"Ile jeszcze będziemy się gapić na umieranie?". Polacy organizują zbiórki rzeczy dla uchodźców

W mediach społecznościowych Polacy organizują zbiórki ubrań, śpiworów i rzeczy niezbędnych uchodźcom do przeżycia na granicy polsko-białoruskiej. - To, co robię z moją rodziną i przyjaciółmi, jest po to, by móc co rano spoglądać na siebie w lustro i spokojnie patrzeć w oczy córkom - mówi organizator jednej ze zbiórek.
Zobacz wideo

W mediach społecznościowych codziennie można przeczytać relacje z akcji pomocowych dla uchodźców, którzy koczują na polsko-białoruskiej granicy. To wpisy lekarzy, aktywistów, wolontariuszy, ale także mieszkańców małych miejscowości w strefie przygranicznej, którzy pomagają uchodźcom - wycieńczonym, głodnym, często w stanie zagrożenia życia.

"Nigdy nie sądziłam, że nasz naród będzie postawiony wobec takiego testu człowieczeństwa (...) Mówiąc wprost, bez owijania w bawełnę: na terenie naszego kraju dopuszczamy się zagłady" - pisze jedna z kobiet. - "My, Polacy. My, którzy wciąż nosimy w sobie traumy po rzeziach, obozach, wojnach. Nie strzelamy do ludzi, ale wywozimy ich na pewną śmierć" - dodaje.

Z kolei mieszkaniec pogranicza pisze tak: "Ile to ma trwać, tydzień, 2 miesiące, pół roku? Tyle będziemy gapić się na to umieranie? My tu nie mamy już siły. Nie chcę żyć i umierać w obozie koncentracyjnym. To nie są uchodźcy, nielegalni, to ludzie... "

Polacy ruszyli z pomocą

W całej Polsce organizowane są zbiórki rzeczowe. Bardzo dużo ubrań, butów, plecaków jest nowych czy niemal nowych. Niestety, zdarzają się również dary, które wskazują na to, że ten, kto je przekazał, chciał jedynie... oczyścić szafę. Chodzi np. o klapki na plażę czy letnie koszulki. Takie rzeczy absolutnie nie są teraz potrzebne. Tak samo jak ubrania z bawełny. - One bardzo szybko nasiąkają wodą. Dlatego apelujemy głównie o odzież termiczną - mówi nam jeden z aktywistów. Chodzi o rzeczy syntetyczne, podobnie jak np. śpiwory.

Bardzo wielu z nas włącza się też w zbiórki finansowe, a tych jest cała masa. Sami #MedycyNaGranicy zebrali prawie 400 tys. zł na swoją działalność. Dzięki nim tuż przy strefie stanu wyjątkowego jest karetka. Są tam również: lekarz, ratownik, pielęgniarka - jeżdżą na wezwania aktywistów grupy "Granica", gdy trzeba nieść pomoc medyczną konkretnym ludziom z Konga, Syrii, Jemenu czy innych krajów. Np. gdy doznają hipotermii, czyli są w dramatycznym stanie z powodu wychłodzenia organizmu (na Podlasiu w nocy temperatury spadają nawet do minus 7 st. Celsjusza).

Jedną ze zbiórek zorganizowało Stowarzyszenie "Kobiety Filmu". Udało się już zebrać ponad 100 tys. zł. - Część darów o wartości ponad 60 tys. zł właśnie jedzie w stronę granicy - mówi reżyserka Ola Jankowska, koordynatorka akcji. - Udało się kupić dużo różnych rzeczy, w ogromnych ilościach. To m.in. kalosze ocieplane dla dzieci i dla dorosłych, ogrzewacze, termosy, powerbanki, specjalistyczne koce termiczne, specjalistyczne racje żywnościowe, latarki. Jesteśmy w bieżącym kontakcie z grupą "Granica" i jak wiemy, że czegoś konkretnego brakuje, możemy pomóc - mówi Ola Jankowska.

Powstała też zbiórka pieniędzy na specjalistyczne śpiwory, w których można spędzić noc np. w lesie w temperaturze nawet do minus 20 st. Celsjusza. To z kolei uzbierano już ponad 75 tys. zł. Ktoś wpłacił 1 tys., inny 1,5, kolejny ponad 3. Zbiórkę zorganizowała pani Magda, mieszkanka Krakowa. - Potrzebne są śpiwory, ale takie ratujące życie, górskie, polarne do minus 20 stopni. Każdy taki śpiwór to jedno życie. Śpiwór profesjonalny zapewnia przetrwanie nawet pod gołym niebem w mroźną noc. Są bardzo drogie - pisze pani Magda, która w weekend jedzie z zakupami na granicę.

Zbiórkę na śpiwory prowadzi też Michał Kowalówka, aktywista z Krakowa. Robi to po raz drugi - pierwsza partia darów została już wysłana na Podlasie. - Teraz zbieramy na te specjalistyczne śpiwory. Jeden taki śpiwór kosztuje nawet ponad 1 tys. zł. Staram się wyszukiwać je i kupować na promocjach, przecenach - mówi pan Michał. - To, co robię z moją rodziną i przyjaciółmi, jest po to, by móc co rano spoglądać na siebie w lustro i by móc spokojnie spojrzeć w oczy moim córkom. Mamy ogromny żal do rządzących, mówiąc najdelikatniej - dodaje Michał Kowalówka.

DOSTĘP PREMIUM