advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Na nich klienci poczty wyładowują swoje frustracje. Tak wygląda dzień z życia listonosza

3 min. czytania
15.06.2025 17:20
- Słyszałem różne historie od listonoszy, którzy nieraz obrywali od klientów. Skarżyli się, że na nich najłatwiej wyładować złość za jakość usług na poczcie - mówił w TOK FM reporter "Dużego Formatu" Marcin Wójcik.
|
|
fot. Piotr Kamionka/REPORTER/East News
  • Reporter "Gazety Wyborczej" Marcin Wójcik zatrudnił się na poczcie jako listonosz, by napisać reportaż;
  • W TOK FM opowiedział o trudnościach, z jakimi mierzą się doręczyciele;
  • To m.in. niskie zarobki, konieczność dorabiania na drugim etacie, ale też coraz większa wrogość ze strony klientów i... brzydka pogoda.

 

"Mam na wrzucenie listu 6 sekund, dziennie powinienem ich dostarczyć nawet 300. I tak nie zdążę, więc zaczynam od emerytur i poleconych. Jak zostanie czas, wrzucę zwykłe" - pisze Marcin Wójcik w swoim reportażu wcieleniowym "Jak zostałem listonoszem. Przez cały rok innych słodyczy nie jemy, tylko te Pszczółki" opublikowanym w "Dużym Formacie" Gazety Wyborczej.

Ciągłe pretensje

- To niezwykle trudna praca. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się aż takich trudności. A to warunki atmosferyczne - wiatr, mróz, deszcz, które nie ułatwiają pracy listonosza. A to ciągłe pretensje za różne problemy z doręczaniem listów i innych przesyłek - mówił w "TOK360" Wójcik.

- Roszczeniowość jest coraz większa, ale może roszczeniowość to nie jest najlepsze słowo, bo nierzadko są to uzasadnione pretensje. Poznałem listonosza który z zasady wrzuca awizo, ponieważ twierdzi, że i tak nie jest w stanie się wyrobić. Bo ma tyle przesyłek i tak duży rejon, że nie da rady wejść i zapukać do każdego mieszkania. Wydanie listu poleconego to jest dodatkowy czas - trzeba uruchomić tablet, odpowiednio wszystko zaznaczyć, więc woli zostawić awizo - opowiadał.

On nigdy nie spotkał się z większymi nieprzyjemnościami ze strony klientów. - Ale słyszałem różne historie od listonoszy. Mówili, że na nich najłatwiej można wyładować się za jakość usług na poczcie, bo to oni mają najczęstszy bezpośredni kontakt z klientami - relacjonował reporter.

Rozmówca Adama Ozgi wskazał, że problemy z doręczaniem często nie są winą listonoszy. Występują, bo jest ich coraz mniej. - Jeszcze 2-3 lata temu było to 21 tys. osób, dzisiaj jest 19 tys. Więc po prostu w niektórych regionach nie ma komu doręczać przesyłek - alarmował.

'Premia za niepyskowanie i niechorowanie'. Jak pracuje się na poczcie? 'Wielki stragan ze świętościami'

Dzień z życia listonosza

Jak mówił Wójcik, powszechne wyobrażenia o rutynie i powtarzalności tej pracy są złudne. - Nie zawsze chodzimy znaną trasą, bo oprócz tego że listonoszy jest coraz mniej, to też jeśli któryś idzie na urlop albo na L4, to trzeba go zastąpić. Więc jeśli zostałbym dłużej na poczcie, to miałbym swój tzw. rejon, ale oprócz tego czasami dostawałbym kilka ulic rejonu kolegi, których nie znam - mówił Wójcik. Jak dodał, do tego np. w okolicach Warszawy w ekspresowym tempie przybywa osiedli mieszkaniowych i ciągle trzeba się uczyć nowych miejsc, nowych adresów.

Zdradził, że jest jeszcze część pracy listonosza, której nie widać. Jeśli nie uda się doręczyć listu poleconego, a to przecież zdarza się ciągle, to trzeba z tym listem wrócić na pocztę. - Tam się go zdaje, przepisuje na następny dzień. Jeśli roznosimy emerytury, też trzeba wrócić na pocztę i rozliczyć się z pieniędzy - opisywał gość TOK FM.

A na tym dzień zazwyczaj się nie kończy. - Listonosz często ma drugi etat i pracuje poza pocztą. Bo tu dostaje się najniższą krajową, nieco więcej przy dłuższym stażu pracy. Ja dostałem najniższą krajową i złotówkę. Poznałem wielu listonoszy, którzy dorabiają - a to wędliny robią po godzinach, a to sprzątają ogrody, prowadzą sklep wędkarski. Spotkałem się z panią, która pracuje na poczcie i haftuje obrusy, by jakoś dorobić do tej skromnej pensji. Więc praca listonosza często nie kończy się o godzinie 15.30 - podsumował Wójcik.