,
Obserwuj
Świat

Kazali im usiąść na boisku i zdetonowali bombę atomową. "Jakby ktoś wylał słońce z wiaderka"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
22.03.2026 19:11

"Nie sądziłem, że mogła mi się stać krzywda. Teraz już wiem, że kiedy poszedłem do marynarki, niejako podpisałem z rządem czek in blanco, w którym stwierdziłem, że mogą ze mną zrobić, co im się podoba. I zrobili" - opowiadał Fred Schafer który jako młody marynarz brał udział w testach broni jądrowej na Pacyfiku. Prezentujemy fragment reportażu Łukasza Dynowskiego "Atomowi. Nuklearne testy na ludziach".

Operacja
Operacja "Crossroads" przeprowadzona przez USA na atolu Bikini, 1946 rok (zdjęcie ilustracyjne)
fot. ANN RONAN PICTURE LIBRARY / PHOTO12 VIA AFP

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Łukasza Dynowskiego "Nuklearni. Atomowe testy na ludziach", która ukazała się 11 marca 2026 roku nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę możesz kupić tutaj.

W sumie w ciągu siedemdziesięciu ośmiu dni widziałem wybuch 24 bomb atomowych. Ostatni - 11 lipca.

Człowiek szybko się przyzwyczaja. Po czwartym czy piątym razie wielu z nas nie chciało się nawet wstawać z łóżek i leźć na to boisko. Trzeba było tylko pootwierać okna i drzwi, żeby ich nie wyrwała fala uderzeniowa. A tak to zakładaliśmy gogle i odwracaliśmy się na drugi bok. I szliśmy potem pływać w wodzie, nad którą wybuchały bomby.

Promieniowanie? Nikt o tym nie myślał.

Badanie lekarskie? Na sam koniec, przed opuszczeniem wyspy, lekarz wojskowy musiał podpisać kwit. To był wzięty rybak, gdy tylko mógł, brał łódkę i wypływał w lagunę. Chowam więc kwit do plastikowej torby i do niego płynę.

- Czego chce? - rzuca na powitanie. Ja, że chciałbym podpis.

Lekarz:

- Pływał w tej wodzie, jak się czuje?

- Dobrze.

- No to zostawi mi kwit na biurku, podpiszę, jak wrócę.

To było całe badanie.

(...)

Atomowi Testy nuklearne na ludziach
fot.

JOHN LAX: Nie, nie wiedzieliśmy, co ma się wydarzyć. Nie byliśmy gotowi. Zresztą - nie ma sposobu, żeby się na coś takiego przygotować.

BOB DALFONZO: Słyszałem o Hiroszimie czy Nagasaki. Ale nie przypuszczałem, że zobaczę coś podobnego.

PAUL SPARACINO: Moja wiedza o bombach atomowych była zerowa.

DENNIS L. MILLER: Coś tam się słyszało o Trinity. No i pamiętam, jak mama opowiadała, że widziała przez okno grzyba atomowego nad Nevadą.

FREDERICK SCHAFER: O żadnej bombie nic nie wiedziałem. No, może nie tak zupełnie nic, bo kiedy chodziłem do szkoły, to trwała druga wojna światowa i zrobili nam ćwiczenia. Polegały na chowaniu się pod ławką na wypadek wybuchu bomby, więc jakieś wyobrażenie miałem. Ale na temat zwykłej bomby, nie atomowej!

JOHN LAX: Byłem mechanikiem odpowiedzialnym za sprzęty komunikacyjne. Sam się zgłosiłem, żeby jechać, to była wymarzona praca. Roboty niewiele, ciepło, przez większość czasu można było pływać, nurkować, łowić ryby. Wcześniej na Kiribati był też mój ojciec.

BOB DALFONZO: Byłem elektrykiem samolotów. Jeśli był problem z elektryką, to wzywali mnie, żebym się zajął naprawą. Mój staruszek, biedak, pewnie płakał jak bóbr, kiedy wyjeżdżałem z rodzinnego domu. Stracił niewolnika. Bo taka to była praca na farmie. Nie-wol-ni-cza. Rodzina miała wielkie gospodarstwo, ponad 300 akrów. Uprawialiśmy, co się dało - pomidory, paprykę, truskawki, jeżyny. Można powiedzieć, że karmiliśmy Nowy Jork, bo tam to wszystko potem szło. Jak ja tego nie znosiłem! Całej tej harówy. Wstajesz o 5 albo 6 i tyrasz, aż się ściemni. I uwaga, najlepsze - nie dostajesz za to złamanego grosza! Chciałem się wyrwać, dlatego jakiś miesiąc po siedemnastych urodzinach byłem już w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych.

Pewnego dnia przyszedł dowódca i powiedział: "Pakuj się i bądź tu z powrotem za dwie godziny". Poszedłem do domu, spakowałem się i pożegnałem z żoną. Nie miałem pojęcia, dokąd mnie zabiorą.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Jesteś uważnym słuchaczem TOK FM i czytelnikiem tokfm.pl? Rozwiąż nasz test!

