,
Obserwuj
Świat

Kosowo zyskuje, a Serbia traci w oczach Zachodu. "I to zaczyna Serbię denerwować"

3 min. czytania
28.12.2022 20:27
Po 19 dniach Serbowie po północnej stronie granicy rozbiorą barykady na drogach prowadzących do Merdare. Od 10 grudnia zablokowane są też dwa inne przejścia na granicy Serbii z Kosowem. - Mieszkańcy przyglądają się coraz bardziej zaniepokojeni temu, co się dzieje. Z jednej strony czują naciski Kosowa, a z drugiej Belgradu. Napięcia pojawiają się nie wtedy, gdy w Kosowie coś się dzieje, tylko wtedy, gdy Belgradowi to odpowiada - mówiła w TOK FM Marta Szpala z OSW.
|
|
fot. Bojan Slavkovic / AP Photo

Serbia nie uznaje niepodległości swojej byłej południowej prowincji, zamieszkałej w przeważającej mierze przez Albańczyków, która proklamowała niepodległość w 2008 roku. Kilkuset kosowskich Serbów wzniosło na początku grudnia blokady drogowe w północnym Kosowie, aby zaprotestować przeciwko aresztowaniu byłego serbskiego policjanta, który sparaliżował ruch na dwóch przejściach granicznych z Serbią.

Generał Milan Mojsilovic, dowódca armii serbskiej, poinformował, że został wysłany przez prezydenta Serbii Aleksandara Vucicia na granicę z Kosowem. - Sytuacja tam jest skomplikowana - wskazał. Dodał, że wymaga to 'obecności armii serbskiej wzdłuż linii administracyjnej', jak określają władze serbskie granicę z Kosowem.

Prezydent Serbii Aleksandar Vucic poinformował w środę wieczorem, że Serbowie w północnym Kosowie, rozpoczną w czwartek rano usuwanie barykad.

Jak zwróciła uwagę Marta Szpala z Ośrodka Studiów Wschodnich, z naprzemiennym eskalowaniem i deeskalowaniem serbsko-kosowskiego konfliktu mamy do czynienia już od jesieni zeszłego roku. - Po obecnej eskalacji, z którą mamy do czynienia od 10 grudnia, widzimy, że te wszystkie kwestie sporne, bardziej niż powodami, były pretekstami do eskalacji napięcia - oceniła badaczka.

Gościni TOK FM zaznaczyła, że barykady zostały wzniesione nie z inicjatywy miejscowej ludności, a członków partii Serbska Lista, będącej narzędziem polityki Belgradu w Kosowie. - Mieszkańcy północy przyglądają się coraz bardziej zaniepokojeni temu, co się dzieje. Z jednej strony czują naciski Kosowa, a z drugiej Belgradu. Napięcia pojawiają się nie wtedy, gdy w Kosowie coś się dzieje, tylko wtedy, gdy Belgradowi to odpowiada - tłumaczyła Marta Szpala.

"Rosja, jak zwykle, chciałaby pokazać, że kreuje sytuację. Jednak tak nie jest"

Dlaczego więc Belgradowi odpowiada właśnie ten moment? Zdaniem gościni "Światopodglądu" ma to nierozerwalny związek z odmiennymi postawami Kosowa i Serbii wobec wojny na Ukrainie. - Kosowo pomaga Ukrainie, pomimo że Ukraina nie uznała niepodległości Kosowa. W Kosowie są szkoleni ukraińscy saperzy. Ponadto Kosowo otworzyło szereg stypendiów dla dziennikarzy i artystów z Ukrainy. Dla kontrastu - Serbia przyjmuje uciekinierów z Rosji i otwiera szeroko drzwi przed pracownikami IT, którzy szukają azylu w Europie. I to zaczyna Serbię denerwować. Chodzi o to, żeby pokazać Kosowo w bardzo złym świetle, pokazać, że prześladuje ono serbską mniejszość i podważyć pozytywny wizerunek na arenie międzynarodowej - mówiła ekspertka.

Jak uważa badaczka OSW, celem Serbów jest również 'pokazanie, że Kosowo nie jest w stanie sprawować pełni władzy na całym swoim terytorium'. - Blokady służą temu, żeby służby porządkowe Kosowa nie były w stanie wjechać na północ. Poza tym to też pokazanie, że część ludności dzięki ochronie Belgradu jest wyłączona spod regulacji kosowskich - wyjaśniła Marta Szpala w TOK FM.

Wielu politologów sądzi, że eskalacją serbsko-kosowskiego konflikt całkowicie steruje Rosja. Badaczka OSW jednak nie przeceniałaby udziału Kremla. - Wszystkie napięcia na Bałkanach wynikają raczej z lokalnej dynamiki. Rosja oczywiście przyklaskuje wszelkim niepokojom na Bałkanach i stara się zaznaczać swoją obecność. To nie jest tak, że Moskwa steruje tym, co się dzieje. Robi to Belgrad. A Rosja, jak zwykle, chciałaby pokazać, że jest silna na Bałkanach, że kreuje sytuację. Jednak tak nie jest - mówiła w rozmowie w TOK FM.