Dymisja Kowalczyka. PiS bierze rolników na przeczekanie. "Gniew się wypali, zadbają o tych, na których można polegać"
Henryk Kowalczyk ministrem rolnictwa był od 2021 roku. Mimo dymisji pozostanie w rządzie, bo nie złożył rezygnacji z funkcji wicepremiera.
Dymisja Henryka Kowalczyka to skutek trwających od dawna protestów rolników, którzy od dawna domagali się od rządu zmiany regulacji dotyczących ukraińskiego zboża. W ostatnim czasie protesty bardzo zintensyfikowano. W Szczecinie przed urzędem wojewódzkim stworzono rolnicze miasteczko protestacyjne, we wtorek 4 kwietnia do Czerniczyna pod Hrubieszowem zjechali rolnicy z Lubelszczyzny i Podkarpacia, ale też z innych części Polski.
Blokady i manifestacje to nie wszystko. Rolnicy zakłócali też spotkania, w których uczestniczył Henryk Kowalczyk. Tak było m.in. w marcu w Kielcach. Polityk PiS musiał być ewakuowany z targów Agrotech, bo został wygwizdany przez rolników ze Stowarzyszenia 'Oszukana Wieś'. Doszło do przepychanek, interweniowała policja.
Dymisja Henryka Kowalczyka nic nie zmieni?
Zdaniem Joanny Solskiej z tygodnika 'Polityka' dymisja Henryka Kowalczyka nie 'przysypie' problemów, z którymi zmagają się polscy rolnicy. Szczególnie że były już minister rolnictwa pozostanie w rządzie.
- Henryk Kowalczyk jest autorem polityki wobec rolników produkcyjnych i również wobec wsi. Natomiast dymisja da rządowi chwilę czasu, w myśl zasady: 'Zmieniliśmy ministra, więc poczekajcie i nie protestujcie' - oceniła dziennikarka w rozmowie z Maciejem Głogowskim. Solska przypomniała, że Prawo i Sprawiedliwość 'bardzo hołubi głosy wyborców wiejskich'. - Ale wśród tych wyborców rolników produkcyjnych jest zaledwie 10 proc. i PiS zawsze ich lekceważył. Nawet jak wybuchły ceny nawozów i były dopłaty, to przyznawano je tylko mniejszym rolnikom - przypomniała dziennikarka.
Jak zwróciła uwagę Joanna Solska, nowy minister będzie miał bardzo mało czasu na działanie, a minister Kowalski miał tego czasu aż nadto, by działać w sprawie ukraińskiego zboża. Przypomniała, że już w czerwcu ubiegłego roku AgroUnia protestowała, że elewatory są pełne (bo jest w nich zboże z Ukrainy) i po żniwach nie będzie gdzie sprzedać polskiego zboża. - To wszystko się sprawdziło. Ale minister Kowalczyk dalej deklarował, że będzie tranzyt zboża. Ale jak miał być tranzyt, jak porty nie mają przepustowości wystarczającej i nic nie zrobiono, żeby ją miały? - pytała retorycznie rozmówczyni Macieja Głogowskiego.
Zdaniem gościni TOK FM źródłem kłopotów polskiego rolnictwa jest 'wielka determinacja PiS-u w monopolizowaniu gospodarki'. - Gdyby Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo nie było monopolistą, to producenci nawozów mieliby tańszy gaz. A doszło do tego, że polski rolnik musiał płacić za nawóz więcej niż rolnik niemiecki - przecież wiadomo, że np. zboże polskie będzie droższe. I kula śniegowa się potoczyła - stwierdziła dziennikarka 'Polityki'.
PiS bierze elektorat na przeczekanie
Zdaniem prof. Anny Wojciuk PiS, usuwając Kowalczyka z funkcji ministra rolnictwa, stosuje swoją starą strategię - 'przeczekania gniewu' elektoratu. - Chodzi o to, żeby przeczekać niezadowolenie grup, które nie są pewnymi wyborcami Prawa i Sprawiedliwości, a równocześnie konsolidować elektorat, który na pewno zagłosuje na PiS Gniew niezadowolonych - według rządzących - się wypali, a oni wtedy zadbają o tych, na których można polegać - mówiła ekspertka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Zgodnie z tą tezą rządzący chcą zadbać o sołtysów. We wtorek Rada Ministrów przyjęła projekt przyznający sołtysom, który pełnią swoją funkcję przez co najmniej 10 lat, świadczenie w wysokości 300 złotych miesięcznie. Kwota będzie corocznie waloryzowana. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 lipca tego roku.
- To jest konsekwentne, odkąd PiS przejął władzę: ma zdiagnozowane przychylne mu grupy i tam PiS kieruje transfery społeczne. A polityki rolnej ta partia nie ma - podsumowała Joanna Solska z 'Polityki'.