advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Syn rzecznika Putina do wojska się nie wybiera. "Nazywam się Pieskow. Będę to załatwiał na innym szczeblu"

PAP
2 min. czytania
22.09.2022 08:06
Współpracownik rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego zadzwonił do syna rzecznika Kremla, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień i wzywając go do stawienia się tam. Mężczyzna odparł, że jego pobyt tam byłby "nie do końca odpowiedni" i że będzie to załatwiać "na innym szczeblu".
|
|
fot. By Kremlin.ru, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=45690209

Prowadzący kanał Populiarnaja Politika zadzwonił do syna Dmitrija Pieskowa, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień - pisze w Telegramie portal Meduza.

"Jeśli wie pan, że nazywam się Pieskow, to powinien pan zdawać sobie sprawę, na ile jest to nie do końca odpowiednie, bym tam się znajdował" - odpowiedział syn rzecznika Kremla na wezwanie na komendę. Powiedział też, że będzie "to załatwiać na innym szczeblu".

W środę prezydent Władimir Putin ogłosił w Rosji częściową mobilizację. Zaciąg na wojnę z Ukrainą ma objąć rezerwistów i ludzi, którzy przeszli przeszkolenie wojskowe. Minister obrony Siergiej Szojgu oznajmił, że mobilizacja obejmie 300 tys. ludzi.

Rosjanie uciekają przed mobilizacją i protestują

W Rosji w środę na manifestacjach przeciwko mobilizacji na wojnę z Ukrainą zatrzymano ponad 1300 osób - wynika z najnowszych danych organizacji OWD-Info. Wobec protestujących użyto siły.

Według stanu z godz. 22.40 (21.40 w Polsce) w 38 miastach w Rosji zatrzymano co najmniej 1311 osób. Najwięcej demonstrujących zatrzymano w Petersburgu - 524 i w Moskwie - 502. OWD Info informuje, że wobec protestujących stosowano siłę. Ruch Wiosna, który ogłosił na środę demonstracje przeciwko mobilizacji na wojnę, poinformował o godz. 21.30 polskiego czasu, że akcje zakończyły się "na dziś". "Ogłaszamy kampanię przeciwko mogilizacji (od słowa mogiła - PAP) i już na jutro zapowiadamy następne manifestacje" - napisano na Telegramie.

Nie ma szacunków dotyczących liczby ludzi, którzy wyszli w środę na ulice, aby protestować.

Mężczyźni którzy nie mają zamiaru - jak to określają aktywiści z Wiosny - umierać za pałac Putina, rzucili się do wykupowania biletów lotniczych. W najbliższych dniach nie da się już wylecieć z Moskwy między innymi do Stambułu czy Dubaju. Za bilet na kolejne dni trzeba zapłacić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Jedno jest pewne, Rosjanie mogą czuć się teraz oszukani - kwituje doktor Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Posłuchaj podcastu!