Harris zastąpi Bidena w wyścigu o Biały Dom? "To wcale nie jest takie oczywiste"
Rezygnacja prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena z ubiegania się o reelekcję była oczekiwana, ale wcale nie taka pewna. - Zdawałem sobie sprawę, że presja będzie rosła, ale nie byłem pewien, czy prezydent zdecyduje się wycofać z wyścigu, mówił w "Wywiadzie politycznym" dr Marcin Fatalski z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Gość Karoliny Lewickiej przekonywał, że Biden jest człowiekiem, który po tym jak podejmie decyzję, nie ustępuje i stara się zrealizować ją za wszelką cenę. - Jest po prostu uparty - stwierdził.
Uparty i dumny
Fatalski przyznał, że ta cecha charakteru w dużej mierze doprowadziła go do miejsca, w którym się ostatecznie znalazł pomimo licznych ciosów osobistych i zawodowych, które na niego spadały.
- W końcu został prezydentem, co więcej zagrodził drogę do Białego Domu Trumpowi, z czego jest ogromnie dumny - tłumaczył. Nic dziwnego, że uznał, że jest jedynym kandydatem, który może to zrobić ponownie.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Podejmując decyzję o rezygnacji w ostatni weekend, Biden stanął wobec pytania, na które nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć. - Kto go może zastąpić? Kto ma większe szanse od niego? - mówił Fatalski. I wyjaśniał, że sama deklaracja Bidena w tej sprawie wcale nie załatwia sprawy.
Wola partii
Wszystko wyjaśni się bowiem na konwencji Demokratów w sierpniu i zależy od delegatów.
- Wprawdzie Biden namaścił na swoją następczynię Kamalę Harris, ale oni nie są zobligowani do tego głosowania - tłumaczył gość TOK FM. Choć przyznał, że władze partii zrobią pewnie wiele w tym kierunku. - Wszyscy czołowi przedstawiciele partii, przywódcy, gubernatorzy, kongresmeni dogadują się co do tego, że stoją za nią murem. Nawet ci, którzy nie stoją, to milczą. Po to, żeby ją wyłonić i żeby delegaci wiedzieli, że taka jest wola partii - wyjaśniał.
- Kamala Harris jest oczywista z powodu mechanizmu systemu władzy oraz mechanizmu wyborczego, ale niekoniecznie jest oczywista z punktu widzenia woli partii. Bo partia Demokratyczna jest ogromna, ale mniej jednolita - stwierdził Fatalski. Teraz Harris musi przekonać tych, którzy wciąż nie są do niej przekonani. A wielu z nich nie było przekonanych nawet do duetu Joe Biden - Kamala Harris.
Gość TOK FM przytoczył jeden z sondaży, w którym Trumpa jest w stanie pokonać duet Hillary Clinton - Kamala Harris, ale sama Kamala jako kandydatka na prezydenta już nie. - Czyli ona jest oczywista, ale czy jest tą kandydatką, która pokona Trumpa? - zastanawiał się ekspert.
Murem za swoimi
Fatalski przyznał, że coraz większa część Amerykanów zaczyna się przejmować. Niekoniecznie polityką zagraniczną: wojną w Gazie, wojną ukraińską, albo problemem Tajwanu. - Są przejęci swoim krajem. Infrastrukturą, stanem, rywalizacją gospodarczą, odpływem przemysłu. I w tym sensie przyglądają się dwóm, czy też dwojgu kandydatów na prezydenta. Myślę, że poziom zainteresowania wśród wyborców jest większy. Ciekaw jestem bardzo tej frekwencji wyborczej - przyznał, dodając, że to będzie jeden z kluczy ewentualnego zwycięstwa kandydatki Demokratów.
- Natomiast polaryzacja, której jesteśmy świadkami i fakt, że nawet te potknięcia prezydenta Bidena znacząco nie wpływały na sondaże, pokazuje, że ludzie stoją murem za swoimi kandydatami - zauważył gość TOK FM. Jego zdaniem wyraźnie widać, że ewentualne przepływy odbywają się już tylko na kurczącej się grupie niezdecydowanych.
- Poziom zainteresowania polityką w USA jest większy, dlatego, że poziom lęku jest na tyle wysoki, że wreszcie zainteresowali się tym, kto zasiądzie w Białym Domu - spuentował.