"Putin ogłosił zawłaszczenie terenów, których nie kontroluje". Po co mu wielkie "aneksyjne" show? "Uderzył we własny elektorat"

Zdaniem prof. Agnieszki Leguckiej, ostatnie wystąpienie prezydenta Rosji miało tylko jeden cel. A jest nim uspokojenie Rosjan. - By po raz kolejny demobilizować obywateli i pokazywać, że wszystko jest pod kontrolą. W ten sposób Putin próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją i pozycję polityczną - tłumaczyła ekspertka.
Zobacz wideo

Ukraina składa wniosek o dołączenie do NATO w trybie przyspieszonym - ogłosił w piątek prezydent tego kraju Wołodymyr Zełenski. Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego odpowiedział tego samego dnia, że NATO prowadzi politykę otwartych drzwi.

Zdaniem prof. Agnieszki Leguckiej to kontynuacja postawy Sojuszu. - Deklaracja wpisuje się w politykę twardego stanowiska wobec Federacji Rosyjskiej, a która brzmi: "Nie poddajemy się rosyjskim szantażom" - mówiła w "TOK360" ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Przypomniała przy tym, że Rosja próbowała już wcześniej zaszantażować Zachód, w tym także USA, stawiając ostre ultimatum 10 i 17 grudnia. Domagała się wówczas, by z terenów Europy Środkowej wycofać wojska amerykańskie. Chciała też wrócić do układu sprzed 1997 roku, czyli sprzed wejścia Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

Ekspertka dopytywana, czy piątkowa deklaracja ma znaczenie dla drogi Ukrainy dla członkostwa w sojuszu, odpowiedziała krótko. - To otwarcie na cały sojusz - mówiła. Dodała, że to także podkreślenie faktu, że NATO cały czas szkoli ukraińską armię i aktywnie włącza się w pomoc Ukrainie.   

"Rosjanie dostają łomot" 

Także w piątek prezydent Rosji Władimir Putin wygłosił orędzie, podczas którego ogłosił aneksję okupowanych przez Rosjan obwodów: donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego.

- Rosja ogłosiła, że anektuje tereny, których nie kontroluje - skomentowała ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Przypomniała, że rosyjska armia nie radzi sobie najlepiej z kontrofensywą ukraińską. Ekspertka przytoczyła przykład Łymana w obwodzie donieckim. Ukraińcy w sobotę wieczorem ogłosili odbicie miasta. - Te buńczuczne zapowiedzi, że Rosjanie przyłączają tereny i że to sukces rosyjskiego oręża, rozbijają się o praktykę na polu bitwy. Rosjanie tak naprawdę dostają łomot - podkreśliła. 

"Putin uderzył we własny elektorat"

Zdaniem ekspertki, głównym celem orędzia Putina było umocnienie pozycji prezydenta Rosji, po tym jak ta zaczęła się chwiać. Nie tylko dlatego, że Ukraińcy nie przyjmują do wiadomości pseudoreferenów i będą dalej odbijać swoje terytoria. Ale także dlatego, że prezydent Rosji podjął bardzo ryzykowne kroki, związane z częściową mobilizacją. - Putin uderzył we własny elektorat i Rosjanie zaczęli masowo uciekać z Rosji - oceniła przy tym. 

- Stąd ostatnie wystąpienie Putina tak naprawdę miało jeden cel. A jest nim uspokojenie Rosjan. Putin zdawał się mówić, że skoro anektowaliśmy te tereny, to wojny z Ukrainą nie chcemy. Dlatego, prezydent nie będzie ogłaszał powszechnej mobilizacji, której Rosjanie tak bardzo się boją. Co więcej, nie będzie wojny atomowej, której Rosjanie też bardzo się boją - przekonywała prof. Agnieszka Legucka. 

I dodała, że dyktator z Kremla chce wrócić do "umowy społecznej", ze swoimi rodakami. - By po raz kolejny demobilizować obywateli i pokazywać, że wszystko jest pod kontrolą. W ten sposób Putin próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją i pozycję polityczną, czyli posklejać front na południu Ukrainy, zasilić wojsko rezerwistami z częściowej mobilizacji, tak, by nie miała miejsca porażka militarna - podsumowała w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM