,
Obserwuj
Polska

Ksiądz, który ma żonę i dzieci. "Mieszkam w swojej dawnej parafii" [TAJEMNICE KOŚCIOŁA]

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
3 min. czytania
28.06.2026 07:59

Marcin Adamiec po kilku latach kapłaństwa wystąpił o papieską dyspensę i założył rodzinę. - To największy problem, żeby potem odnaleźć się w nowym życiu. Wielu moich kolegów próbuje po odejściu ukryć, że skończyli teologię i byli księżmi. Ukrywają to nawet przed swoimi dziećmi - mówił gość podcastu tokfm.pl "Tajemnice Kościoła".

Ksiądz - ilustracyjne
Ksiądz - ilustracyjne
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
  • Na czym polega dyspensa papieska dla księdza;
  • Dlaczego Marcin Adamiec odszedł z aktywnego kapłaństwa;
  • Jak wygląda życie mężczyzn, którzy opuścili stan duchowny.

Marcin Adamiec wstąpił do seminarium jako 23-latek. Po sześciu latach kapłaństwa, w 2020 roku, zrzucił sutannę. Teraz jest mężem, ojcem dwójki dzieci, ale jednocześnie - nadal księdzem. Jak to możliwe? - Dalej jestem księdzem, tylko zawieszonym, na dyspensie. Polega to na tym, że papież zwolnił mnie z celibatu i obowiązku codziennego odmawiania brewiarza. Tym samym zwolnił mnie też z bycia aktywnym księdzem. Nie mogę odprawiać mszy świętej i spowiadać, chyba że w niebezpieczeństwie śmierci. (...) Wziąłem ślub kościelny, przystępuję do komunii, mieszkam w swojej dawnej parafii - mówił gość podcastu tokfm.pl "Tajemnice Kościoła" i autor książek "Zniknięty ksiądz. Moja historia" oraz "Odnaleziony ksiądz".

W swoich książkach Adamiec opisał m.in. dyscyplinę panującą w seminarium, w którym pobyt gość Marty Zdanowskiej porównał do dystopijnego serialu science-fiction. - W takich serialach czasami są tabletki na brak uczuć - gdy człowiek je bierze, to nie ma uczuć, a jak przestaje i się zakocha, to policja to widzi i może go aresztować. Celem tej dyscypliny nie była dyscyplina sama w sobie, tylko ona powodowała silne napięcia. Osoby, które były odporne i gotowe wiele więcej poświęcić, potrafiły się w tej dyscyplinie odnaleźć i jej przestrzegać, a osoby nastawione indywidualistycznie lub z silnymi osobistymi przekonaniami, tę dyscyplinę negowały - mówił duchowny.

"Byłem bardzo złym księdzem"

Wśród powodów, dla których mężczyzna zrezygnował z aktywnego kapłaństwa, były m.in. wypalenie i ogromna samotność. - W momencie, gdy odchodziłem, byłem już bardzo złym księdzem. W ogóle już nie interesowałem się uczniami, których uczyłem religii, parafianie mnie za bardzo nie obchodzili. Po prostu nie miałem ochoty nawiązywać z nimi relacji, przyjaźnić się. (...) Byli mi obcy i nie przejmowałem się ich problemami, nie cierpiałem razem z nimi, nie współczułem im - wspominał.

Marcin Adamiec zapytany, jak poznał swoją przyszłą żonę, odpowiedział, że "standardowo". - Księża zakochują się głównie w zaangażowanych katoliczkach. Nie żenią się z ateistkami, aktywistkami antykościelnymi, feministkami, ani działaczkami lewicy, tylko z gorliwymi katoliczkami - mówił żartobliwie.

Po czterech miesiącach "podwójnego życia" powiadomił przełożonych o odejściu. - Zostałem scancelowany przez wszystkich kolegów i przez co pobożniejszych wiernych. I zniknąłem. Był? Nie ma. (...) Są księża, którzy mnie lubią i mi kibicują, ale inni uważają, że jestem uczniem diabła i robię w Kościele same złe rzeczy - wskazał rozmówca Marty Zdanowskiej.

Redakcja poleca

Na wypalenie księży "nie ma lekarstwa"

Jak podkreślił gość podcastu, jeszcze trudniejsze niż odejście było wymyślenie, co dalej. - Ksiądz jest specjalistą w sprawach duchowych, a okazuje się, że Kościół tak bardzo zmonopolizował duchowość, że nie bardzo jest potem gdzie znaleźć pracę. To największy problem, żeby potem odnaleźć się w nowym życiu. Wielu moich kolegów próbuje po odejściu ukryć, że skończyli teologię i byli księżmi. Ukrywają to nawet przed swoimi dziećmi. Ja akurat odnalazłem się w informatyce, ale ktoś tam został kolejarzem, ktoś poszedł do policji, ktoś do wojska, ktoś założył hotel, ktoś został stewardem - wymieniał Marcin Adamiec.

Gość "Tajemnic Kościoła" nie żałuje decyzji o zawieszeniu, bo - jak podkreślił - życie małżeńskie, choć czasem niełatwe, jest lepsze niż kapłańska samotność. - Gdybym nie odszedł, to co by mi zostało? Mógłbym co dwa lata kupić sobie nowe auto. Pojechać na fajne wakacje do Rzymu czy do Meksyku, robić pielgrzymki. Mieszkać w fajnych hotelach. Stąd to wypalenie - to efekt tej samotności i nie ma na to lekarstwa. (...) Dlatego odejścia nie żałuję, bo gdybym został, to teraz byłbym sfrustrowanym, złośliwym i pewnie dużo grubszym facetem - stwierdził Marcin Adamiec.

Źródło: tokfm.pl