"Weź jeden głęboki wdech. Kiedy wypuścisz powietrze, umrzesz". Te warsztaty zmieniły moje życie
Zanim wezmę udział w warsztatach - i zanim Katarzyna Boni w ogóle zacznie je organizować - w Japonii dojdzie do katastrofy, w której zginie prawie 19 tysięcy osób. Stanie się to 11 marca 2011 roku, kiedy silne trzęsienie ziemi nawiedzi północno-wschodnie wybrzeże. Zegarki pokażą 14:46. Sejsmolodzy opowiedzą później o potężnej sile - 9,0 w dziewięciostopniowej skali Richtera. Wstrząs wywoła powstanie gigantycznych fal tsunami. A kiedy wzburzona woda przedrze się przez wały chroniące elektrownię jądrową w Fukushimie, spowoduje uszkodzenie systemu chłodzenia reaktorów. W trzech z sześciu dojdzie do stopienia rdzeni. Uwolnione pierwiastki radioaktywne skażą powietrze, ziemię i wody przybrzeżne.
Później, kiedy katastrofa zostanie już opisana w wielu tekstach i książkach, Katarzyna Boni postanowi napisać o tym, co stało się po niej. Jak Japończycy radzą sobie z traumą i utratą bliskich. Zacznie jeździć do Japonii i pytać o sposoby na odbudowywanie siebie. Będzie przyglądać się, jak przechodzą przez żałobę. Tak właśnie trafi na "Warsztaty umierania".
To oni pomagają Polakom w umieraniu. 'Księża są tylko mocni w gębie'
20 karteczek, 20 skarbów
Gdy Katarzyna Boni prosi o przygotowanie 20 karteczek, które będziemy w czasie warsztatu wypełniać tym, co jest dla nas najcenniejsze, jestem spokojna. Nigdy nie stworzyłam mojego osobistego top 10, ale zapytana o rzeczy, które się dla mnie liczą, właściwie zawsze odpowiadałam bez zastanowienia.
Za co chcą wyrzucić ministrę Leszczynę? 'Polityka kadrowa jest beznadziejna'
Karteczki mają cztery kolory. Na żółtych wpisujemy przedmioty materialne. Od razu wiem, że pierwszą zajmie mój laptop.
Na zielonych karteczkach lądują rzeczy związane z naturą, ukochane smaki i wyjątkowe miejsca. Nie tylko te konkretne - jak trzepak na podwórku, ale też te ściśle nieokreślone - jak po prostu góry, łąki, bagna czy lasy.
Na niebieskich - aktywności i czynności, które czynią nasze życie pięknym. Te stanowiące część codzienności i te pozostające w sferze marzeń. Również wartości rozumiane jako to, co jest w życiu ważne - miłość, przyjaźń, rodzina, rozwój, duchowość.
Na czerwonych - osoby. Na każdej kartce inna. Nie ma ułatwień - "rodziców" ani "dzieci". Jedna kartka może pomieścić tylko jednego człowieka.
Wpisuję mamę, siostrę i chłopaka. Tata już nie żyje, więc mam dwie kartki na dwóch przyjaciół. Czy dwie przyjaciółki? Jak wyłonić taką parę? Coś piszę, coś kreślę. Biorę kolejną karteczkę...
Na zielonej wpisuję smak kawy, bez którego nie wyobrażam sobie poranka. To jest łatwe, zielone kartki zapisuję w minutę. Na ostatniej ląduje las, po którym spacery pokochałam w pandemii. Na niebieskich, jako pierwszy, wpisuję taniec. Kocham tańczyć. Po chwili mam już wszystko.
Feliks z popiołów. 'To ksiądz wybrał dla mnie imię. Miałem być tym, który ocaleje'
Myślę, że jestem gotowa. Zamykam oczy, a Katarzyna zaczyna czytać historię:
"Jest ciepły wiosenny dzień, niedawno zakwitły forsycje. Jest tak pięknie, że w drodze do domu specjalnie wysiadasz jeden przystanek wcześniej, żeby przejść się kawałek po słońcu. Otwierasz drzwi, zdejmujesz buty. Idziesz do kuchni, nastawiasz wodę na makaron. Ostatnio nie masz apetytu, za to często w dole brzucha pojawia się dziwne uczucie ciężkości. Ale to tylko zmęczenie. Dużo pracy, szare zimowe dni, nic dziwnego, że organizm jest osłabiony. 'Potrzebuję wakacji' - myślisz. (...) Ale dziwne uczucie nie mija przez tydzień. Wiesz, że dzieje się coś niedobrego".
