Putin i Kim Dzong Un podpisali pakt. "Więcej obrazu niż treści". Ale jest coś, co powinno niepokoić
Pierwsza od 24 lata wizyta Władimira Putina w Korei Północnej zakończyła się podpisaniem "wieloaspektowego strategicznego traktatu o partnerstwie", obejmującego klauzule dotyczące współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Co to tak naprawdę oznacza?
Zdaniem dr Agnieszki Bryc nie ma mowy o "dramatycznym zwrocie akcji". - Jak popatrzymy z oddali, to można uspokoić i powiedzieć, że w tym spotkaniu było dużo kreowania wizerunku jednoczących się dyktatur. Ale jednoczenia jest więcej na papierze - oceniła w TOK FM ekspertka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Jak dodała, prezydent Rosji chce pokazać siebie jako przywódcę, który od długiego czasu nie jest izolowany, odbywa podróże zagraniczne i - co więcej - z tych zagranicznych podróży dowozi sojuszników. - Ale Rosjanie próbują też wykreować obraz, że oto tworzy się nowa jakość, nowy sojusz, nowe struktury bezpieczeństwa w Azji. Ale to więcej obrazu niż treści - podkreśliła rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Putin w Korei Północnej. Czy jest się czego bać?
Bryc wskazała przy tym, że owa "wielka umowa" jest w znaczmy stopniu i w kluczowych punktach, powtórką z radzieckiej umowy o dobrosąsiedztwie jeszcze z 1961 r. Łącznie z kluczowym zapisem, którym wszyscy się dziś mocno emocjonują, a który brzmi: "W przypadku napaści militarnej na jedno z państw sojuszniczych, drugie przychodzi mu z pomocą". Gościni "Światopodglądu" wskazała na jedną różnicę między umowami z czasów ZSRR i tą najnowszą. - W nowej wersji jest dopisane, że nie godzi to z zapisami artykułów o prawie do samoobrony z Karty Narodów Zjednoczonych, czyli artykułem 51. - wyjaśniła.
- Co z tego wynika? - pytała dziennikarka TOK FM.
- Wielka wrażenie, że mają sobie ruszyć na pomoc. Zwłaszcza, że tam są jeszcze inne artykuły, które mówią: "W przypadku poczucia zagrożenia musimy się skonsultować i uzgodnić wspólne stanowisko" - tłumaczyła naukowczyni. W ocenie dr Bryc, to, co może faktycznie niepokoić, to fakt, że utrwala się "ciąg maszynowo-wojskowy", czyli sposób na militarne wsparcie Rosji. Bo Kim Dzong Un wspiera Putina, co w czasie sankcji i izolacji prezydenta Rosji ma nie tylko symboliczne znaczenie.