Referendalna ofensywa obozu władzy. Na sprawie uchodźców "PiS może się wyłożyć"
PiS chce organizować referendum ws. relokacji imigrantów, choć rozporządzenie Komisji Europejskiej naszego kraju nie dotyczy. Jak poinformowała 'Rzeczpospolita', 'pakiet azylowy nie nakłada na nasz kraj żadnego obowiązku przyjmowania uchodźców z Południa'. Bo Bruksela nie chce ich kierować do naszego kraju, ze względu na bardzo dużą liczbę uchodźców z Ukrainy, którzy uciekli do Polski.
Nie przeszkadza to rządzącym w straszeniu uchodźcami i szykowaniu referendum. - To, co PiS robi, to jest robienie problemu tam, gdzie go nie ma – komentowała w 'Poranku Radia TOK FM' dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene. Ekspertka z Katedry Polityki Unii Europejskiej Uniwersytetu Warszawskiego podkreśliła, że przyjęcie przez nasz kraj kilku milionów uchodźców z Ukrainy, powoduje, że 'Polska niewątpliwie miałaby taką możliwość, żeby powiedzieć: Jesteśmy przeciążeni'. A do tego, jak wyjaśniła, polskie władze mogłyby się ubiegać o wsparcie finansowe z Unii.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Czy więc 'PiS będzie bardzo parł mocno na referendum w oparciu o kompletnie nieistniejące przesłanki'? – Czyli zrobi fake wokół czegoś, czego nie ma? Tylko po to, żeby wykorzystywać narrację (antyuchodźczą). Ja bym się na miejscu PiS-u bardzo zastanowiła – stwierdziła rozmówczyni Jana Wróbla. I przypomniała, że obóz władzy już nie raz 'tworzył problem, a potem udawał, że go rozwiązuje'.
Mieńkowska-Norkiene oceniła, że sprawa referendum 'to może być przekłuty balon'. - PiS może się na tym wyłożyć, powiem kolokwialnie – dopowiedziała. Jak argumentowała, badania jednoznacznie pokazują, że Polacy zmienili nastawienie do uchodźców, uważają, że Polska powinna w tej kwestii robić więcej; dobrze też oceniają działania Unii. - To nie jest tak, że teraz PiS rozbudzi emocje wokół uchodźców, znowu obrzuci Unię Europejską błotem, a i tak Polacy gremialnie pójdą do urn. Nikogo więcej PiS nie zmobilizuje. Tylko betonowy elektorat - uważa gościni TOK FM.
Naukowczyni zwróciła też uwagę na to, że do wyborów jest dużo czasu (odbędą się jesienią), więc trudno przewidzieć, co może się rządzącym w tym czasie przytrafić. - Do tego czasu może PiS-owi pospadać. Zastanawiałam się, na ile wątek związany z 'willą plus' i rozdawnictwem Czarnkowym dotrze do elektoratu Prawa i Sprawiedliwości . O ile telewizja rządowa nie wspomni o tym gdziekolwiek, to widzę, że wiele mediów o tym mówi - powiedziała rozmówczyni Jana Wróbla.
Na jednym referendum pomysł się nie kończy
Okazuje się, że obóz władzy nie ograniczył się do pomysłu jednego referendum. Radni PiS-u ogłosili w poniedziałek, że jesienią chcą zorganizować referendum lokalne, które dotyczyć ma 'najważniejszych spraw' dla mieszkańców Warszawy. Zaproponowali pytania, które dotyczyć mają m.in. ograniczenia prędkości na ulicach stolicy, czyli 'strefy Tempo 30' i rozszerzenia strefy płatnego parkowania.
- To jest pułapka, która polega na tym, że nie robi się reform tuż przed wyborami, nie robi się remontów tuż przed wyborami, bo remonty strasznie zawsze denerwują, a potem są z nich wielkie korzyści – mówiła w 'Poranku Radia TOK FM' Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin. Zdaniem publicystki Kultury Liberalnej mamy do czynienia z 'próbą spolaryzowania, zrobienia awantury właściwie tylko po to, żeby osiągnąć korzyść wyborczą'.
Jak oceniła dr Mieńkowska-Norkiene, o ile na ogólnopolskim referendum PiS raczej niewiele ugra, to w przypadku stolicy może odnieść korzyści. – Dzięki referendum można uruchomić taką emocję, która zachęci swój elektorat albo zniechęci elektorat przeciwny - wyjaśniła. Zwróciła też uwagę na to, że na kilka miesięcy przed wyborami PiS chce dać wyborcom możliwość wypowiedzenia się w referendach. Oczywiście robi to z konkretnych - wyborczych - powodów. - Przecież przez tyle lat władza ignorowała wolę obywateli. Obywatele w ogóle mają takie poczucie, że nie mają na nic wpływu, w Polsce jest to ogromny problem – komentowała.