Tania żywność nie zostanie z nami długo. Kiedy ceny zaczną rosnąć?
Masło jest tak tanie, że o jego cenę właśnie pokłóciły się sieci handlowe. Tanieje mięso wieprzowe, bardzo tanie są ziemniaki, przestały drożeć jajka. Ale ten korzystny splot warunków dla cen podstawowych produktów śniadaniowo-obiadowych już za kilka miesięcy mogą przeciąć skutki wojny na Bliskim Wschodzie: drogie nawozy, droga energia i drogie paliwa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co tanieje na naszych codziennych spożywczych zakupach i dlaczego sieci handlowe kłócą się o bardzo tanie masło?
- Po ile tegoroczne nowalijki wchodzą na rynek?
- I dlaczego te dobre cenowe wiadomości mogą już niedługo stanąć pod wielkim bliskowschodnim znakiem zapytania?
Na razie w cenach żywności nie widać efektów drogich paliw i problemów z nawozami sztucznymi przez wojnę na Bliskim Wschodzie i zablokowaną cieśninę Ormuz. Iran, Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn razem eksportują łącznie aż jedną trzecią nawozów azotowych na świecie i prawie połowę najczęściej używanego w rolnictwie - mocznika. Teraz nie mogą one wypłynąć w świat, co ten odczuje, ale jeszcze nie teraz. Ekonomiści szacują, że uderzenie w ceny żywności zobaczymy od 4 do 7 miesięcy od początku wojny w Iranie, czyli jakoś późnym latem-jesienią. Wtedy zaczną rosnąć ceny żywności przez połączone siły droższych: energii, transportu, logistyki i nawozów. A na razie - zwłaszcza dla naszych śniadań - informacje są całkiem niezłe. Dla obiadów zresztą też.
Śniadanie
Ale zacznijmy od śniadania. W menu kanapka, jajko na miękko i kawa. Do kanapki - po pierwsze - potrzebujemy chleba, a pieczywo wprawdzie drożeje, ale powoli, jest przeciętnie o 1 procent droższe niż rok temu. Na razie więc ceny stoją w miejscu, choć prognozy na przyszłość są mniej kolorowe - pszenica drożeje na europejskich rynkach o mniej więcej jedną dziesiątą - oczywiście przez drogie paliwa i nawozy, choć spodziewane lepsze zbiory w Afryce i Rosji mogą złagodzić te cenowe wzrosty w skali globalnej. Ale kiedy piekarnie zaczną odczuwać droższą energię, zwłaszcza gaz, to i podwyżki cen chleba mogą okazać się nieuniknione. Ale jeszcze nie teraz.
Po drugie - do kanapki, na chleb, potrzebujemy masła. I tu informacje dla nas są w zasadzie tylko dobre. Świat siedzi na maślanej górze, więc jego ceny są o jedną czwartą niższe niż rok temu. Przede wszystkim dzięki bardzo dobrej produkcji w Nowej Zelandii, Australii i w Stanach Zjednoczonych oraz w Unii Europejskiej. W ubiegłym roku w Europie produkcja masła wzrosła o prawie 7 procent w skali roku, bo na rynek napłynęło więcej mleka. Mleczny strumień jest tak szeroki, że na razie rynkowi spece nie widzą na horyzoncie powrotu podwyżek cen masła. Ale to tylko jeden z powodów. Drugi - to polityka dużych sieci supermarketów. Bo one wiedzą, że klienci znają ceny masła na pamięć i niskie ceny, do których nawet dopłacają, traktują jako wabik. Robią to tak mocno, że właśnie sieci handlowe pokłóciły się o kostkę masła za 88 groszy, bo jedne za tyle sprzedają masło w promocji, a drugie twierdzą, że to poniżej kosztów i już zbyt agresywna polityka cenowa, sprawa oparła się więc o Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Po trzecie, na naszej śniadaniowej kanapce ląduje wędlina. I tu też mamy dobre informacje, bo mięso wieprzowe tanieje, a więc i szynka na kanapkę. Dlaczego wieprzowina jest tańsza - powiemy za chwilę, kiedy już przejdziemy do obiadu.
