Syn rzecznika Putina do wojska się nie wybiera. "Nazywam się Pieskow. Będę to załatwiał na innym szczeblu"

Współpracownik rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego zadzwonił do syna rzecznika Kremla, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień i wzywając go do stawienia się tam. Mężczyzna odparł, że jego pobyt tam byłby "nie do końca odpowiedni" i że będzie to załatwiać "na innym szczeblu".
Zobacz wideo

Prowadzący kanał Populiarnaja Politika zadzwonił do syna Dmitrija Pieskowa, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień - pisze w Telegramie portal Meduza.

"Jeśli wie pan, że nazywam się Pieskow, to powinien pan zdawać sobie sprawę, na ile jest to nie do końca odpowiednie, bym tam się znajdował" - odpowiedział syn rzecznika Kremla na wezwanie na komendę. Powiedział też, że będzie "to załatwiać na innym szczeblu".

W środę prezydent Władimir Putin ogłosił w Rosji częściową mobilizację. Zaciąg na wojnę z Ukrainą ma objąć rezerwistów i ludzi, którzy przeszli przeszkolenie wojskowe. Minister obrony Siergiej Szojgu oznajmił, że mobilizacja obejmie 300 tys. ludzi.

Rosjanie uciekają przed mobilizacją i protestują

W Rosji w środę na manifestacjach przeciwko mobilizacji na wojnę z Ukrainą zatrzymano ponad 1300 osób - wynika z najnowszych danych organizacji OWD-Info. Wobec protestujących użyto siły.

Według stanu z godz. 22.40 (21.40 w Polsce) w 38 miastach w Rosji zatrzymano co najmniej 1311 osób. Najwięcej demonstrujących zatrzymano w Petersburgu - 524 i w Moskwie - 502. OWD Info informuje, że wobec protestujących stosowano siłę. Ruch Wiosna, który ogłosił na środę demonstracje przeciwko mobilizacji na wojnę, poinformował o godz. 21.30 polskiego czasu, że akcje zakończyły się "na dziś". "Ogłaszamy kampanię przeciwko mogilizacji (od słowa mogiła - PAP) i już na jutro zapowiadamy następne manifestacje" - napisano na Telegramie.

Nie ma szacunków dotyczących liczby ludzi, którzy wyszli w środę na ulice, aby protestować.

Mężczyźni którzy nie mają zamiaru - jak to określają aktywiści z Wiosny - umierać za pałac Putina, rzucili się do wykupowania biletów lotniczych. W najbliższych dniach nie da się już wylecieć z Moskwy między innymi do Stambułu czy Dubaju. Za bilet na kolejne dni trzeba zapłacić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Jedno jest pewne, Rosjanie mogą czuć się teraz oszukani - kwituje doktor Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM