Tu ludzie często znikają bez śladu. A to tuż przy granicy z Polską
- Słowackie góry Trybecz skrywają wiele tajemnic;
- Turyści mówią o doświadczeniu 'tajemniczej dezorientacji i nagłej, złowrogiej ciszy'
- Najgłośniejsza była historia turysty, który zaginął, ale się odnalazł
Tekst ukazał się w październiku 2024 roku. Przypominamy Państwu ten tekst, ponieważ był jednym z najchętniej czytanych w 2024 roku. Zespół tokfm.pl zapewnia, że artykuł nadal jest aktualny.
Są na świecie miejsca, o których można powiedzieć, że wieje tam grozą. O niektórych jest głośno, inne znane są tylko wtajemniczonym. Podcast "Ciemne miejsca" to właśnie przewodnik po takich zakątkach świata. W pierwszym odcinku nowego sezonu Małgorzata Wołczyńska zaprasza na wyprawę w słowackie góry Trybecz, gdzie wiele osób zniknęło bez śladu.
'Weź jeden głęboki wdech. Kiedy wypuścisz powietrze, umrzesz'. Te warsztaty zmieniły moje życie
Znikający ludzie
W tym karpackich górach, niewysokich i niedużych (zaledwie 50 kilometrów długości), co kilka lat ktoś znika. Dokumenty o zaginięciach sięgają 1929 r. Ostatnie miało miejsce raptem cztery lata temu. Po Słowaku, który tam się wówczas znalazł, został tylko pusty samochód i włączone radio.
Najgłośniej było jednak o tym, który się zgubił, ale potem się znalazł.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Walter Fisher
Walter Fisher powrócił po trzech miesiącach. Była zima 1939 r. Był zakrwawiony i nieprzytomny, a jego ciało pokrywały dziwne poparzenia. Mężczyzna nigdy już nie wrócił do zdrowia, przede wszystkim psychicznego. Został umieszczony w zakładzie psychiatrycznym i tam zmarł. Nigdy nie udało się ustalić co go właściwie spotkało i jak udało mu się samotnie przeżyć zimą w górach Trybecz.
Jego historia jest punktem wyjścia dla książki "Szczelina" Josefa Kariki, która rozsławiła zniknięcia w tych słowackich górach. Co ważne, o ile sama historia Fishera jest autentyczna, o tyle wiara w resztę opowieści jest już decyzją czytelników.
To teren dzikich zwierząt
Gościem podcastu Wołczyńskiej był Bartłomiej Kuraś, pisarz i dziennikarz Gazety Wyborczej, który w latach 1999-2003 był korespondentem tego tytułu w Zakopanem. Świetnie zna Tatry, ale bywał też w wielu innych górach, również w Trybeczu - To nie jest miejsce bardzo popularne wśród polskich turystów - stwierdził. Może dlatego, że mamy góry bliżej i to większe. Najwyższy szczyt tych gór jest niższy od Gubałówki, a z Krakowa trzeba tam jechać przynajmniej pięć godzin.
Kościół 'rzucił im ochłap'. 'Nie uderzaj¹ twardo, że jesteś idiotką, tylko miękko'
Kuraś nie podważał informacji o zaginionych, ale przekonywał, że takie historie można znaleźć niemal w każdych górach, również w naszych Tatrach. Podał konkretne przykłady i próbował wyjaśnić, jak dochodzi do takich wypadków - Góry to obszar, gdzie dzika przyroda daje o sobie znać. Są zwierzęta żyjące swoim rytmem - tłumaczył. Ofiary wypadków często po prostu stają się pożywieniem drapieżników. - Kości mogą być zawleczone gdzieś do jakiejś jaskini i możemy się w ogóle nie dowiedzieć o takim przypadku. Ale są też znane z przeszłości historie, że ktoś z różnych przyczyn chce zniknąć - zauważył.
Kiedy warto kupić mieszkanie? 'Tak bym planował'
Racjonalne wyjaśnienie
- Góry skrywają wiele tajemnic - przyznał gość Wołczyńskiej. Jego zdaniem fenomen Trybeczu to w sporej mierze efekt pracy słowackiego pisarza, który zebrał w jeden tekst historie z tych akurat gór. - Nabiera to kolorytu tajemniczości - ocenił. I jednak próbował znaleźć racjonalne wyjaśnienie do różnego rodzaju okoliczności.
Autorka podcastu próbowała akcentować elementy paranormalne, na co jej gość odpowiadał anegdotami podważającymi takie wnioski. Czy wierzyć turystom, którzy po powrocie z gór Trybecz mówili "o tajemniczej dezorientacji i nagłej, złowrogiej ciszy" czy jednak zakładać, że to tylko podkoloryzowane emocje i wszystko da się wytłumaczyć? Tak naprawdę decyzja należy do każdego, kto wysłucha podcastu "Ciemne miejsca".