Nagle słyszę od prowadzącej hasło: "Otwórz oczy, spójrz na kartki leżące przed tobą i wybierz jedną z nich. Taką, z którą najłatwiej jest ci się rozstać. Taką, której strata powoduje najmniejszy ból. Weź ją do ręki. Spójrz na nią. Zgnieć i wyrzuć na ziemię".
Patrzę na kartki i zgniatam tę z napisem "komputer". Odrzucam ją, jednocześnie nie wierząc, że naprawdę to robię. Przecież na tym laptopie mam "wszystko". Chciałabym zapytać siebie: "To nawet smak kawy jest ważniejszy?", ale Katarzyna już czyta dalej...
"Mówisz rodzinie, że kiepsko się czujesz. Umawiasz się na badania. Dopytują o objawy. Zmęczenie, biegunka, bóle, ale gdzie i jakie. Pojawiło się osłabienie? A jaka jest historia rodziny?".
Katarzyna czyta dalej - o pobieraniu krwi, prześwietleniach, tomografii i rezonansie. O wizycie u lekarza, który ma na sobie czarną marynarkę i biały kitel. O słowach, które wypowiada. "To jest rak" - pada w jego gabinecie.
Z historii znów wyciąga mnie polecenie. Tym razem mam wybrać aż dwie kartki i wyrzucić je za siebie. Odrzucam więc kolejne żółte karteczki. Kolejne rzeczy. Bo to tylko rzeczy. Nadal wiele posiadam. Jeszcze czuję resztki spokoju.
Katarzyna wraca do historii. "Przez następne dwa tygodnie potwierdzasz diagnozę" - słyszę. Potem jest o tym, które to stadium, jakie metody leczenia zastosować: chemia czy naświetlanie...
Czuję, że to może być moja historia. To ja mogłabym wieczorami wchodzić na fora internetowe i sprawdzać, co piszą ludzie po chemioterapii. Mogłabym przyzwyczajać się do narastającego uczucia ciężkości w brzuchu, tak jak przyzwyczajałam się już dziesiątki razy do innych dolegliwości, które musiały czekać w kolejce za tym, co w danej chwili było "najważniejsze".
Kiedy pozbywam się ostatnich przedmiotów, czuję, że moje dłonie robią się wilgotne. Chciałabym móc zatrzymać się w tym miejscu chwilę dłużej. Jeszcze nie jestem gotowa oddać więcej, ale Katarzyna kontynuuje opowieść o kolejnych badaniach i kolejnych stratach.
Na podłodze lądują kolejne karteczki. Tracę mieszkanie, moją bezpieczną przystań. Od tego momentu mam już nigdy więcej nie poczuć zapachu kawy. I nie pójść do lasu. Katarzyna czyta, że usunięto mi guza, ale ja nadal czuję się słabo. "Ja", bo odtąd czuję, że to wszystko jest o mnie. Płaczę.
O tylu miejscach mówię, że je kocham, a jednocześnie tak rzadko w nich bywam. Mówię, że kocham taniec, ale nie pamiętam, kiedy ostatni raz tańczyłam. Czy ktoś mi obiecał nadejście idealnego czasu, w którym jeszcze uda się to wszystko robić? A jeśli nie, to dlaczego sama to sobie wmówiłam? Dlaczego pozwalam, by w tym "dziś", które faktycznie posiadam, brakowało mi czasu właśnie na te rzeczy, które karmią mnie najbardziej?
Dlaczego strata czegoś, z czego wcale nie korzystałam, boli tak bardzo?
Katarzyna mówi, że: "badania patologiczne wykazały przerzuty. Biorę chemię w pastylkach. Siedem dni w tygodniu. Pięć dni w tygodniu mam naświetlania. W ustach mam bolesne rany. Łamią mi się paznokcie?".
Patrzę na kartki. Wybieram dwie. Zgniatam. Wyrzucam. I płaczę dalej. Trochę głośniej. Płaczę do całkowitej utraty zdrowia i możliwości ruchu. Do utraty wszystkiego, co było ważne. Do pożegnania z mamą i siostrą. Do momentu, w którym Katarzyna przeczyta, że ból odszedł i nie słychać już głosu lekarza.
