Nie trzeba wprowadzać lockdownu, by on był. "W lutym to może nastąpić samoistnie, część zakładów pracy stanie"

To nie jest dobry moment na pogłębianie obostrzeń - mówił w TOK FM epidemiolog, prof. Robert Flisiak. Jego zdaniem dziś byłaby to "musztarda po obiedzie". Ale to nie oznacza, że ogromny wzrost zachorowań i piątą falę pandemii przejdziemy bez problemów.
Zobacz wideo

- Wkroczyliśmy w piątą falę, która będzie dynamicznie się rozwijała. Ostatnie dane mówią o 30 586 nowych, potwierdzonych przypadkach zakażenia koronawirusem - poinformował dziś minister zdrowia Adam Niedzielski. Dlatego dodał, że dla administracji publicznej wprowadzona zostanie praca zdalna. Ale zastrzegł, że priorytetem jest utrzymanie nauki stacjonarnej w szkołach.

"Samoistny lockdown"

Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, a do niedawna również członek Rady Medycznej przy premierze, przyznał w TOK FM, że wprowadzanie dziś głębszych obostrzeń to byłaby "musztarda po obiedzie". 

- Przy takim przebiegu epidemii to nie jest moment na wdrażanie lockdownu - mówił, dodając, że należało to zrobić wcześniej. Wówczas udałoby się zapewne uniknąć wielu śmierci osób na COVID-19. Jednak jak dodał, to wcale nie oznacza, że sytuacja jest opanowana.

- Jest ryzyko, że lockdown dokona się samoistnie. Jest coraz więcej osób z wynikami dodatnimi, z łagodnym przebiegiem, ale z wymogiem izolacji, takich, które wymagają odsunięcia od pracy. Obawiam się, że w lutym, a nawet jeszcze pod koniec stycznia będziemy mieli samoistny lockdown, część zakładów pracy nie będzie w stanie realizować zadań z powodu chorób pracowników - mówił lekarz. 

Przyznał też, że nigdy nie był zwolennikiem powszechnego obowiązku szczepień przeciwko koronawirusowi. Choć optował, by taki obowiązek miały poszczególne grupy społeczne - seniorzy, czy zawodowe - medycy, nauczyciele. Wprowadzanie dziś takiego obowiązku uznał za działanie spóźnione. Natomiast podkreślił, że wciąż warto zachęcać do przyjęcia trzeciej dawki szczepionki, która zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19.

Kiedy koniec pandemii?

Gość Mikołaja Lizuta przyznał, że chce dopatrywać się już końca pandemii. - To oczywiście może być chciejstwo. Ale koniec zauważymy w statystykach. W stopniowym rozluźnianiu obostrzeń także tych, które nakładamy sami na siebie. Na przykład obserwuję, że wiele osób nosi teraz maseczki - dodał w audycji "A teraz na poważnie". Pytany o konkretny termin, wskazał marzec i okolice drugiej rocznicy początku pandemii. 

Zanim to jednak nastąpi, musimy uporać się z piątą falą, która trwa w Polsce, a która wiąże się z wariantem omikron. Prof. Flisiak przyznał, że w jego województwie - na Podlasiu - może on stanowić nawet sto procent przypadków. W większości mają one łagodny przebieg, a w szpitalach wciąż jeszcze leżą osoby, które są ofiarami wariantu delta. - Natomiast gdy zakażonych będzie więcej, więcej osób będzie wymagało zaawansowanej pomocy medycznej - podkreślił. 

DOSTĘP PREMIUM