A na razie jeszcze - po czwarte: do kanapki - jajko, na przykład na miękko. Tu informacje są już gorsze, bo pamiętamy niedawną Wielkanoc, w czasie której jajka były cenowym rekordzistą. Jajek na świecie brakowało przez grypę ptaków i rzekomy pomór drobiu, które zdziesiątkowały stada kur niosek w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jajka są droższe o jakieś 6 procent niż rok temu, ale ich ceny już powoli zaczynają spadać. Stada kur się odbudowują, na rynek europejski płyną też jajka ukraińskie i tureckie, a to pomaga okiełznać ceny.
I jeszcze do śniadania - po piąte: kawa. Na rynkach spadają jej ceny, a to dlatego, że poprawia się sytuacja z podażą - prognozowane są lepsze zbiory w kluczowej dla tego rynku Brazylii, w rezultacie produkcja ma wzrosnąć w tym roku o 10 procent - szacuje organizacja producentów kawy. Indeks cen powoli, ale jednak się obniża, mimo utrzymujących się napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz wzrostu kosztów energii i transportu. Mocniej obniżają się ceny robusty - gatunku używanego do produkcji kaw rozpuszczalnych i parzenia espresso, niż szlachetniejszej arabiki. Mimo tych optymistycznych prognoz, kawa jest w Polsce o 10 procent droższa niż rok temu. No dobrze, zjedliśmy śniadanie i możemy przejść do przygotowania obiadu.
Obiad
A jeśli na obiad ziemniaki - to są one o jedną czwartą tańsze niż rok temu. Ziemniaki masowo tanieją, bo jest ich tak dużo, że zalegają w magazynach jak Europa długa i szeroka, nie omijając Polski, a ich ceny na rynkach spadły w okolice, a nawet poniżej zera. To są setki milionów ton ziemniaków, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić - takiej masy nie da się ani zjeść, nakarmić nimi zwierząt, ani przerobić na frytki i chipsy. Rolnicy domagają się więc dopłat do utylizacji. Wszystko przez ubiegłoroczny urodzaj i zmianę gustów nas, konsumentów. Przeciętny Polak zamiast 100 kilogramów ziemniaków rocznie, jak jeszcze kilka lat temu, teraz zjada 80 kilogramów. Na rynku są już też młode tegoroczne ziemniaki i ich cena szybko spada, bo na przykład na rynku hurtowym w Broniszach jeszcze kilkanaście dni temu były po 20 złotych za kilogram, teraz są po 3-4 złote. Obraliśmy już ziemniaki, teraz czas na mięso, czyli schab lub karkówkę. Wróćmy więc do wspomnianej już wieprzowiny, bo jest tańsza o jakieś 6 procent niż rok temu. Dlaczego?
Bo mamy na rynku duże ilości mięsa wieprzowego płynącego do nas zwłaszcza z Hiszpanii, będącej największym w Europie producentem. Polska ostatnio zwiększyła import z tamtego kierunku o jedną czwartą. Hiszpanie muszą upłynnić gdzieś swoją produkcję, bo stracili lukratywnego klienta, jakim były Chiny. Pekin nie dość, że wprowadził cła na europejskie mięso, to jeszcze zwiększa swoją produkcję. W rezultacie ta mięsna rzeka została przekierowana do Europy.
I jeszcze do obiadu może jakieś warzywo? Warzywa ubiegłoroczne - marchewka, buraki, cebula, kapusta - są tańsze niż rok temu. Ale na rynku już na dobre rozkręcił się sezon nowalijek. Po ile? Na wspomnianym rynku hurtowym w Broniszach - jednym z największych w kraju - młoda kapusta kosztuje 3 złote, rzodkiewki i koperek - 1,5 złotego za pęczek, ogórki szklarniowe - około 4-5 złotych i pomidory malinowe - około 7-8 złotych. W hurcie, na lokalnym bazarku, sprzedawcy doliczą jeszcze swoją marżę.
Na razie więc dla naszych śniadań i obiadów wiadomości są dobre. Ale eksperci nie mają wątpliwości: efekty wojny na Bliskim Wschodzie rozleją się i tu. A droższe nawozy, droższa energia i drogie paliwa źle wróżą dla naszych codziennych spożywczych zakupów - i możemy to zobaczyć w ciągu kilku miesięcy.
źródło: TOK FM