach regionalnych z 2020 roku miejsca w lokalnych parlamentach zdobyły ostatecznie trzy "partie wydmuszki", dzięki czemu mogły przystąpić do zaplanowanych na następny rok wyborów do Dumy bez konieczności zebrania 200 tys. podpisów. Ostatecznie miejsce w federalnym parlamencie zajęła partia "Nowi Ludzie", która swój przekaz kierowała do przedstawicieli klasy średniej i wolnych zawodów oraz przedsiębiorców, obiecując m.in. obniżenie podatków i rozwój najnowszych technologii. Dzisiaj idzie niemal w jednej linii z "Jedną Rosją". Bardzo możliwe, że z wymienionych wyżej przyczyn przed głosowaniem w 2026 roku manewr z "wydmuszkami" zostanie powtórzony. Po pierwsze kilka nowych "opozycyjnych" ugrupowań wpiszę się w "liberalizację" technokratów, a po drugie pozwoli skanalizować emocje Rosjan rozczarowanych sytuacją społeczną i gospodarczą. Dadzą im też iluzję wyboru, ponieważ nie będą musieli głosować na opatrzone już twarze polityków. Wszystkie opisane tutaj zmiany nie będą oczywiście miały na celu pełnej demokratyzacji Rosji, a bardziej pudrowanie totalitarnego trupa.
Posłuchaj: