Sankcje już podkopały gospodarkę Putina, a może być tylko gorzej. "Rosja nie jest samowystarczalna"

Zachodnie sankcje uderzyły w rosyjską gospodarkę - wynika z raportu Uniwersytetu Yale. Ten stan może jeszcze potrwać. - Rosja nie jest przecież samowystarczalna. To nie Związek Radziecki, który ma swoje RWPG. Białoruś, Erytrea czy Rwanda to też nie jest ekwiwalent całego bloku krajów, który Związek Radziecki miał za Breżniewa - mówił w TOK FM Michał Wyrębkowski, współautor raportu.
Zobacz wideo

Grupa naukowców, badaczy i ekspertów związanych z amerykańskim Yale University opublikowała jedną z pierwszych kompleksowych analiz ekonomicznych, która mierzy aktywność gospodarczą Rosji pięć miesięcy po inwazji w Ukrainie. Wynika z niej, że propaganda Władimira Putina ukrywa prawdziwe efekty zachodnich sankcji. Jak zapewnił jednak w TOK FM Mateusz Kasprowicz ze Szkoły Głównej Handlowej i Yale Chief Executive Leadership Institute - współautor raportu - sankcje skutecznie paraliżują rosyjską gospodarkę. 

- Import się załamał. Pojawiły się problemy z eksportem gazu i ropy. Bo choć dla wielu krajów europejskich bez gazu z Rosji sytuacja jest niepewna - szczególnie w obliczu zimy - to jednak Europa jest ważniejsza dla Rosji, niż Rosja dla Europy - mówił w "Światopodglądzie" u Agnieszki Lichnerowicz. - W naukach związanych z energetyką nazywa się to asymetryczną współzależnością. To nie zawsze jest tak, że jak jedna strona powie: "My już nie chcemy od was kupować ropy czy gazu", to obydwie strony zaboli to tak samo - dodał.

W jego ocenie mitem jest też, że "Rosja cały eksport ropy i gazu do Europy może przekierować na wschód. Np. do wielkich Chin, które wezmą każdą jego ilość". - Tego się nie da zarobić. Nie ma takich możliwości transportowych - zastrzegł rozmówca TOK FM. Wskazał przy tym, że już teraz spadki eksportu rosyjskich surowców są "bardzo znaczące", a wpływy do kasy państwa mniejsze. Te z handlu ropą i gazem stanowią co najmniej 40 proc. dochodów budżetowych. - Nie oszukujmy się, już John McCain powiedział, że Rosja to stacja benzynowa z bronią jądrową - podkreślił Michał Wyrębkowski z Wharton Business School i Yale Chief Executive Leadership Institute, także współautor raportu i gość TOK FM. 

Po raz pierwszy od lat rosyjski budżet zanotował też deficyt - nie pomogły nawet wysokie ceny surowców energetycznych. 

Co najmniej 500 tys. specjalistów 

Z raportu wynika też, że w Rosji brakuje część i technologii sprowadzanych wcześniej z zagranicy, co przekłada się na niedobory dostaw w gospodarce krajowej. Do tego chodzi też wycofanie się ponad 1 tys. globalnych firm i koncernów - co już doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen. Nastąpił tez odpływ profesjonalistów z rosyjskiego rynku pracy.

- Szacunki są różne. Te konserwatywne mówią o ok. 500 tys. osób, które wyjechały z Rosji. Tych, które odpowiadały za kluczowe dla gospodarki sektory. Wykształconych. Z technicznymi umiejętnościami związanymi z sektorem energetycznym, technologicznych, produkcyjnym - mówił Mateusz Kasprowicz.

"To zglobalizowana kleptokracja"

W ocenie ekspertów Yale University także prognozy dla Rosji nie napawają optymizmem. I tak np. spadek produkcji ropy ma sięgnąć 40-50 proc. w porównaniu z 2021 r. - Spadki mogą być szybsze, jesteśmy konserwatywni - zastrzegł od razu Michał Wyrębkowski. - I to tylko z tego powodu, że pola naftowe się wyczerpują. Nie da się ich odnawiać bez zachodniej technologii. A Rosja nie jest przecież samowystarczalna. To zglobalizowana kleptokracja. To nie jest Związek Radziecki, który ma swoje RWPG. Białoruś, Erytrea czy Rwanda to też nie jest ekwiwalent całego bloku krajów, który Związek Radziecki miał za Breżniewa - dodał. 

W jego ocenie "w średnim i długim okresie Rosja straci jakiekolwiek znaczenie i jako gospodarka, i jako główny dostawca surowców. Tym bardziej, że można je zastąpić. Czy to zieloną transformacją, czy energią kupowaną od USA, Australii czy Kataru". - Rzeczywistość jest nieubłagana, a Rosja sama w sobie produkcyjnie czy technologicznie nie jest gigantem - podkreślił.

Zastrzegł też, że "Rosji wcześniej czy później muszą się skończyć pieniądze na prowadzenie działań wojennych. A jeśli się nawet nie kończą, to nastąpi znaczne obniżenie jakości tego, co Rosja jest w stanie rzucić na front. Lub znaczne obniżenie życia obywateli, co też już widzimy. Inflacja w niektórych sektorach sięga nawet 60 proc.". - To, co się miało stać z Rosją po wprowadzeniu sankcji, to nie miał być nagły, natychmiastowy upadek gospodarki, totalne zniszczenie. Tylko stopniowy proces. I taki był zamysł: uderzyć najbardziej boleśnie w sektory, które są dla Rosji ważne - podkreślił też Mateusz Kasprowicz.

- A na ile efekty gospodarcze będą silnym impulsem i wpłyną na decyzje polityków?  - chciała też wiedzieć prowadząca.  

- To też pytanie, czy najwyższe eszelony rosyjskiej władzy (nie) żyją w wiosce potiomkinowskiej. Skoro np. zmieniają metrologię Rosstatu (Federalna Służba Statystyki Państwowej - red.) po raz piąty czy szósty. Żyją iluzjami, że moskwicz czy inna łada zastąpi zachodni samochód. Czy też, że można zastąpić cały import (zachodni) tym przez Białoruś czy np. Rwandę. Jeśli tak, to trudno powiedzieć, czy to będzie miało przełożenie na decyzje polityczne. Ale rzeczywistość i tak mówi swoje - odpowiedział Michał Wyrębkowski.

Eksperci przy opracowaniu raportu korzystali z niekonwencjonalnych rosyjskich źródeł danych, a także m.in. danych konsumenckich i informacji od zagranicznych partnerów handlowych Rosji.

DOSTĘP PREMIUM