Rosjanie kombinują, jak nie iść na wojnę. "Jak wyjechać na front z płonącego wojenkomatu?"

Ogłoszona przez Władimira Putina mobilizacja nie wywołała zachwytu wśród Rosjan. Wielu zaczęło szukać sposobu na szybki wyjazd z kraju. Jak mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc, nie można wykluczyć, że niedługo w Rosji znowu zaczną płonąć komisariaty wojskowe - tzw. wojenkomaty. To tam znajdują się wszystkie dokumenty dotyczące poborowych.

Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację 300 tys. rezerwistów. Decyzja ta - jak oświadczył prezydent Rosji - została podjęta w celu "obrony ojczyzny" i "zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom" zarówno w kraju, jak i na terenach okupowanych.

Zdaniem dr Agnieszki Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, mobilizacja to "próba ucieczki" do przodu i "zaszachowania Zachodu". - Komunikat jest taki, że jest źle. Prezydent uległ środowisku wojskowych, które od miesięcy naciskało na to, żeby przestać bawić się w półśrodki, tylko rozpocząć wojnę z prawdziwego zdarzenia - mówiła w TOK FM.

Zapowiedź Putina wywołała błyskawiczną reakcję. Przeciwnicy mobilizacji zaczęli wychodzić na ulice i protestować na ulicach rosyjskich miast. W internecie pojawił się np. wysyp pytań w stylu "Jak złamać rękę".

Dr Bryc oceniła, że decyzja o mobilizacji może przynieść też poważniejsze zdarzenia. Ekspertka przypomniała, że w Rosji płonęły niedawno komisariaty wojskowe, czyli tzw. wojenkomaty. Wiele pożarów pojawiło się wiosną, czyli "podczas pierwszej fali planów dotyczących mobilizacji".  Jak informowała "Polityka", do tego typu zdarzeń dochodziło już wiosną m.in. w podmoskiewskim Szczołkowie, w Łuchowicy, Woroneżu, Omsku, Wołgogradzie.

Według gościni TOK FM w reakcji na decyzję Putina wiele komisariatów wojskowych może teraz zapłonąć. - Tam są wszystkie archiwa, dane i tzw. kwity (dotyczące poborowych). Rosjanie żartują na Telegramie, pisząc: "Jak wyjechać na front z płonącego wojenkomatu"? - cytowała w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Wyjazd z Rosji albo powołanie na wojnę

Co czeka rosyjskich poborowych? Agnieszka Bryc mówiła, że ci, którzy zdecydują się jechać na wojnę, mogą wrócić jako "ładunek 200". Tak w Rosji nazywa się poległych na wojnie, którzy wracają do ojczyzny w cynowych trumnach.

Ci, którzy nie chcą jechać i walczyć z Ukraińcami mogą, jak mówiła, zdecydować się na wręczenie łapówki, dzięki której nie dostaną powołania. Mogą też zdecydować się na udział w ulicznym proteście przeciwko decyzji o mobilizacji. Bo za to grozi więzienie i to może uchronić przed wysłaniem na front.

Wyjściem, jakie wybiera wielu rosyjskich mężczyzn, jest wylot z Rosji z biletem w jedną stronę. - Wczoraj, kiedy czekaliśmy na orędzie Putina, Duma przyjęła zmiany w kodeksie karnym. Dotyczyły one przede wszystkim nowych stanów wyjątkowych, w tym zaostrzenia kar dla zmobilizowanych rezerwistów, którzy nie stawią się w puncie poborowym. To był moment, w którym Rosjanie w panice wyszukiwali, już po raz drugi podczas tej wojny, hasło "jak wyjechać z Rosji" - mówiła dr Bryc.

- Wiemy, że już dzisiaj Aerofłot oficjalnie przyznał, że nie ma żadnych obiekcji przed wylotem (obywateli Rosji - przyp. red) z kraju. Ceny za wylot do najbliższych dostępnych destynacji, czyli do republik poradzieckich, czy do Stambułu, wzrosły z kilku lub kilkunastu tysięcy rubli do ponad 150 tysięcy rubli. To dziesięciokrotny wzrost. Miejsca są wyprzedane. Ten, który jeszcze nie wyjechał podczas tej pierwszej fali, robi to teraz - relacjonowała ekspertka w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Tuż po zakończeniu orędzia Putina skokowo wzrosła liczba wyszukiwań dla hasła "Aviasales". To najpopularniejsza rosyjska witryna, która zajmuje się sprzedażą biletów lotniczych.

DOSTĘP PREMIUM