Policja weźmie się za polityków? "Nie będzie wesoło rządzącym"
Zarząd Główny NSZZ Policjantów ogłosił ogólnokrajową akcję protestacyjną. "Od wielu miesięcy staraliśmy się prowadzić rozmowy z rządem, apelując o poprawę warunków pracy policjantów, o zapewnienie adekwatnych wynagrodzeń, a także o zwiększenie środków na rozwój i modernizację służb mundurowych, które stanowią fundament bezpieczeństwa obywateli. (...). Niestety, pomimo wielokrotnych spotkań, prób negocjacji oraz gotowości do kompromisu, MSWiA nie wykazało żadnej chęci do faktycznego rozwiązania naszych problemów. Zamiast prowadzić dialog, konsekwentnie odrzucano nasze postulaty, ignorując potrzeby i oczekiwania funkcjonariuszy policji" - napisali funkcjonariusze.
Jak podkreślił w TOK FM Krzysztof Balcer, na porozumienie nadal się nie zanosi. - Politycy od wielu miesięcy mówią do kamer, że rozumieją dramatyczną sytuację policji, ale tak naprawdę, jak przychodzi do konkretnych decyzji, to okazuje się, że tylko mówią, a nie rozumieją. Nasze rozmowy cały czas dążyły do tego, żeby wreszcie dotarło do społeczeństwa, do dziennikarzy, do polityków, którzy podejmują decyzję, że sytuacja w policji jest dramatyczna i cały czas się pogłębia - mówił przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów woj. łódzkiego.
Jak od razu wskazał, policjantów jest za mało, a policja nie ma wystarczająco dużo pieniędzy. - Już nie mówię o tym, że policjanci za mało zarabiają. To są dwie podstawowe rzeczy ze sobą powiązane - dodał w rozmowie z Janem Wróblem.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Mnie jest wszystko jedno, jaką oni noszą szatę"
W poniedziałek do sprawy odniósł się szef MSWiA Tomasz Siemoniak. Jak mówił, nie ma środków na 15-procentowe podwyżki dla policjantów. Rząd pracuje za to nad tym, by były środki na kwestie mieszkaniowe, "które i przez samych funkcjonariuszy, komendantów czy związki zawodowe są podnoszone jako absolutnie temat numer jeden".
- Miałem nadzieję, i to dużą nadzieję, zresztą tak jak wielu moich kolegów, że władza, która przyjdzie, coś wreszcie w policji zmieni. Niestety się zawiodłem. To nie jest tak, że poglądy polityczne kierują naszym czy moim działaniem. Nie, staram się, tak jak wielu moich kolegów, dbać o interes środowiska. Jeżeli ten nie jest dostrzegane przez rządzących, to mnie jest wszystko jedno, jaką oni noszą szatę - skomentował Krzysztof Balcer, podkreślając, że "system bezpieczeństwa wewnętrznego sypie każdego dnia".
Na uwagę, że podtrzymywany jest strategiczny wybór jeszcze z czasów PiS: inwestujemy przede wszystkim w wojsko, a w drugiej kolejności w Straż Graniczną, a na policję już nie starcza pieniędzy, odpowiedział krótko. - Szanowni Państwo, to przestaniemy jeździć na granicę, szkolić żołnierzy i strażników granicznych z taktyki, jak sobie radzić z tłumem, który znajduje się po drugiej stronie i obrzuca nas kamieniami - dopowiedział.
"Nie będzie wesoło rządzącym"
"Protest będzie trwał do momentu, aż władze wykażą wolę do poważnych negocjacji i podjęcia realnych działań zmierzających do realizacji naszych postulatów. To MSWiA ponosi pełną odpowiedzialność za to, że sytuacja doprowadziła do eskalacji napięcia i zmusiła nas do podjęcia tej decyzji" - podkreślili też funkcjonariusze. Jak zapewniają, akcja protestacyjna ma na celu obronę godności funkcjonariuszy i poprawę warunków pracy w policji.
Przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów woj. łódzkiego zapowiedział, że "rządzący sami zmuszą się do zmian", nie tylko wtedy, kiedy np. nie będzie miał kto wyjść na ulicę. Tym bardziej, jak zastrzegł, że policja sama będzie szukać różnych form działania - głównie takich, by odczuli je przede wszystkim politycy. - To są normalni ludzie, którzy funkcjonują w społeczeństwie, chodzą na zakupy, jeżdżą samochodami… Będziemy się temu przyglądać. Oczywiście, że nie można posła ukarać, bo immunitet, ale nagłaśniać sprawę już tak. Np. że w takim czy w takim miejscu poseł, który powinien być praworządny, parkuje niewłaściwie samochód. Normalny obywatel jest za to karany, a poseł robi to bezkarnie. To pierwszy przykład z brzegu. Jeżeli takich przypadków będzie się zdarzało dużo, to wtedy nie będzie wesoło rządzącym - podsumował w TOK FM.