W Hiszpanii wrze. "Kiedy uda się posprzątać, wyjdą na ulice i będzie grubo"
Sytuacja w hiszpańskiej prowincji Walencja wciąż jest bardzo trudna. Tereny, przez które przeszła powódź, odwiedzili w niedzielę hiszpański król Filip VI i premier Pedro Sanchez. Mieszkańcy obrzucili ich błotem i wyzwiskami. - Wynocha! Mordercy! - krzyczał rozgniewany tłum.
Dlaczego Hiszpanie są wściekli na władze?
Walkę z powodzią na miejscu obserwuje reporter Radia ZET Maciej Bąk. W rozmowie z tokfm.pl opisywał, że Hiszpanie są wściekli na premiera i władze regionalne. - Z racji politycznego sporu są problemy z koordynacją pomocy. Właściwie przez pierwsze klika dni miał miejsce decyzyjny paraliż. Jestem teraz w miasteczku Chiva, 25 kilometrów od Walencji. Tutaj powódź zmiotła domy z powierzchni ziemi, a ludzie mówią, że wojsko przyjechało dopiero wczoraj [niedziela - red.]. Przez cztery dni byli zostawieni sami sobie. Były tylko lokalne służby, które nie miały instrumentów, żeby pomagać - relacjonował.
Jak dodał, obecnie sytuacja powoli się normuje. - Jestem w centrum i widzę, że jest trochę wojskowych. Miasto jest w miarę ogarnięte. Ale przez te kluczowe pierwsze dni ta społeczność była opuszczona - podkreślił. Podobnie było w innych miejscach dotkniętych powodzią. - Chociażby Aldaia czy słynna Paiporta. Tam większość pomagających stanowili wolontariusze, których zresztą władza w pewnym momencie nie chciała w ogóle wpuścić - dziwił się Bąk.
Dziennikarz Radia ZET mówił o kumulacji emocji. - Premier Sanchez, który bardzo szybko uciekł z miejsca zdarzenia, tłumaczy, że nakręciły to skrajne ugrupowania. Ale trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że o tych frustracjach mówili wszyscy, a nie tylko jacyś skrajni bojówkarze - zaznaczył nasz rozmówca. - Po prostu ludzie są wkurzeni, sfrustrowani, wściekli. Nie spotkałem ani jednej osoby, która by powiedziała chociaż pół dobrego słowa o reakcji władz - dodał.
Wielki kłopot Kościoła w Polsce ujawniony. Wszystko przez papieża Franciszka">
Według Macieja Bąka ta eskalacja, która była widoczna w ostatni weekend, może jeszcze wracać. - Znając Hiszpanów, to kiedy uda się posprzątać pierwszy bałagan, to po prostu wyjdą na ulice i będzie grubo - przewidywał dziennikarz.
Największa tragedia od czasów zamachu terrorystycznego w Madrycie. 'Hiszpanie są w szoku'
Powódź w Hiszpanii. Ofiar może być znacznie więcej
Hiszpańska obrona cywilna oszacowała dotąd liczbę ofiar powodzi na 217. Zaginionych może być jednak nawet tysiąc osób.
W poniedziałek (4 listopada) trwa operacja przeczesywania trzypiętrowego parkingu podziemnego w Bonaire - największym centrum handlowym w okolicy. - Przez ostatnie dni narosło mnóstwo plotek, że mogą tu być setki ofiar. Na razie nieoficjalne doniesienia hiszpańskich mediów mówią, że póki co nie znaleziono tam ciał. Czy taki będzie bilans dnia, zobaczymy. Jeżeli, tak to przynajmniej ta jedna rzecz będzie pewnego rodzaju ulgą - powiedział Bąk.
Dziennikarz nie ma jednak wątpliwości, że ofiar będzie więcej. - To centrum handlowe stało się obiektem zainteresowania mediów, więc skupiono tam bardzo duże siły. Natomiast oczywiście różnych podziemnych pomieszczeń jest mnóstwo. Może się więc okazać, że ten bilans ofiar będzie rósł jeszcze przez wiele tygodni, kiedy w końcu służby dotrą i np. do takiej Chivy. I zaczną tutaj przeczesywać miejsca, które może nie do końca są na świeczniku, ale też mogą być tam ludzie - podkreślił.
Specjalny wysłannik Radia ZET do Hiszpanii wskazał także, że wśród lokalnej społeczności narasta przekonanie, że dane o ofiarach są zafałszowane. - I trudno się temu dziwić, bo to aż niemożliwe, żeby przy takiej skali ta liczba nagle się zatrzymała na dwustu kilkunastu osobach. Być może władze też czekają, w obawie przed niepokojami, żeby radykalnie wyższej liczby nie podawać teraz, kiedy w Hiszpanii po prostu wrze - mówił.
'Dużo ludzi o powodzi dowiadywało się w momencie, jak już byli zalani'
W Walencji zaledwie w ciągu kilku godzin spadło tyle deszczu, ile w ciągu kilku dni w czasie ostatnich powodzi w Polsce. Zdaniem naszego rozmówcy działanie polskich władz było dużo bardziej sprawne.
- Bez dwóch zdań. W Hiszpanii sytuacja jest nieproporcjonalnie gorsza. Ta powódź jest pod względem ofiar dużo bardziej katastrofalna i oczywiście trudniej jest ją opanować. Natomiast polskie władze, nawet jeśli miały jakieś swoje potknięcia, to jest nic w porównaniu do niewysłania żołnierzy przez cztery dni na miejsce zdarzenia - wskazał Bąk.
- Poza tym meteorolodzy ostrzegali przed tym, że będzie gigantyczny opad, ale znowu coś zawiodło w komunikacji pomiędzy rządem centralnym a regionalnym. I takie ostrzeżenia nie były kierowane w sposób zasadniczy do mieszkańców. Nie było na czas odpowiedników naszych alertów RCB. Przez to dużo ludzi o powodzi dowiadywało się w momencie, jak już byli zalani - podsumował z Hiszpanii dziennikarz Radia ZET.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły