Tysiące ofiar w Strefie Gazy. "Bezkrytycznie powielamy izraelską narrację. To współwina"
Operacja Izraela przeciwko Hamasowi przynosi gigantyczne straty wśród ludności cywilnej w Gazie. W sieci pojawia się coraz więcej nagrań przedstawiających skalę zniszczeń i ofiar izraelskich ataków odwetowych. Kontrolowany przez Hamas palestyński resort zdrowia przekazał w niedzielę, że od początku wojny z Izraelem w Strefie Gazy zginęło już ponad osiem tysięcy osób. Ponad 3300 z nich to dzieci. Z szacunków tej samej instytucji wynika, że w tym samym czasie na Zachodnim Brzegu zginęło 112 Palestyńczyków, a niemal dwa tys. zostało rannych.
Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło w piątek rezolucję wzywającą do "humanitarnego rozejmu". Polska i 44 inne państwa wstrzymały się od głosu. Wśród głosujących przeciw były m.in. Stany Zjednoczone, Izrael, Węgry, Austria i Czechy.
Powielanie izraelskiej narracji i obawa o oskarżenia o antysemityzm
- Podstawowy problem, który mamy, gdy mówimy o tym, co się dzieje, to powielanie izraelskiej narracji, która utożsamia tysiące Palestyńczyków mieszkających w Strefie Gazy z Hamasem - mówiła w audycji "Młoda Polska" w TOK FM Nina Michnik, działaczka społeczna ze stowarzyszenia Podróżnych Ugościć. Jak podkreśliła, nie można powiedzieć, że te tysiące zabitych, w tym dzieci, to są bojownicy Hamasu. - Nie możemy bezkrytycznie powielać słów izraelskich polityków i przedstawicieli wojska mówiących o tym, że celują tylko w cele Hamasu. Gdyby tak było, toby nie umarło tylu ludzi - argumentowała. I dodała, że stawianie sprawy w ten sposób przyczynia się do dehumanizacji całego narodu i umożliwia przeprowadzenie tak okrutnej inwazji na Strefę Gazy.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Gościni Wiktorii Jędroszkowiak wskazała, że "to tragedia bez precedensu", a dwa miliony ludzi w Strefie Gazy są odcięte od prądu, wody, żywności i środków medycznych. - A blokada nałożona na Gazę trwa już 16 lat. Także skala tragedii Palestyńczyków jest przerażająca - mówiła.
Jak zwróciła uwagę prowadząca audycję, w Polsce sporą barierą, jeśli chodzi o krytykę działań państwa Izrael, jest obawa o oskarżenie o antysemityzm. - Wydaje mi się, że to jedno z narzędzi izraelskiej polityki, żeby utożsamić antysemityzm z antysyjonizmem. Różnica jest rażąca. Są miliony Żydów, którzy nie są syjonistami - odpowiedziała Michnik. Przypomnijmy, że syjonizm to ideologia odrodzenia narodowego Żydów przez stworzenie w Palestynie własnego państwa. Aktywistka tłumaczyła, że do czynienia z antysemityzmem mamy, gdy "atak jest bezpośrednio na Żyda jako Żyda". - Kiedy atak jest dokonany na politykę państwa Izrael i całą ideologię syjonistyczną, która służy jako uzasadnienie tego, co się dzieje teraz, to mamy do czynienia z antysyjonizmem. To nie jest trudne - wskazała.
Jak media relacjonują atak Izraela na Strefę Gazy? "Moralna katastrofa"
Według działaczki najważniejsze jest teraz rozpowszechnienie wiedzy na temat sytuacji w Gazie. - Jestem absolutnie załamana tym, jak polskie media mówią o tym, co się dzieje. Jest to z mojej perspektywy moralna katastrofa polskich mediów. Więc ja jako odbiorczyni mediów uważam, że moim obowiązkiem jest pisać do redakcji, do autorek i autorów artykułów, w których powielane są informacje niezweryfikowane albo fałszywe, które prowadzą do dyskryminacji ze względu na takie czynniki jak np. pochodzenie etniczne - powiedziała Michnik. I dodała, że w Gazie dzieje się coś, co ONZ nazywa "prawdopodobnym ludobójstwem". - To jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, która mówi, że istnieje duże ryzyko ludobójstwa w Gazie. A my w Polsce bezkrytycznie powielamy izraelską narrację. To jest współwina w tym, co się dzieje - podsumowała Michnik.
W niedzielę w Warszawie zorganizowano propalestyńską manifestację. Jej uczestnicy domagali się zaprzestania bombardowań cywilów i uznania Palestyny. W manifestacji wzięło udział kilkaset osób. Do wielotysięcznych manifestacji solidarności z Palestyną w ciągu ostatniej doby doszło w wielu innych miastach na świecie, między innymi w Londynie, Nowym Jorku i Marsylii.