1/10 Ilu sędziów, wybranych w piątek przez Sejm, czeka na zorganizowanie przez prezydenta Karola Nawrockiego uroczystego ślubowania?

PAUL SPARACINO: Na okręcie zajmowałem się pracą biurową. Normalna robota. Osiem godzin dziennie. Byłem odpowiedzialny za dokumentację wszystkich osób na pokładzie, a do tego pracowałem w czymś na kształt departamentu edukacji, gdzie goście, którzy nie ukończyli szkoły średniej, mogli pójść na egzamin i zdobyć świadectwo. Moim zadaniem było pomaganie im w przygotowaniach do takiego egzaminu.

Zanim przystąpiłem do marynarki wojennej, pracowałem na torze wyścigowym. Miałem pod opieką jakieś dziesięć koni pełnej krwi angielskiej. Ale w pewnym momencie robota się skończyła, a ja nie bardzo wiedziałem, co chcę dalej robić.

W 1961 roku dołączyłem do marynarki wojennej. Umieścili mnie na lotniskowcu USS Princeton. Pierwszy raz w życiu wyruszyłem gdzieś dalej poza dom. Byłem m.in. w Wietnamie, a tam, no cóż… Swoje widziałem. Nasz okręt został zaatakowany przez wietnamską łódź patrolową. Na szczęście mieliśmy eskortę niszczyciela, który zdmuchnął tę łódź jak świeczkę na torcie. Princeton to była ogromna jednostka. Czego tam nie było! Sala rekreacyjna z telewizorem i stołem do bilarda, ping-pong, dobre żarcie. Mieliśmy nawet ekipę dentystyczną i fryzjera! W sumie 3,5 tysiąca ludzi na pokładzie. Małe miasteczko.

FREDERICK SCHAFER: Pływałem na okręcie, który zaopatrywał inne okręty w paliwo. Do marynarki wojennej zgłosiłem się na ochotnika. Zanim wyruszyliśmy na testy, wszyscy zostali sprawdzeni przez FBI. Tylko jednej osobie nie pozwolili jechać. To był okrętowy kucharz, facet miał problemy z alkoholem. Reszta dostała zielone światło. Powiedziano nam, że możemy wziąć udział w tajnej misji. Tajnej, rozumiesz? Myślę, że na każdym zrobiło to wrażenie, połechtało. Nie zdradzili żadnych szczegółów, ale kiedy opuszczaliśmy Hawaje, łapaliśmy jeszcze sygnał i mogliśmy oglądać telewizję. W wiadomościach pokazali wybuch bomby atomowej. Wtedy zaczęliśmy rozumieć, co się święci.

DENNIS L. MILLER: Byłem elektrykiem. Pracowałem na okręcie przeznaczonym dla helikopterów. Mogły na nim lądować i stacjonować. Nie pisałem się na to. Ale jak jesteś w marynarce wojennej, to płyniesz tam, dokąd płynie okręt.

FREDERICK SCHAFER: Nie sądziłem, że mogła mi się stać krzywda. Teraz już wiem, że kiedy poszedłem do marynarki, niejako podpisałem z rządem czek in blanco, w którym stwierdziłem, że mogą ze mną zrobić, co im się podoba. I zrobili.

JOHN LAX: Tego dnia kazali nam usiąść na boisku piłkarskim. Odzież ochronna? Długie spodnie i koszulka z długim rękawem. Cóż, na co dzień chodziliśmy w krótkich spodenkach. No i dali nam gogle. Trudno to opisać. Oddać to zaskoczenie, ten lęk. Był wczesny ranek, jeszcze ciemno. Posadzili nas tyłem do laguny, więc spodziewaliśmy się, że bomba spadnie za naszymi plecami.

I bum.

Huk straszliwy. Czasem mówię, że jak strzał z pistoletu, tylko milion razy głośniej. Całe niebo zrobiło się jasne, można było odnieść wrażenie, że nagle nastało południe. Facet za mną powiedział, nie zapomnę tego nigdy, że to tak, jakby ktoś wylał słońce z wiaderka. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem najbardziej przerażającą rzecz w całym swoim życiu.

Kręgosłup.

To znaczy tak: spojrzałem przez moje ciemne gogle na plecy człowieka, który siedział przede mną, ale nie widziałem pleców. Widziałem, jak przez jego skórę prześwitują kręgosłup i żebra.

Zerknąłem na swoją rękę i zobaczyłem kości. I krew, jak krąży.

Redakcja poleca

BOB DALFONZO: Wszyscy byli w szoku. Mieliśmy gogle. Oczy zamknięte. I dodatkowo zasłonięte rękami. A i tak to zobaczyliśmy. Blask taki, jakby się nagle zrobił dzień. W życiu czegoś takiego nie widziałem. A potem zaraz całkowita ciemność. Dosłownie kilka sekund.

