Przez hejt odeszła z zawodu. Lekarze mówią "dość" mowie nienawiści

- Nie mogłam się po tym pozbierać. Postanowiłam, że mam dość. Odchodzę z zawodu - mówi pani Jadwiga, lekarka rodzinna spod Warszawy. Pewnego dnia ktoś zaatakował ją w gabinecie lekarskim. Była wtedy w ciąży i po tych dramatycznych przeżyciach poroniła. Hejt wobec medyków nie ustaje. Walkę z nim rozpoczynają sami lekarze, którzy wystartowali właśnie z nową kampanią społeczną.
Zobacz wideo

Dr Jadwiga Kłapa-Zarecka postanowiła odejść z zawodu, bo - choć zawsze chciała być lekarzem i pomagać ludziom - teraz uznała, że ma dość. W czasie pandemii, gdy leczyła pacjentów z COVID-19, była hejtowana i gnębiona w internecie, m.in. przez antyszczepionkowców. Doszło do tego, że - idąc ulicą - rozglądała się, bo bała się, że ktoś ją śledzi albo będzie chciał zaatakować.

Potem doszedł słowny atak pacjentki na nią, w gabinecie. - Nie znałam tej kobiety, a ona nie znała mnie. Trafiła do mnie przypadkiem. Krzyczała i była niezwykle agresywna. Bałam się, że może wyciągnąć nóż - mówi nam lekarka.

Była wtedy w ciąży, po tych dramatycznych przeżyciach poroniła. - Nie mogłam się po tym pozbierać. Postanowiłam, że mam dość. Odchodzę z zawodu - wspomina. Taką decyzję podjęła wiosną i nie wróciła do przychodni, bo - jak mówi - zbyt dużo ją to kosztowało.

Dziś - na pytanie, czy jednak wróci do swoich pacjentów - odpowiada, że być może za jakiś czas się na to zdecyduje. Od pacjentów dostaje dużo słów otuchy i wsparcia. Tamten stres odreagowuje dziś w inny sposób. Poświęciła się swojej pasji, czyli muzyce. Gra w zespole - ostatnio wystąpiła na Kongresie Medycyny Rodzinnej. - Tam poczułam, że to są moi koledzy, że jestem taka jak oni i też chciałabym leczyć, ale zobaczymy, jak będzie - opowiada.

O tym, że hejt na lekarzy, pielęgniarki, ratowników się pogłębia pisaliśmy już kilka lat temu. O haniebnym nazywaniu lekarza "doktorem Mengele" czy wulgaryzmach, które są na porządku dziennym. W pandemii skala tego zjawiska znacznie wzrosła. Lekarze często otwarcie nawoływali do szczepień, przez co musieli się mierzyć z obraźliwymi wiadomościami czy groźbami wysyłanymi im choćby przez antyszczepionkowców lub na ich zlecenie.

"Wylecz nienawiść"

Dr Anna Wardęga - lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii i psychoterapeutka - uznała, że czas z tym skończyć. Też doświadczyła hejtu w sieci - obraźliwy wpis, który jej dotyczył, "rozlał się" na wiele tysięcy odsłon. To dlatego zainicjowała akcję "Wylecz nienawiść". W jej ramach powstał m.in. spot, w którym do lekarza zgłasza się agresywny pacjent - krzyczy, przeklina - a lekarz siedzi spokojnie i stawia diagnozę: "hejt". Jako lekarstwa zaleca refleksję, szacunek i kulturę osobistą. - Skąd mi się to wzięło? Zaraziłem się od kogoś? - pyta pacjent. - Medycznie nie da się tego wyjaśnić. Po ludzku - też nie - odpowiada lekarz.

 - Poprzez nasza akcję chcemy uświadamiać medyków, że takie zjawisko jak hejt istnieje i że nie są z tym sami. Możemy się wzajemnie wspierać, dawać sobie rady merytoryczne - mówi dr Wardęga. - Drugi nasz cel to uświadamianie społeczeństwa, w tym tych, którzy w ogóle nie mają pojęcia, że my się z czymś takim spotykamy i tych, którzy tego dokonują. Nawet jeśli ich nie przekonamy, że hejt rani i może doprowadzić do tragedii, to przynajmniej by dotarło do nich, że są to czyny karalne - mówi Anna Wardęga.

Zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza, medykowi przysługuje ochrona prawna taka jak każdemu innemu funkcjonariuszowi publicznemu. Przy Izbach Lekarskich działają rzecznicy praw lekarza. Powinni pomagać w trudnych sytuacjach. - Jest ogólne przyzwolenie na to, że możemy w imię wolności słowa wyrzucać z siebie najgorsze słowa i nikt nie zastanawia się, kto jest po drugiej stronie. A może tam być lekarz, który ma serce, lubi swoją pracę, jest osobą wrażliwą. Nie możemy pozostać bierni wobec hejtu na pracowników ochrony zdrowia, bo wtedy możemy się zmienić w gruboskórne osoby, które będą obojętne i wypalone. A nie o to przecież chodzi - mówi dr Jadwiga Kłapa-Zarecka.

DOSTĘP PREMIUM