Ceny soku pomarańczowego "na historycznych poziomach". Przez zielonego smoka
- Dynamika wzrostu cen jest bardzo gwałtowna. Ma to związek głównie ze spadającą podażą surowca, czyli pomarańczy. To nie jest problem nowy, on występuje od kilku lat - tłumaczył na antenie Radia TOK FM Grzegorz Kozieja, Dyrektor Departamentu Międzynarodowy Hub Food and Agri BNP Paribas.
Ekspert wskazywał, że najwięksi producenci pomarańczy to dziś Brazylia, Chiny i Unia Europejska. Owoce kierowane do przetwórstwa pochodzą natomiast z dwóch krajów: Brazylii i USA. To stamtąd pochodzi aż 80 procent owoców przeznaczonych m.in. do produkcji soku. To ma kluczowy wpływ na to, co dzieje się na rynku.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Pomarańcze coraz droższe. Wszystko przez zielonego smoka
- Zmiany klimatyczne grają tu w dużej mierze rolę. Sezon 2019-2020 przyniósł gwałtowne spadki. To wtedy aż o 40 procent spadła produkcja pomarańczy w Brazylii, a przecież od tego momentu ekstremalne zjawiska ciągle powracają, stają się nową normą. Na Florydzie były gwałtowne zjawiska pogodowe, np. dwa huragany w zeszłym roku zdziesiątkowały sady pomarańczowe. Do tego mroźna zima na przełomie lat 2022-2023 doprowadziła do zredukowania bazy produkcyjnej. Szacuje się, że w tym roku zbiory pomarańczy spadną o ok. jedną czwartą ze względu na fale upałów podczas fazy kwitnienia - wyliczał Kozieja.
- Swoje dokłada też choroba zielonego smoka. Chodzi o takie stworzenia, które żerują na drzewach pomarańczowych i z tego żerowania pojawia się bakteria. Ona doprowadza do tego, że owoce nie osiągają normalnego wybarwienia, są niekształtne i niesmaczne. Nie ma innego sposobu na walkę z tym niż wycinka drzew - dodał.
Dlatego, zdaniem eksperta, ceny soku pomarańczowego będą tylko rosły. W Wielkiej Brytanii już za butelkę tego napoju trzeba zapłacić nawet o 30 procent więcej niż dotychczas. - Taka jest natura rzeczy, że jeśli na produkty, które wytwarzane są na drugim końcu świata, coraz bardziej wpływają negatywne czynniki, to przekłada się na ceny na półkach w sklepach - podsumował Kozieja.