USA "rozwścieczą" Chiny i Pelosi odwiedzi Tajwan? "To kwestia wizerunkowa, ktoś musi ustąpić"

Przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi wyrusza w podróż do Południowo-Wschodniej Azji - ale wciąż nie wiadomo, czy odwiedzi Tajwan. A to właśnie możliwa wizyta na tej wyspie rozzłościła Chiny.
Zobacz wideo

Przewodnicząca Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi wraz z delegacją Kongresu udaje się w poniedziałek w region Azji i Pacyfiku, gdzie odwiedzi Singapur, Malezję, Koreę Południową i Japonię - przekazało biuro Demokratki. W komunikacie nie wspomniano, czy delegacja odwiedzi Tajwan.

Jak zauważył prof. Marcin Jacoby, sinolog, dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych i kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich SWPS, ewentualna wizyta Pelosi na Tajwanie stała się w ostatnim czasie punktem zapalnym w stosunkach Chiny-USA. - Stany Zjednoczone chcą pokazać Chińczykom, że robią to, co uważają za stosowne i nie będą patrzeć na chińską rację stanu - mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK FM" u Michała Janczury. - To rodzaj symbolu, by powiedzieć Chińczykom: "Nie boimy się waszych reakcji. Jeśli chcemy odwiedzić Tajwan, proszę bardzo - odwiedzamy. To nasza decyzja" - dodał.

Zastrzegł przy tym, że to nie tylko kwestia budowania wizerunku. Ale też podkreślenie, że USA mają bliskie relacje z Tajwanem, a ten jest dla Stanów Zjednoczonych bardzo ważny. Głównie ze względu na współpracę gospodarczą.

Ekspert przypomniał przy tym, że jeszcze w 1972 roku "USA umówiły się z Chinami, że oficjalnie stosunki dyplomatyczne mają z Chińską Republiką Ludową". - A nie Republiką Chińską na Tajwanie. Ta oficjalnie nie jest państwem. Jest partnerem dla Stanów Zjednoczonych, który ma zapewnione amerykańskie bezpieczeństwo w sposób miękki. Niejednoznaczny - podkreślił. 

"To gry dyplomatyczna"

Napięcia między USA a Chinami w związku z doniesieniami, że Pelosi może odwiedzić Tajwan narastały od tygodni. Władze ChRL zagroziły nawet "stanowczą odpowiedzią", gdyby do takiej wizyty doszło. Przekonywały też, że wizyta jednej z najważniejszych postaci amerykańskiej polityki, na wyspie byłaby poważną prowokacją. - Chiny uważają, że jakikolwiek gest amerykański - a ten jest bardzo silny, bo Pelosi to trzecia osoba nominalnie w państwie - jest podkreśleniem, że Ameryka traktuje Tajwan jako niezależnie państwo. A to absolutny temat tabu dla polityków chińskich, którzy uważają, że Tajwan - prędzej czy późnej - zostanie przyłączony do Chińskiej Republiki Ludowej - skomentował gość TOK FM.

Prof. Jacoby zastrzegł też, że "za każdym razem, kiedy Amerykanie robią gest, który rozwściecza Chiny, te mówią, że będą bronić swojej racji stanu". - Jeżeli trzeba, to nawet wojskowo. Na co Amerykanie reagują zresztą podobnie: "My również mamy swoje wojska w rejonie Indopacyfiku i również będziemy bronić naszych interesów. Obydwie strony pokazują więc, że nie ustąpią - zastrzegł rozmówca TOK FM. I od razu ocenił: "Obydwie strony straszą się nawzajem. To gra dyplomatyczna, która pokazuje, kto jest silniejszy. Kto jest zdenerwowany na kogo". 

Układanka z Tajwanem 

Dlaczego Tajwan jest tak ważny? - dopytywał Michał Janczura.

Jak tłumaczył prof. Marcin Jacoby, to nie tylko kwestia historyczna, w tym zobowiązań amerykańskich. Ale także bardzo praktyczna. - Amerykanie mają linię, wokół Chin, od strony chińskiego wybrzeża, która ma znaczenie militarne. Od północy na południe idąc to: Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Filipiny. Jeśli wyjmiemy z tej układanki Tajwan, to nagle okaże się, że jest ogromna dziura - mówił ekspert SWPS, podkreślając:  "Ameryka uważa, że bez Tajwanu nie jest w stanie kontrolować Pacyfiku z tej strony". 

Inna rzecz, jak podkreślił, to fakt, że Tajwan jest też producentem najcieńszych i najbardziej zaawansowanych półprzewodników. To stąd pochodzi aż 90 proc. z nich. - Ten, kto kontroluje relacje z Tajwanem od strony technologii, ten kontroluje też rynek półprzewodników na świecie - podkreślił rozmówca Michała Janczury.

"Rozejdzie się po kościach"

W czwartek prezydent USA Joe Biden powiedział w rozmowie telefonicznej z przywódcą Chin Xi Jinpingiem, że amerykańska polityka wobec Tajwanu nie uległa zmianie, a USA stanowczo sprzeciwiają się jednostronnym zmianom w statusie wyspy. Co więc dalej z wizytą Pelosi? 

- To kwestia wizerunkowa, ktoś musi ustąpić. Jeśli ustąpią USA, to będzie argument dla Chińczyków: "Zobaczcie, jednak Amerykanie się z nami liczą. Jesteśmy ważni. Jesteśmy silni. Boją się nas". Jeśli z kolei Amerykanie nie ustąpią i Nancy Pelosi wyląduje na Tajwanie, to oficjalnie podkreśli, że nie liczy się z chińską racją stanu i będzie zaognienie konfliktu. Pytanie, co jest warte czego? - zastanawiał się prof. Marcin Jacoby.

Według niego, do wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów USA na Tajwanie ostatecznie jednak nie dojdzie. - Amerykanie uznają, że nie było tematu. Zresztą oficjalna informacja na stronie Izby Reprezentantów jest już teraz bardzo miękka. Rozejdzie się po kościach - skwitował.

DOSTĘP PREMIUM