Kto stoi za potężną eksplozją w Iraku? "To otwiera kolejny rozdział"
W nocy z piątku na sobotę silna eksplozja wstrząsnęła bazą wojskową, położoną na południe od stolicy Iraku - Bagdadu, w której zakwaterowani są żołnierze tzw. Ludowych Sił Mobilizacyjnych (PMF) i byli członkowie proirańskich ugrupowań paramilitarnych.
Według irackich służb bezpieczeństwa wybuch był rezultatem "ataku z powietrza" i nie spowodował ofiar, a jedynie straty materialne. Z kolei przedstawiciel irackiego ministerstwa spraw wewnętrznych, cytowany przez AFP, mówił, że "jedna osoba zginęła a osiem zostało rannych".
Izrael kontra Iran. Napięcie rośnie po nocnym ataku
Izrael nie ma żadnego związku z eksplozją w Iraku w piątkową noc - podała w sobotę CNN, powołując się na wysokiej rangi izraelskiego urzędnika. Także Stany Zjednoczone zaprzeczają, by miały jakikolwiek udział w ataku. - To, że nikt się nie przyznaje, jest częścią izraelskiej polityki (...). Nikt się nie przyzna. Ale znowu wszystkie oczy są skierowane na Izrael, ponieważ z perspektywy Izraela ten atak miał sens, zwłaszcza dzień po ataku na Iran - mówił w "Poranku Radia TOK FM" Jarosław Kociszewski z Magazynu Nowa Europa Wschodnia Online i Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Przypomnijmy, że nocy z czwartku na piątek Izrael skierował pociski w irańskie miasto Isfahan, gdzie znajdują się irańskie zasoby nuklearne. - Wydawało się, że jest remis i na tym strony mogą poprzestać. Dzisiaj nad ranem okazało się, że niezupełnie. I to otwiera kolejny rozdział owej wojny między wojnami czy czegoś co, na moje oko zaczyna wyglądać jak wojna regionalna poniżej progu wojny - ocenił rozmówca Przemysława Iwańczyka.
Zdaniem eksperta między Izraelem a Iranem toczy się swoisty dialog, który nie jest wojną mającą na celu zniszczenie wroga, ale konflikt stron. - Powszechnie wiadomo, kto co robi. A przynajmniej ci, co wiedzieć mają, obierają sygnały. Każda ze stron sygnalizuje drugiej, gdzie są jej granice cierpliwości, nieprzekraczalne czerwone linie, sygnalizuje możliwości działania. W ten sposób wytyczane są reguły gry - wyjaśnił Kociszewski.
Atak Izraela na Iran skończy się wojną atomową? Nawet 'Rosja jest bardziej przewidywalna'
Konflikt między Izraelem a Iranem. Co dalej?
Jak mówił ekspert, żadnej ze stron nie zależy na eskalacji tego konfliktu w pełnoskalową wojnę, bo nie mają w ten sposób niczego realnego do osiągnięcia. Piłka jest jednak teraz po stronie Iranu. Jak odpowie Teheran? - Dzisiejszy atak jest wyraźnym zagraniem izraelskim, które stawia Iran w trudnej sytuacji. Bo jeżeli Irańczycy nie odpowiedzą, to oznacza to erozję ich wpływów w regionie. Bo zaatakowano ważną milicję w Iraku - stwierdził Kociszewski.
Jego zdaniem Irańczycy są więc prowokowani, żeby w jakiś sposób odpowiedzieć. - Albo przemilczeć i uznać to, że godzą się na pewne osłabianie swojej pozycji. Z drugiej strony, jeśli odpowiedzą w sposób nerwowy i bardzo zdecydowany, to znowu ryzykują eskalację, a więc stwarzają zagrożenie dla swoich kluczowych interesów - podkreślił.
Gość TOK FM wskazał, że Iran może odpowiedzieć za pośrednictwem jednej ze swoich milicji bądź gdzieś w innej części świata. - Albo np. atakiem w cyberprzestrzeni lub na szlakach morskich - wyjaśnił.
Jak dodał, także Izrael "ma jeszcze komunikaty do przesłania dla kilku irańskich milicji w regionie". - Tych narzędzi w tej chwili w ruchu każda ze stron ma bardzo dużo. I znowu nie będzie to żadne posunięcie, które rozstrzygnie ten konflikt. Sytuacja na pewno się nie uspokoi dopóki trwa konflikt w Strefie Gazy, a przed nami kolejne jego zaognienie - podsumował Kociszewski.