Kurza hekatomba przetacza się przez USA. Dotrze i do nas?
- Na amerykańskich fermach gdakania słychać coraz mniej. Całe stada spotyka smutny los, bo masowe wybijanie kurników to jedyna skuteczna metoda walki z plagą ptasiej grypy;
- Zaraza przetacza się przez Stany Zjednoczone od ponad roku i końca nie widać;
- W masowej amerykańskiej wyobraźni jaja stały się symbolem dramatycznej drożyzny - jak u nas masło;
- Ceny rosły w ostatnich tygodniach w historycznym tempie. W efekcie jajo za oceanem staje się towarem luksusowym i deficytowym, a cała sprawa - mocno polityczna.
Cena jajek za oceanem wzrosła w ciągu ostatniego roku o 60 procent. Na rynku brakuje ich od miesięcy. W niektórych amerykańskich stanach sklepowe półki świecą wręcz pustkami, a wielkie sieci dyskontów spożywczych wprowadzają reglamentację. W najpotężniejszej na świecie gospodarce - zdawałoby się rzecz nie do pomyślenia. Skąd ta zapaść?
Na amerykański kryzys jajeczny składa się wiele czynników, w tym jeden najważniejszy - epidemia ptasiej grypy. To śmiertelna dla ptaków choroba zakaźna, która roznosi się w tempie pożaru buszu. W tym roku problem wzmacnia zmienna pogoda - w tym huraganowe wiatry - która zmusiła ptaki wędrowne do zmiany tras.
Tak się składa, że dzikie ptactwo jest w przypadku wirusa H5N1 tak zwanym wektorem epidemiologicznym, czyli sposobem przenoszenia choroby na bardzo duże odległości. Dlatego w ciągu ostatnich 12 miesięcy w USA pod nóż trafiło ponad 100 milionów kur, w tym nioski. Bo masowe wybijanie kurników to jedyna skuteczna metoda walki z plagą ptasiej grypy.
Jajka droższe niż mięso
Kurza hekatomba objęła stany z największą w kraju produkcją jajek. Najgorzej sytuacja wyglądała w listopadzie i grudniu, gdy trzeba było eksterminować aż 20 milionów ptaków. To spowodowało pogłębienie produkcyjnego kryzysu w czasie, gdy zapotrzebowanie na jajka jest największe. Bo to właśnie przed Bożym Narodzeniem gospodynie domowe szturmem biorą półki z nabiałem niezbędnym do świątecznych wypieków. W tym czasie cena jajek tradycyjnie rośnie, ale teraz - w ciągu jednego tylko miesiąca - wzrosła o szokujące... 30 procent!
Jajka stały się dla Amerykanów droższe niż najdroższy gatunek mięsa, czyli wołowina. Średnia cena 12 sztuk w grudniu wynosiła - w zależności od stanu - 7-8 dolarów, czyli 20-30 złotych za opakowanie lub inaczej - średnio - ponad 2 złote za sztukę. To dwa razy więcej niż w Polsce za jajko klasy 'L' od kury z wolnego wybiegu i prawie trzy razy więcej niż za takie niższej jakości.
Taniej na razie nie będzie
Co gorsza - producenci nie mają dla Amerykanów dobrych wiadomości. Rynek będzie trwać w jajecznym dołku do końca roku, a może nawet dłużej. Po pierwsze - nie widomo, czy masowe wybijanie drobiu pozwoli w końcu opanować epidemię. A po drugie - odbudowa farm jajecznych trwa co najmniej kilka miesięcy.
Szacuje się, że jajka w USA mają podrożeć do przyszłego roku o kolejnych 20 procent. To oznaczałoby, że jedna z fundamentalnych obietnic wyborczych nie zostanie spełniona. O jaką obietnicę chodzi? O deklarację trwałego i znacznego obniżenia kosztów życia.
To właśnie jaja stoją dzisiaj na drodze nowej ekipie politycznej do osiągnięcia zwycięstwa ważnego dla zwykłych Amerykanów. Z danych Google wynika, że w 2023 roku, gdy USA wpadły w pierwszy kurzy dołek, we wszystkich 50 stanach pytanie o to 'dlaczego jajka są takie drogie' było najczęściej zadawanym pytaniem o konkretny artykuł. Pobiło pytania o 20 innych artykułów, w tym kluczową dla amerykańskiego stylu życia - benzynę.
Nic dziwnego, że Donald Trump regularnie atakował rządzących wówczas Demokratów za szalejącą drożyznę. I obiecywał, że po objęciu Białego Domu obniży ceny jajek. I to od razu. Dzisiaj media społecznościowe wytykają nowemu prezydentowi, że od chwili jego wyboru do dzisiaj ceny znów poszły w górę, nawet szybciej niż przed wyborami.
Gdzie jest polskie masło? To tam trzeba go szukać
W grudniu amerykańska inflacja znów przyspieszyła. Głównie z powodu drożejącej energii oraz żywności, w tym jajek oraz tego wszystkiego, co zawiera jajka. Z brakami na rynku i astronomicznie wysoki cenami zmaga się przemysł spożywczy i gastronomiczny. Restauracje prowadzą o jajka prawdziwe boje i zastanawiają się, ile statystyczny Amerykanin jest skłonny zapłacić za barowe śniadanie, które bez sadzonego czy jajecznicy się nie obejdzie. W mediach społecznościowych rekordy popularności bije pytanie: czym zastąpić jajka. Popularne są też zdjęcia pożegnalnych omletów, skreślanych z codziennych jadłospisów mniej zamożnych Amerykanów.
A jakie mogą być światowe konsekwencje tego zamieszania? To właśnie Stany Zjednoczone są największym producentem jaj na Zachodzie. Więcej wytwarzają tylko Chiny, Indonezja i Indie. Gdy produkcja nie nadąża za popytem, ceny rosną, i to nie tylko tam, gdzie produkcja nie nadąża najmocniej.