Protest rolników w Warszawie. Jabłka wynagrodzą mieszkańcom utrudnienia?
Czwartkowa okupacja Sejmu nie ma nic wspólnego z protestem rolników, który ma odbyć się w Warszawie w piątek. Tak zapewniał gość Pawła Sulika w audycji 'Popołudnie radia TOK FM', rzecznik prasowy NSZZ Rolników Indywidualnych 'Solidarność', Adrian Wawrzyniak. Twierdził, że nikt z nimi nie nawiązał kontaktu, acz jako organizacja wspierają każde formy protestu, które są organizowane przez rolników. - To jest taka niespodzianka - powiedział o rolnikach próbujących w czwartek okupować Sejm i przekonywał, że to efekt desperacji.
Owoce zrekompensują utrudnienia na drogach?
Gość audycji chętnie opowiadał o piątkowych planach marszu pod Sejm. Przekonywał, że wybrany termin został zdeterminowany harmonogramem posiedzeń Sejmu. Przekonywał, że to efekt rozmów ze społeczeństwem, bo rolnicy nieraz słyszeli podczas blokad drogowych: "jedźcie do tych, którzy decydują". - Jedziemy więc do Warszawy wtedy kiedy posłowie i senatorowie są w Sejmie - stwierdził.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Rozumiemy, że to są utrudnienia dla mieszkańców Warszawy, za co bardzo mocno przepraszamy, ale to dla nas jedyna droga - stwierdził Wawrzyniak. Aktywista zapewnił, że chcą to wynagrodzić rozdając owoce z polskich sadów. - Nasi rolnicy będą rozdawać te owoce w kilku miejscach w Warszawie - zapowiedział, tłumacząc, że protesty rolników nie są przeciwko społeczeństwu, ale dla niego.
Jako ważny argument w walce o dobro społeczne podkreślił, że piątkowy protest rozpoczyna akcję zbierania podpisów pod referendum w sprawie zmiany polityki klimatycznej i odrzucenia polityki Zielonego Ładu. Zapewniał, że rolnicy mają tu jasno sformułowane pytanie referendalne.
Pestycydy dla społeczeństwa
Prowadzący audycję zaczął więc zagłębiać się w konkretne postulaty walki z Zielonym Ładem dla dobra społeczeństwa. Spytał, w jaki sposób dobre dla zdrowia społeczeństwa ma być wycofanie się z ograniczeń używania pestycydów. Gość TOK FM tłumaczył, że Komisja Europejska 'chciała ściąć używanie pestycydów wszędzie o 50 proc.', co byłoby niesprawiedliwe, skoro Polacy używają ich około 2 do 4 kg na hektar, a Holendrzy 10 do 12 kg.
- Wychodziło na to, że my w Polsce mielibyśmy zupełną ekologię, bo jako rolnicy nie moglibyśmy stosować żadnej ochrony na nasze rośliny - mówił. Przekonywał ponadto, że należy zostać na tym samym poziomie pestycydów. - Jeżeli nie będzie można tej podstawowej ochrony zastosować, to jabłonie w pewnym momencie dostaną choroby i za 2-3 lata byśmy prawdopodobnie nie mieli w ogóle jabłek - tłumaczył, nawiązując do owoców, którymi rolnicy chcą wynagradzać warszawiakom problemy związane z protestami.
Chwasty i prawnicy
Wawrzyniak tłumaczył również jak zarazem kosztowne i absurdalne były inne pomysły związane z szeroko pojętą ochroną środowiska. - Komisja Europejska narzucała nam m.in. okrywy zimowe, które wiązały się z wielkimi kosztami na wiosnę i to, że ziemia, zamiast korzystać z dobrej kultury rolnej, dziczała - mówił.
Na protesty prowadzącego audycję, że ziemia przez rok bez herbicydów i sztucznych nawozów odpoczywa, a nie dziczeje, rzecznik prasowy NSZZ Rolników Indywidualnych 'Solidarność' zaczął roztaczać wizję zarastania chwastami i to takimi wielkimi na metr.
Gość TOK FM przekonywał, że ugorowanie jako metoda rolnicza jest wprowadzane dopiero teraz i to wbrew rolnikom. - Przywrócenie tej ziemi po roku ugorowania będzie skutkować tym, że trzeba będzie użyć więcej chemii i to bardziej niekorzystnej - twierdził z przekonaniem.
Osobnym problemem jest, jak przyznał Wawrzyniak, unormowanie kwestii marż na produkty rolne w dużych sklepach powierzchniowych. Gość TOK FM przyznał jednak, że tu rolnicze protesty wyglądają zupełnie inaczej, czy też wręcz do nich nie dochodzi. - Te sieci mają prawników - stwierdził z żalem, przytaczając historię z Dolnego Śląska, gdzie jedno z centrum dystrybucyjnych zostało zablokowane przez rolników. Po godzinie pojawił się prawnik z pismem, które mówiło o tym, że jeżeli rolnicy nie zejdą z tej blokady, to grozi kara finansowa. - Żaden rolnik, który zgłasza protest jako przewodniczący zgromadzenia, nie weźmie na siebie odpowiedzialności zapłaty czy tam skarżenia się z daną siecią handlową - przyznał z rozbrajającą szczerością.