Tak skrajna prawica panoszy się wśród Niemców. "Kiepska wróżba"
"Nie wszyscy członkowie SS byli kryminalistami" - stwierdził w maju jeden z czołowych kandydatów prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach do europarlamentu Maximilian Krah. Polityk po tych słowach został przez kierownictwo partii zmuszony do zaprzestania prowadzenia kampanii (z samej listy kandydatów skreślić go już nie można było). Do tego jeden z doradców Kraha został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Chin, a poseł AfD - Petr Bystron - mierzył się z zarzutami brania łapówek od prorosyjskiego portalu informacyjnego 'Voice of Europe'. W związku z tymi oskarżeniami stracił immunitet.
Żaden z tych skandali nie przeszkodził AfD na tyle, by spadła z powyborczego podium. Jest jednak prawdopodobne, że gdyby nie one, partia uzyskałaby jeszcze lepszy wynik. - Pod koniec zeszłego roku AfD osiągała w sondażach nawet 20 procent. Także widać pewien spadek. Co nie zmienia faktu, że wynik jest bardzo dobry - tłumaczy dr Agnieszka Łada-Konefał, doktor politologii i niemcoznawczyni.
Przypomnijmy - AfD zdobyła 15 mandatów i 15,9 proc. poparcia w niedzielnych wyborach europejskich w Niemczech. W poniedziałek poinformowano jednak, że wspomniany kontrowersyjny polityk Maximilian Krah nie wejdzie w skład przyszłej delegacji tej partii do PE. Nowo wybrani eurodeputowani zagłosowali za wnioskiem o jego wykluczenie. Oznacza to, że choć w przyszłym PE będzie 15 polityków AfD, delegacja będzie liczyła 14 członków.
Niemcy. Tajemnica sukcesu skrajnej prawicy
Na pytanie o tajemnicę sukcesu skrajnej prawicy odpowiedzi jest kilka. Dr Agnieszka Łada-Konefał w pierwszej kolejności wymienia słabość koalicji rządzącej. - AfD, jako populiści, korzystają z każdej możliwości, by krytykować rząd. Ostro komentują poczynania koalicji zwłaszcza w tych obszarach, które stanowią ich mocne zaplecze tematyczne: polityki migracyjnej czy klimatycznej. Punktują każdą słabość, wykorzystują niezadowolenie społeczeństwa - zauważa nasza rozmówczyni.
Ekspertka zwraca też uwagę na to, że AfD staje się powoli częścią establishmentu. Nie jest już bowiem partią, na którą wstyd głosować, mocno weszła do politycznego mainstreamu. Politycy AfD są już obecni we władzach samorządowych, w Bundestagu są głośni jako silna opozycja, zapraszani są także do różnych gremiów i do wystąpień. AfD to też partia eklektyczna - wielu wyborców znajdzie w niej coś dla siebie, ignorując jednocześnie to, co im się nie podoba lub czemu nawet są przeciwni.
- To taka mieszanka, bo z jednej strony oni są konserwatywni i prawicowi w poglądach, przeciwni migracji i liberalizacji światopoglądowej, a z drugiej strony w ich programie gospodarczym znajdziemy hasła mocno socjalne. Mówią o sobie, że rozumieją przeciętnego Niemca - wyjaśnia politolożka.
I zaznacza, że AfD jest też bardzo obecna na TikToku. Komentatorzy niemieckiej polityki zwrócili przed wyborami uwagę, że partia ma tam tylu followersów, ile pozostałe ugrupowania razem wzięte. Tym samym AfD zaczęła przyciągać także młodych ludzi. Wcześniej to była partia popierana głównie przez starszych, konserwatywnych mężczyzn. Tymczasem - wykorzystując właśnie TikToka sprzyjającego prostym, ostrym komunikatom - politycy AfD skutecznie dotarli do zupełnie innej grupy docelowej.
Wiatr w żagle dla AfD
Zdaniem dr Łady-Konefał najbardziej niepokojące tendencje pokazuje jednak co innego - zwycięstwo AfD w landach wschodnich. Tam pokonała nawet CDU i to o kilka punktów procentowych. Co staje się szczególnie niepokojące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to w tych właśnie regionach (Turyngii, Saksonii, Brandenburgii) odbędą się jesienią wybory do landtagów.
- I tam AfD ma szansę je wygrać. Eurowybory dały wiatr w żagle tej partii. Sukces może jeszcze bardziej zmobilizować ich wyborców jesienią. Na razie wszystkie inne partie mówią, że nigdy nie stworzą z nią rządu, ale matematyka może przesądzić. Zwycięstwo w jesiennych wyborach do władz landów to już jest wejście w bardzo poważną politykę, bo pamiętajmy, że ich reprezentanci zasiadają w Bundesrat, czyli drugiej izbie niemieckiego parlamentu. A to oznacza, że mają konkretny wpływ na politykę federalną - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
- Eurowybory są znacznie istotniejszym prognostykiem w Niemczech niż np. w Polsce i z tego względu można powiedzieć, że to dla Niemiec jest kiepska wróżba - podsumowuje dr Łada-Konefał.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>