"Odetchnij głęboko trzy razy. Raz. Dwa. Trzy. Weź jeden głęboki wdech. Kiedy wypuścisz powietrze, umrzesz".
...
Umieram.
Kobiety 'na celowniku'. 'Pytanie nie brzmi, czy zostaniemy zgwałcone, tylko ile razy'
Jak życie po śmierci
Na białej kartce zapisuję: "Chcę żyć". Wokół słów kreślę czarne od długopisu koła. Jeszcze nigdy nie pragnęłam życia tak bardzo. Jeszcze nigdy nie byłam tak świadoma tego, jak wiele posiadam. Ale też - jak mało z tego korzystam.
- Strata jest częścią życia, a kochając, żyjąc i wiążąc się z innymi, wiążemy się również ze stratą - mówi Katarzyna pod koniec warsztatu. - Kiedy działamy z miejsca miłości, strata nie będzie mniej boleć, ale przynajmniej nie będziemy się obwiniać, że czegoś nie zrobiliśmy. Kiedy wiemy, co kochamy, na kim nam zależy, co jest dla nas w życiu ważne, możemy podejmować nasze codzienne decyzje z miejsca, w którym wiemy o sobie więcej - dodaje później.
Jeśli można powiedzieć, że nie w każdym życiu zawiera się taka sama gęstość życia, to ja przyznaję, że po tych warsztatach u mnie zgęstniało. O tym, że chcę rzucić pracę, wiedziałam godzinę później. I bardzo szybko tak też zrobiłam. Zaczęłam codziennie chodzić nad Wisłę. Regularnie jeździć do lasu i patrzeć w niebo. Oraz nie spieszyć się, gdy piję swoją pierwszą, poranną kawę z cynamonem, kardamonem, goździkami i mlekiem.
Tak robiłam. Tak było.
Dziś zastanawiam się, czy da się zapamiętać pewne rzeczy raz na zawsze? Doświadczyć ich wagi i już nigdy nie stracić z oczu? Wątpię. Ale jestem pewna, że - właśnie dlatego - warto sobie o tym co kochamy i jak wiele mamy regularnie przypominać.
"Warsztaty umierania"
- Te warsztaty były organizowane jeszcze przed katastrofą [w Japonii], ale po wydarzeniach z marca 2011 nabrały nowego znaczenia. Coraz więcej osób chciało w nich wziąć udział i coraz więcej buddyjskich mnichów chciało je prowadzić. Rozprzestrzeniły się po Japonii - mówi mi reporterka Katarzyna Boni.
Do mnichów - a właściwie jednego mnicha, Tetsui Urakamiego - warsztaty przywędrowały od japońskiej pielęgniarki. Ta przywiozła je ze Stanów Zjednoczonych, gdzie były prowadzone dla wolontariuszy w hospicjach. Ich celem była pomoc w lepszym zrozumieniu emocji ludzi, którymi się opiekują. Ludzi umierających. Przystosowaną przez japońskiego mnicha wersję, Katarzyna zaadaptowała do polskich realiów. I do siebie.
Tu ludzie często znikają bez śladu. A to tuż przy granicy z Polską
- Po rozmowach z mnichem Urakamim i po tym, jak wzięłam udział w warsztatach, zrozumiałam, że to sposób, który również w naszym kręgu kulturowym może pomóc zetknąć się z emocjami wokół straty. Dotknąć czegoś trudnego, może choć trochę to oswoić i dzięki temu żyć bliżej tego, co dla nas ważne - mówi. Jak jednak dodaje, pomysł prowadzenia warsztatów w Polsce właściwie nie był jej. Wyszedł od bliskich.
- Poprosili mnie o to znajomi, którzy wiedzieli, że przez takie warsztaty przeszłam. Zaczęło się więc od mojego mieszkania. Później wieść się rozniosła. Zaczęli odzywać się do mnie ludzie, którzy przeczytali „Ganbare! Warsztaty umierania". Pisali maile, podchodzili na targach książki - pytali, czy prowadzę takie warsztaty. Stwierdziłam, że skoro tak dużo ludzi jest zainteresowanych, to zorganizuję polską wersję warsztatów umierania.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
*W tekście został zaprezentowany tylko fragment "Warsztatów umierania", na ich całość składa się znacznie więcej elementów.
Informacje o warsztatach:
FB: https://www.facebook.com/KatarzynaBoni/
Strona internetowa: www.katarzynaboni.pl
Kontakt: warsztatyumierania@gmail.com