"Partacze" czy prowokatorzy? Ekspert o Rosjanach, którzy rozklejali w Polsce materiały Grupy Wagnera
ABW we współpracy z policją zatrzymała dwóch Rosjan, którzy w Krakowie i Warszawie kolportowali materiały propagandowe Grupy Wagnera. Chodzi o naklejki z czaszką, nazwą grupy i hasłem: "Jesteśmy tutaj – dołącz do nas". Naklejane były na słupach, ławkach czy śmietnikach. Rosjanie posiadali ponad 3 tys. takich materiałów, które miały im zostać przekazane w Moskwie. Prokurator przedstawił im zarzuty działania na rzecz obcego wywiadu przeciwko interesom Rzeczypospolitej. Grozić im może do 10 lat więzienia.
Andrzej Mroczek - ekspert ds. terroryzmu i terroru kryminalnego z Collegium Civitas – pochwalił czujność polskich obywateli, którzy przyczynili się do zatrzymania Rosjan. Zauważyli bowiem ich podejrzane zachowania, po czym powiadomili służby.
Ekspert wskazał zaskakujący aspekt sprawy. - Możemy odnieść wrażenie, że oni się z tym (umieszczaniem na słupach naklejek – przyp. red.) nie ukrywali. Robili to wręcz w sposób demonstracyjny pod monitoringiem i na oczach obywateli. Jakby czekali na zatrzymanie. To mógł być element efektu psychologicznego, jaki chcieli wywrzeć na polskim społeczeństwie. Bo ostatnio dużo się mówiło o Grupie Wagnera. Rządzący wręcz nią straszyli. Możemy to tak odebrać, że (zatrzymani) chcieli się przyłączyć do tego straszenia – mówił w "Poranku Radia TOK FM" ekspert ds. terroryzmu i terroru kryminalnego z Collegium Civitas.
Rozmówca Jacka Żakowskiego zaraz jednak dodał, że zatrzymani Rosjanie mogli być po prostu "partaczami". - Dostali zadanie do wykonania, ale nie potrafili wtopić się w społeczeństwo i robić tego w sposób dyskretny. Niektóre proste zadania nie wymagają specjalnej inteligencji. Mogą być zlecane po prostu chętnym, którzy chcą otrzymać gratyfikację – stwierdził Mroczek.
"Jak w ogóle to zostało przewiezione do Polski"
Gość TOK FM przyznał, że niepokoi go informacja, która znalazła się w oficjalnym komunikacie służb. - A mianowicie, że te naklejki zostały przywiezione bezpośrednio z Moskwy. Należy zadać sobie pytanie, jak w ogóle to zostało przewiezione i jak ci mężczyźni trafili na teren Polski. A jeśli nie zostało tu przewiezione, tylko wydrukowane na terenie naszego kraju czy też innego w Unii Europejskiej, to wypadałoby dotrzeć do tej drukarni. I zastanowić się, czy nie mają jakichś innych zleceń – powiedział.
Rozmówca Jacka Żakowskiego przypomniał, że weszliśmy w gorący czas kampanii wyborczej i należy przygotować się na tego typu prowokacje rosyjskich służb. - Musimy mieć oczy z tyłu głowy. Dlatego że obce służby mogą wykorzystywać takie incydenty do tego, żeby jeszcze bardziej skłócić polskie społeczeństwo i wykorzystywać niepokoje do własnych celów – podkreślił na koniec Andrzej Mroczek.
Polska będzie celem prowokacji? Ekspertka o dwóch scenariuszach. 'To może zabrzmieć jak straszenie'