I już nic nie widać.

PAUL SPARACINO: Widziałem własne kości. Siedzieliśmy na pokładzie startowym lotniskowca. Zero odzieży ochronnej. Niektórzy mieli gogle, ja nie.

FREDERICK SCHAFER: Gogle, które nam dali, były tak ciemne, że nie dało się w nich zobaczyć własnej ręki. Jednak gdy wybuchła bomba, to widać było nie tylko rękę. Zobaczyłem kości. Własne. Innych. Kości w nogach i ramionach ludzi, którzy byli przede mną.

DENNIS L. MILLER: Niebo zrobiło się czerwone. Wyglądało to tak, jakby stanęło całe w płomieniach. Jakby świat miał się zaraz rozpaść.

To był test Starfish Prime - najsilniejszy przeprowadzony przez USA w kosmosie. 1,4 megatony. Tak potężna siła, że zaburzone zostały systemy komunikacyjne na Hawajach. Dlaczego w kosmosie? Plan był taki, że jeśli Rosja wystrzeli w naszym kierunku międzykontynentalny pocisk balistyczny, to będzie on musiał opuścić atmosferę. I my wtedy wystrzelimy naszą rakietę - bombę termojądrową o sile 1 megatony - i zestrzelimy tę ich.

Szaleństwo.

Skoro 1 megatona wygląda jak armagedon, to jak wygląda 50 megaton?

Redakcja poleca

JOHN LAX: Właściwie to było piękne. Lubię malować, chciałbym umieć wyczarować na płótnie takie kolory jak te, które wtedy zobaczyłem.

PAUL SPARACINO: Tak, to było piękne.

DENNIS L. MILLER: Ładne, niesamowite. Żadnego dźwięku, bo bomba była poza atmosferą. Jednak wizualnie… Byłem pod wrażeniem. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę.

BOB DALFONZO: Promieniowanie? A co chłopak z farmy może wiedzieć o promieniowaniu?!

DENNIS L. MILLER: Kiedy masz dziewiętnaście czy dwadzieścia lat, to jesteś niezniszczalny. Wydaje ci się, że nic złego nie może się stać. Nic nigdy nie zagraża, więc się niczym nie przejmowałem.

PAUL SPARACINO: Widziałem wybuch dziewięciu bomb atomowych. Mówiono nam, że wszystko jest w porządku, że nic groźnego się nie dzieje, to się człowiek nie martwił. Miał osiemnaście lat i żył swoim życiem. Graliśmy w baseball, urządzaliśmy pikniki, pływaliśmy w skażonej wodzie.

BOB DALFONZO: Po teście dwa samoloty B-57 poleciały pobrać próbkę z chmury atomowej. Po godzinie wróciły, a pilot jednego z nich mówi, że jest problem, część sprzętu pokładowego nie działa. Idę po drabinę, narzędzia, wchodzę na skrzydło, schodzę. Przykładają do mnie licznik Geigera. Zbyt duże promieniowanie. Kazali iść się umyć. Wziąłem prysznic, wracam. Dalej za duże. Ty byś dopiero miał problem! Taką masz czuprynę, a właśnie z włosów najtrudniej się tego syfu pozbyć. Trzeba szorować i szorować. W sumie myłem się wtedy z siedem razy.

PAUL SPARACINO: Przywołujesz to orędzie Kennedy’ego, w który mówił, że opad radioaktywny będzie minimalny. Po to właśnie byliśmy my. Żeby mogli sprawdzić, co się stanie po tak dużych eksplozjach. Czy rzeczywiście będzie minimalny, czy może jednak nie. Sami tego nie wiedzieli.

FREDERICK SCHAFER: Nie sądziliśmy, że nasz własny rząd mógłby zrobić coś takiego. Teraz wszyscy jesteśmy mądrzejsi. W Nevadzie przecież żołnierze siedzieli w okopach 2,5 kilometra od wybuchu. A ludzie na Wyspach Marshalla? Potraktowano ich jak głupich tubylców. To ich ziemia? No i co z tego! Żaden problem! A Indianie? Nie muszę chyba przypominać, co dawno, dawno temu zrobiliśmy z Indianami.

DENNIS L. MILLER: Ameryka to wspaniały kraj. Ale mamy też dużo na sumieniu. Dopóki nie zacząłem jeździć na zloty weteranów atomowych, nie miałem pojęcia, jak potraktowaliśmy ludzi żyjących na Wyspach Marshalla.

PAUL SPARACINO: Byliśmy królikami doświadczalnymi.

JOHN LAX: Nie. Jest zasadnicza różnica. Króliki w trakcie eksperymentów są pod ścisłą obserwacją. Nas nikt nie obserwował, nie badał.

Posłuchaj: