"Wojsko wie, ale dlaczego to ukrywa?" Ekspert stawia pytania po incydencie w lesie pod Bydgoszczą
Fragmenty obiektu wojskowego, który spadł w lesie niedaleko Bydgoszczy , mogą być - według nieoficjalnych informacji - pociskiem wystrzelonym podczas ćwiczeń. Na razie jednak ani prokuratura, ani Ministerstwo Obrony Narodowej nie potwierdzają tych doniesień.
'Pewnie, że jest strach'. Byliśmy w lesie pod Bydgoszczą, gdzie spadł obiekt wojskowy
Politykę informacyjną polskich służb w sprawie znaleziska w podbydgoskim lesie krytykował w TOK360 Marcin Samsel.
– Wojskowi mówią, że obserwowali obiekt na radarach. Tylko wychodzi na to, że nikt za bardzo go nie szukał, skoro znalazła go przypadkowa osoba (kobieta podczas jazdy konnej - red.). Niestety, sytuacja wygląda bardzo dziwnie – ocenił ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni.
Rozmówca Adama Ozgi przypomniał też sytuację z Przewodowa, gdzie w listopadzie 2022 roku spadła rakieta i zabiła dwie osoby. Wówczas eksperci także zwracali uwagę na opieszałość służb. – Mamy wojnę za naszą granicą, a polityka informacyjna w sytuacjach kryzysowych jest na poziomie lat 70. ubiegłego wieku – wskazał Samsel.
- Wojsko wie, co się stało, tylko dlaczego jest to ukrywane? Przecież każdemu zdarzają się błędy, najpewniej nie stało się to z umyślnej winy kogoś. Natomiast ludzie powinni dostać wiarygodną informację o tym, co się stało – podkreślał ekspert. I argumentował, że brak informacji często rodzi plotki, a to może być niebezpieczne.
– Incydenty w związku z wojną się zdarzają. Jeśli nie wyjaśni się tego rzetelnie, to plotki będą się roznosić lotem błyskawicy. Tu też tak było. Podawano w sieci informacje o rosyjskich napisach na rakiecie, że brakowało w niej głowicy. To właśnie budzi niepokój ludzi, a to tylko krok do niekontrolowanego zachowania, a nawet paniki – podsumował dr Marcin Samsel.