Dlaczego z sankcji wykreślono Cyryla? Ekspert o "duchowym poręczycielu wojny Putina" i grze o miliardy dolarów

Ambasadorowie państw członkowskich UE przyjęli szósty pakiet sankcji wobec Rosji, który zakłada embargo na import rosyjskiej ropy naftowej - przekazało PAP źródło unijne. Wcześniej Węgry miały blokować pakiet, bo znalazł się w nim także... Cyryl I. Zdaniem dr. Dominika Hejja, rosyjski patriarcha został "wyciągnięty" przez Budapeszt, żeby "podbić stawkę" w grze o ropę. - Bo tylko na różnicy ceny między ropą - nazwijmy ją - "zachodnią" a rosyjską węgierski koncern naftowy Mol będzie zarabiał 2 mld dolarów rocznie - mówił w TOK FM analityk z Polityki Insight.
Zobacz wideo

Polska Agencja Prasowa nieoficjalnie dowiedziała się, że w Brukseli przyjęto szósty pakiet sankcji wobec Rosji w związku z atakiem na Ukrainę. Został ustalony już wcześniej, ale w ostatniej chwili - w środę - podczas prawnych uzgodnień restrykcji Węgry ponownie je zablokowały. "Budapeszt domaga się usunięcia z list sankcyjnych patriarchy Cyryla, jak również zwiększenia do 3 lat, z obecnych 6 miesięcy, możliwość reeksportu produktów z ropy rosyjskiej do państw trzecich. Komisja Europejska i francuska prezydencja w Radzie wskazały, że 3 lata nie mają uzasadnienia. To jest złamanie ustaleń szczytu UE. Pakiet jest obecnie zablokowany" - przekazało PAP źródło unijne.

Ostatecznie prawosławny patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl został usunięty z szóstego pakietu unijnych sankcji. Dlaczego więc Węgrom tak na nim zależało? Przypomnijmy, że popierał inwazję na Ukrainę. Jest też sojusznikiem Władimira Putina i oligarchą ściśle powiązanym z rosyjskimi służbami specjalnymi.

Jak wyjaśniał w TOK FM dr Dominik Hejj, analityk ds. europejskich z Polityki Insight, oficjalna narracja Budapesztu jest taka, że nie można objąć duchownego sankcjami, bo godzi to w wolność religijną, także na Węgrzech. Ekspert jednak dodał, że cały świat wie, iż Cyryl to nie tyle duchowny, co "duchowy poręczyciel wojny Putina". Dlatego – zdaniem analityka – prawdziwy powód "walki o Cyryla" to chęć podtrzymywania dobrych stosunków Węgier z Rosją i robienia interesów.

- Cyryl jest wyciągnięty po to, żeby podbić stawkę związaną z ropą. Tylko na różnicy ceny między ropą - nazwijmy ją - "zachodnią" a rosyjską węgierski koncern naftowy Mol będzie zarabiał 2 mld dolarów rocznie. Chodzi też o wywalczenie tego, by można było sprzedawać innym państwom rosyjską ropę. To będzie budowało zupełnie inną pozycję konkurencyjną węgierskiej firmy w Europie - zauważył.

Podkreślił, że tania rosyjska ropa przekłada się również na pozycję węgierskiej linii lotniczej WizzAir i tamtejszych usług transportowych, a także może obniżyć inflację w państwie rządzonym przez Victora Orbana. - To jest sztuczne budowanie konkurencyjności Węgier. Mam wrażenie, że mało kto sobie uświadamia, jak daleko idące konsekwencje będzie to miało – stwierdził.

Zwrócił uwagę, że już teraz propaganda Viktora Orbana gra tematem rosyjskiej ropy, podkreślając, że dzięki niej Węgrzy płacą za paliwo o jedną trzecią mniej niż obywatele innych krajów Unii Europejskiej. - Nikt o jakiejś "krwawej" rosyjskiej ropie nie wspomina. Tam jest mówione: "Dzięki nam macie po prostu taniej" – powiedział gość audycji A Teraz Na Poważnie.

"Fascynacja niedemokratyczną polityką Victora Orbana"

Dr Dominik Hejj mówił również, że UE będzie starała się teraz przekonać Węgry do objęcia sankcjami rosyjskiej ropy i może użyć w tym celu ostatniego argumentu, który ma jeszcze w zanadrzu. - Komisja Europejska decyduje o odblokowaniu Węgrom Krajowego Planu Odbudowy. Bo to ostatnie państwo w UE, którego nie dopuszczono do KPO. Pytanie, w jaki sposób zostanie to teraz rozwiązane – mówił.

Przypomnijmy, węgierskie problemy z KPO są jeszcze poważniejsze niż polskie, bo dotyczą nie tylko praworządności, ale także braku transparentności w wydawaniu środków unijnych. - W unijnych raportach Węgry są w ścisłej czołówce państw, w których jest najwięcej postępowań dot. mało transparentnego wydawania unijnych pieniędzy. Zarabia je bezpośrednie otoczenie premiera Orbana – zaznaczył.

Prowadzący audycję Mikołaj Lizut zapytał o "polską schizofrenię" w podejściu do Węgier. Bo z jednej strony rząd Mateusza Morawieckiego opowiada się za ostrą polityką sankcyjną wobec Rosji, a z drugiej - dąży do fuzji polskiego Lotosu z węgierskim Molem, który jest ściśle powiązany kapitałowo z Rosją. - Paradoksalnie ostatnią deską ratunku jest to, że Komisja Europejska musi wydać zgodę na tę fuzję. Choć cały problem polega na tym, że kwestie energetyczne formalnie są wyłączone ze wspólnotowego prawa i pozostają w gestii państw członkowskich UE. Natomiast pytanie, czy KE może tę fuzję przyblokować i spowolnić – stwierdził.

Na koniec zauważył również, że w sprawie robienia interesów z Węgrami w Polsce nie przyjmuje się "narracja związana z kwestią moralną". Jak wyjaśniał, dzieje się tak z dwóch powodów. - Pierwszy to fascynacja niedemokratyczną polityką Victora Orbana. Drugi: pieniądze to pieniądze – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM