,
Obserwuj
Świat

Trzecia ofensywa Izraela w Strefie Gazy. Armia boi się rozejmu? "Chcą jak najwięcej ugrać"

4 min. czytania
11.08.2024 17:42
W sobotę Izrael zaatakował budynek szkoły w Strefie Gazy, zabijając ponad 100 cywili. Jak tłumaczyła armia, w placówce znajdował się "punkt dowodzenia Hamasu". - To bardzo wygodny pretekst i zawsze tak można powiedzieć. Możliwe, że tak było, natomiast pojawia się pytanie, czy z punktu widzenia Izraela jest to gra warta świeczki - analizowała w TOK FM prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska z Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej SGH w Warszawie.
|
|
fot. AFP

Ponad 100 Palestyńczyków zginęło, a kilkudziesięciu zostało rannych w sobotę w wyniku izraelskiego ataku na szkołę w mieście Gaza, gdzie schronili się uchodźcy - podał Hamas w oświadczeniu cytowanym przez Reutersa.

Strona izraelska podała, że atak sił powietrznych w rzeczywistości był wymierzony nie w cywili, lecz w ukrywające się na terenie placówki stanowisko dowódcze Hamasu. Zapewniono, że wojsko podjęło kroki w celu zminimalizowania liczby ofiar wśród ludności cywilnej, wykorzystując w tym celu "precyzyjną amunicję, obserwację z powietrza i informacje wywiadowcze".

Tego najbardziej boi się Putin. Wyjawił, jaki ruch może wykonać Rosja. 'Kulminacyjny moment'

Izraelski atak na szkołę w Strefie Gazy. "Nikt nie jest bezpieczny nigdzie"

Jak wskazała w TOK FM prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska z Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej SGH w Warszawie, to już kolejny przypadek, w którym Izraelczycy usprawiedliwiają w ten sposób atak na obiekty cywilne.

- To nie jest pierwsza szkoła, bo wcześniej była inna szkoła i był szpital. Za każdym razem armia izraelska uzasadnia to tym, że obiekt cywilny był wykorzystywany przez terrorystów do krycia się. To bardzo wygodny pretekst i zawsze tak można powiedzieć. Możliwe, że tak było, natomiast pojawia się pytanie, czy z punktu widzenia Izraela, czyli likwidacji Hamasu, jest to gra warta świeczki, czy kwestia ilości osób poszkodowanych przy okazji takich działań da się jakoś usprawiedliwić - zastanawiała się ekspertka w weekendowym wydaniu "Poranka Radia TOK FM".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

W ocenie prof. Modrzejewskiej-Leśniewskiej strona izraelska coraz mniej liczy się z ofiarami cywilnymi w Strefie Gazy. - Jeszcze na początku była mowa o przesiedlaniu cywilów do bezpiecznych stref, ale w rzeczywistości nawet te bezpieczne strefy stawały się celami ataku, bo ponoć tam się ukryli hamasowcy. Można odnieść wrażenie, że Izrael idzie po całości. Jaki jest tego cel? Poza czysto efektami militarnymi ma to też oddziaływanie psychologiczne. To, że nikt nie jest bezpieczny nigdzie, wpływa na społeczeństwo palestyńskie, które ma dosyć tej trwającej od prawie roku wojny - tłumaczyła gościni TOK FM.

Amerykanie potępiają, ale i wspierają. Mają jedną zasadę

Atak Izraela wywołał oburzenie na najwyższych szczeblach światowej polityki. Szef unijnej dyplomacji UE Joseph Borrell powiedział, że zdjęcia zniszczonej szkoły w Gazie wywołały w nim "przerażenie", a sprawozdawczyni ONZ ds. praw człowieka na okupowanych terenach palestyńskich Francesca Albanse oskarżyła Izrael o "ludobójstwo".

Głos w sprawie sobotnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie zabrała także Kamala Harris. Jak stwierdziła wiceprezydentka oraz kandydatka Demokratów na prezydentkę USA, w Gazie "po raz kolejny zginęło zbyt wielu" i zobowiązała Izrael do "unikania ofiar wśród palestyńskich cywilów".

Usłyszała ukraiński akcent i wpadła w szał. 'Było już za późno'

Zdaniem ekspertki warszawskiej uczelni reakcję Stanów Zjednoczonych można uznać za powściągliwą, co można wyjaśnić zbliżającymi się listopadowymi wyborami. - Z jednej strony są głosy potępienia, a z drugiej pewne gwarancje wsparcia dla Izraela - zwróciła uwagę. Jednak - jak podkreśliła - te gwarancje dotyczą jedynie działań obronnych.

- Amerykanie nie chcą się angażować w działania ofensywne Izraela. Działają na zasadzie: pomagamy wam zachować bezpieczeństwo, ale nie liczcie na nas w działaniach ofensywnych. Myślę, że czas kampanijny wpływa hamująco na deklaracje i działania USA - mówiła prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska.

9 sierpnia, czyli dzień przed sobotnim atakiem izraelskie wojsko rozpoczęło trzecią w trakcie wojny ofensywę lądową na Chan Junus na południu Strefy Gazy. Z miasta ucieczkę podjęło tysiące cywilów. Izraelska armia przeprowadziła na nie ponad 30 nalotów. Według władz lokalnych w piątek w okolicach Chan Junus zginęło co najmniej 20 Palestyńczyków.

'Jeśli jutro spadnie bomba, może to wszystko nie ma znaczenia'. Pytamy Izraelczyków o atak Iranu

Trzecia ofensywa w Strefie Gazy. "Obawiają się, że do zawieszenia broni jednak dojdzie"

Jak uzupełniła ekspertka w TOK FM, równolegle w Izraelu odbywają się masowe protesty, których uczestnicy nawołują do rozpoczęcia rozmów o rozejmie i wydania ciał zakładników. Dlatego czas i skala izraelskiej ofensywy nie jest przypadkowa.

- Armia próbuje zrobić jak najwięcej, póki może, bo są jednak oczekiwania ze strony społeczeństwa izraelskiego, dotyczące podjęcia rozmów. Działania armii są działaniami w specyficznej sytuacji, gdzie dowódcy wojskowi obawiają się, że do zawieszenia broni jednak dojdzie, więc - z militarnego punktu widzenia - chcą jak najwięcej ugrać, czyli pozbyć się jak największej liczby bojowników, przywódców Hamasu czy innych organizacji. Więc te operacje raczej będą prowadzone, a najbardziej poszkodowana jest tu oczywiście ludność cywilna - komentowała prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska w "Poranku Radia TOK FM".