Niemcy chcą jak najszybciej "odciąć pępowinę z Rosją". "Minister gospodarki staje na rzęsach"

Niemcy zapowiadają szybkie uniezależnienie się od rosyjskich surowców energetycznych. - To, co my, w kontekście przede wszystkim gazu, ale też ropy, robimy przez kilkanaście lat, Niemcy robią w kilkanaście miesięcy - kilka lat, napędzani szokiem, rosyjską agresją - ocenił w TOK FM Adam Traczyk, ekspert think-tanku Global Lab.
Zobacz wideo

Niemcy do lata prawdopodobnie zmniejszą o połowę import rosyjskiej ropy, a na przełomie lata i jesieni będą mogły zrezygnować z dostaw rosyjskiego węgla. Taką obietnicę złożył w miniony piątek (25 marca) minister gospodarki - Robert Habeck. Ocenił, że w przypadku gazu uniezależnienie się od rosyjskich dostaw powinno być możliwe do lata 2024 roku.

- To są zapowiedzi, które pokazują strategiczny zwrot w niemieckiej polityce energetycznej. To pokazuje odcięcie pępowiny, która łączyła Niemcy z Rosją, bo to był największy kanał (import surowców) współpracy między Berlinem a Moskwą. Na nim wisiały praktycznie wszystkie inne relacje - komentował w TOK FM Adam Traczyk.

Ekspert think-tanku Global Lab podkreślił, że Niemcy podejmują "dynamiczne kroki ku odcięciu się od brudnych surowców" z Rosji. - Widać, że minister gospodarki staje na rzęsach, żeby ten proces przebiegł jak najszybciej - ocenił. I przypomniał, że Habeck ostatnio złożył wizyty w Katarze i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Szukał tam możliwości zastąpienia rosyjskich dostaw, zakupami w Zatoce Perskiej.

- Jednocześnie nie jest to to, na co Ukraina najbardziej liczy, czyli szybkie odcięcie Rosji od finansowania - wskazał Traczyk. Jak mówił, Niemcy - póki co stoją na stanowisku, żeby embarga (na zakup rosyjskich paliw) nie było. Bo Berlin obawia się konieczności poniesienia natychmiast dużych kosztów, z jaki wiązałoby się szybkie kupowanie paliwa w innych źródłach.

Mimo tego proces przestawiania się z rosyjskich dostaw dokonuje się szybko. - To, co my, w kontekście przede wszystkim gazu, ale też ropy, robimy na dobrą sprawę przez kilkanaście, to Niemcy robią w kilkanaście miesięcy - kilka lat, napędzani szokiem, napędzani rosyjską agresją - stwierdził.

Po co Scholz dzwoni do Putina? "To sygnał dla niemieckiego społeczeństwa"

Z jednej strony Niemcy robią bardzo dużo, by szybko uniezależnić się do dostaw paliw z Rosji, a z drugiej to Olaf Scholz jest w gronie polityków, którzy najczęściej telefonicznie rozmawiają z Władimirem Putinem. Jak wiemy - z komunikatów publikowanych po takich rozmowach - kanclerz wzywa prezydenta Rosji do zakończenia wojny inwazji na Ukrainę.

Traczyk uważa, że Scholz nie ma szans, by przekonać przywódcy Rosji. - Po jednym z telefonów do Moskwy powiedział, że ktoś musi Putinowi powiedzieć prawdę o wojnie. Myślę, że Putin doskonale zdaje sobie sprawę, co wyprawia i co jego wojska wyprawiają w Ukrainie, nie musi mu tego mówić Olaf Scholz - mówił gość TOK FM.

Rozmówca Filipa Kekusza uważa, że liczne rozmowy (z Kremlem) to przede wszystkim "sygnał dla niemieckiego społeczeństwa", które generalnie bardzo ceni działania dyplomatyczne. - Niemcy widzą siebie jak kogoś,  kto buduje mosty, szuka porozumienia i podkreśla to, że broń musi milczeć, żeby dało się usłyszeć dyplomację. Po to są te telefony, ale one nie zmienią zasadniczo sytuacji na froncie - wyjaśnił Traczyk. Jak podkreślił, ważne są czyny, takie jak osłabianie Rosji poprzez rezygnację z dostaw.  - Takie kroki mają teraz znaczenie, a nie rozmowy telefoniczne - podsumował ekspert think-tanku Global Lab.

DOSTĘP PREMIUM