,
Obserwuj
Świat

"Brexit leży chory w łóżeczku". Będzie powrót Wielkiej Brytanii do UE? "Diabeł tkwi w szczegółach"

3 min. czytania
17.02.2023 10:36
W dobie ekonomicznego kryzysu Brytyjczycy boleśnie odczuli na własnej skórze wyjście z UE - twierdzi Stanisław Skarżyński. - Niesławny brexitowy autobus ówczesnego premiera Borisa Johnsona i jego doradcy Dominica Cummingsa dziś jest autobusem z koszmarów ludzi, którzy zagłosowali na brexit i którzy mówią, że dali się wpuścić w maliny - mówił w TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej".
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Brytyjski tygodnik 'The Observer' ustalił, że w dniach 9 i 10 lutego odbyło się dwudniowe posiedzenie polityków Partii Konserwatywnej i opozycyjnej Partii Pracy. W historycznym Ditchley Park w Oxfordshire mieli spotkać się zarówno przeciwnicy Brexitu, jak i jego zwolennicy, by wspólnie szukać nowego ponadpartyjnego konsensusu w kwestii trudnej sytuacji Wielkiej Brytanii po wyjściu z Unii Europejskiej. - Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Wygląda na to, że Wielka Brytania nie odnalazła dotąd ścieżki rozwoju poza UE. Brytyjczycy mieli odzyskać kontrolę po brexicie, a tymczasem chyba stracili sterowność - skomentowała prowadząca 'Poranek Radia TOK FM' Karolina Lewicka.

Brytyjska Partia Konserwatywna jak Prawo i Sprawiedliwość

Jak poinformował w TOK FM Stanisław Skarżyński, korespondent 'Gazety Wyborczej' w Wielkiej Brytanii, 'kara za brexit w warunkach kryzysu ekonomicznego jest odczuwalna'. - Ceny żywności rosną w sposób niekontrolowany, a poziom inwestycji od referendum przestał tam rosnąć. Kolejki do brytyjskiej służby zdrowia są najdłuższe w historii. Około 8 mln ludzi czeka w kolejkach i służba zdrowia, ze strajkującymi załogami karetek pogotowia, jest w absolutnym kryzysie. Ten niesławny brexitowy autobus ówczesnego premiera Borisa Johnsona i jego doradcy Dominica Cummingsa dziś jest autobusem z koszmarów ludzi, którzy zagłosowali na brexit i którzy mówią, że dali się wpuścić w maliny - mówił dziennikarz w porannej audycji.

'Sytuacja jest dramatyczna. Łamiemy wszystkie przepisy prawa'

Jak ujął to korespondent 'GW', 'brexit leży chory w łóżeczku', a teraz Partia Konserwatywna i Partia Pracy razem zastanawiają się, 'jak się z tego wyplątać'. - Sytuacja zaczyna wyglądać tak, że partie mają programy przeciwne do oczekiwań społecznych. Gdyby referendum w sprawie powrotu do UE odbyło się dzisiaj, zostałoby wygrane. 58 proc. Brytyjczyków, według ostatnich sondaży, zagłosowałoby za powrotem, odwróceniem wszystkiego, co robili przez ostatnie 3-7 lat - mówił Skarżyński. 

Dziś więc w Wielkiej Brytanii odczuwalny jest 'bregret' (od słów 'brexit' i 'regret' - żal). A, jak dodał Skarżyński, 'rządząca Partia Konserwatywna w żaden sposób nie jest w stanie wycofać się z brexitu, bo to przecież jest centrum ich programu'. - To tak jakby Prawo i Sprawiedliwość obrało proeuropejski kurs i ogłosiło, że przyjmujemy euro. To jest nie do pomyślenia - tłumaczył w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Wielka Brytania powróci na łono UE? 'W polityce nie ma rzeczy nie do pomyślenia'

Styczniowy sondaż, na który powołała się dziennikarka TOK FM, pokazał, że dwie-trzecie Brytyjczyków popiera kolejne głosowanie w sprawie ponownego przystąpienia Wielkiej Brytanii do wspólnoty (rok temu było to 55 proc.). Więc może jednak istnieje szansa na powrót Wielkiej Brytanii na łono UE?

Według Stanisława Skarżyńskiego 'diabeł tkwi w szczegółach'. - Gdyby Wielka Brytania mogła wrócić do UE z tymi wszystkimi wyjątkami, które zostały dla niej stworzone przez kilkadziesiąt lat, gdy Wielka Brytania chciała być w UE jedną nogą - bez przyjmowania euro, z rabatem na składki, z niewchodzeniem do strefy Schengen - to być może mogłoby się udać.  Ale to też jest nie do pomyślenia z punktu widzenia UE, że ktoś będzie kręcił się w jej drzwiach obrotowych, jak mu się podoba. Więc wydaje mi się, że to jest z obu stron nie do pomyślenia i musi upłynąć pokolenie - mówił korespondent 'Gazety Wyborczej' w rozmowie w TOK FM.