COVID-19 wrócił do Chin. Władza ma poważny problem. "Są między młotem a kowadłem"

- Chiny znajdują się w tej chwili pomiędzy młotem a kowadłem. Z jednej strony utrzymywanie restrykcyjnej polityki wobec COVID-19 coraz bardziej odbija się na gospodarce. Otwarcie zaś spowodowałoby ogromną falę zachorowań, z którą nie poradziłaby sobie chińska służba zdrowia. I prawdopodobnie ta liczba zgonów, która wystąpiła w innych państwach na przestrzeni dwóch lat, w Chinach miałaby miejsce w ciągu kilku miesięcy - mówił w TOK FM Michał Bogusz, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zobacz wideo

Większość państw rozluźniła restrykcje koronawirusowe po zaszczepieniu znacznego odsetka ludności, ale władze Chin obstają przy strategii "zero COVID". Dążą do całkowitego wyeliminowania wirusa, sięgając przy tym po surowe środki. W Szanghaju od miesiąca obowiązuje lockdown, a sfrustrowani ludzie protestują przeciwko złym warunkom i "twardej izolacji". Tego scenariusza chce uniknąć Pekin, który też notuje w ostatnim czasie niepokojący wzrost liczby zakażeń. Dlatego władze stolicy Chin skierowały większość z 22 mln mieszkańców na masowe testy na COVID-19.

- Jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, to na pewno wprowadzą lockdown, bo taka jest polityka, zasady - mówił w TOK FM Michał Bogusz, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. - Nie będą mieli wyboru, choć będą starali się unikać tego do ostatniej chwili, ponieważ to stolica. Wyglądałoby to bardzo źle i byłoby koronnym dowodem, że polityka "zero tolerancji" dla koronawirusa się nie sprawdza i poniosła klęskę - ocenił gość "Połączenia". 

Jak wskazał rozmówca Jakuba Janiszewskiego, Chiny trzymają się tych restrykcyjnych zasad z kilku powodów. Jego zdaniem, najważniejsze są kwestie polityczne. Ekspert przypomniał, że polityka "zero COVID" jest sygnowana imieniem Xi Jinpinga, który na jesieni ma zostać po raz trzeci wybrany na stanowisko sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin. - W tak kluczowym momencie nie może sobie pozwolić na zmianę polityki, bo to oznaczałoby przyznanie się do błędu. A on się nie może mylić, bo przecież wtedy, by nie zasługiwał na to, by dostać trzecią nadzwyczajną kadencję, która jest bez precedensu od początku lat 90. - argumentował analityk OSW.

Drugi powód  - wskazany przez Bogusza - to brak odporności chińskiego społeczeństwa. Jak wyjaśnił, Chińczycy nie mieli szansy nabyć jej ani poprzez przechorowanie, ani przez szczepienia, bo lokalne preparaty nie wykazały się zbyt dużą skutecznością. - Dochodzi też kwestia, że ten sukces odizolowania się od COVID-19 na początkowych etapach pandemii powoduje, że osoby zaszczepione nie miały w większości wypadków w ogóle kontaktu z wirusem. W efekcie to szczepienie się nie utrwaliło i większość osób, które zostały zaszczepione w zeszłym roku, już dzisiaj nie mają praktycznie żadnej odporności - mówił ekspert.

"Chiny pomiędzy młotem a kowadłem"

Bogusz zwrócił też uwagę na problem niewydolności służby zdrowia w Chinach, która nie poradzi sobie z dużą ilością zachorowań. - Mamy czasami błędne wyobrażenie, że działa ona tam jak kiedyś w demoludach - powiedział gość TOK FM. Tymczasem - jak wskazał - chińska służba zdrowia bardziej przypomina tę w Stanach Zjednoczonych. - Jest oparta na ubezpieczeniach, wszyscy są teoretycznie obowiązkowo ubezpieczeni, ale to daje tylko ograniczony zakres pomocy - mówił. Dodał, że "teoretycznie państwo finansuje leczenie osób zarażonych COVID-19, ale w praktyce ta służba zdrowia nie jest przygotowana do masowego leczenia pacjentów z covidem i występującymi po nim powikłaniami". 

- Chiny znajdują się w tej chwili pomiędzy młotem a kowadłem - stwierdził. - Z jednej strony utrzymywanie restrykcyjnej polityki wobec COVID-19 coraz bardziej odbija się na gospodarce. Otwarcie zaś spowodowałoby ogromną falę zachorowań, z którą Chiny by sobie nie poradziły i prawdopodobnie ta liczba zgonów, która wystąpiła w innych państwach na przestrzeni dwóch lat w Chinach miałaby miejsce w ciągu kilku miesięcy - powiedział Bogusz.

Tradycyjna medycyna chińska oficjalnym sposobem leczenia COVID-19

Choć Chiny nie radzą sobie z pandemią, wciąż wierzą w swoją medycynę naturalną. - Od samego początku pandemii, władze chińskie bardzo mocno promują tzw. tradycyjną medycynę chińską, jako idealne remedium przeciwko COVID-19. Oficjalnie włączono leczenie nią, jako sposób leczenia tej choroby - relacjonował ekspert OSW.

Jak dodał, w Chinach zarówno w szpitalach, jak i w aptekach występuje podział na medycynę chińską i medycynę zachodnią. - Są też szpitale, które leczą tylko tylko za pomocą medycyny tradycyjnej. Statystyki pokazują, że mają więcej zgonów niż te, które używają zachodnich leków - wskazał. Jak dodał, nie deprymuje to jednak władzy, ponieważ to kwestia "dumy narodowej" i "przekonania o tym, że tradycyjna medycyna chińska poradzi sobie ze wszystkim, także z COVID-19".

Gość TOK FM wskazał, że chińskie leki nie dość, że nie są skuteczne, to jeszcze trudno określić, na ile mogą dodatkowo zaszkodzić w czasie choroby. - Chyba nikt do tej pory nie próbował zbadać szkodliwości tych leków, ale jest to duży problem. Zwłaszcza w samych Chinach, gdzie wiele osób wciąż wierzy w tradycyjną medycynę chińską i nie chce stosować zachodniej medycyny. I oni umierają - alarmował Bogusz.

DOSTĘP PREMIUM