To czarny koń tegorocznych wakacji. Jak zmieniły się ceny po przyjęciu euro?
Mija pierwszych sto dni Bułgarii z euro. Wspólna waluta zastąpiła lewy od stycznia i niemal od razu posypały się skargi konsumentów na nieuczciwych przedsiębiorców, którzy wykorzystali tę okazję do podnoszenia cen. Prawdziwym testem będzie jednak nadchodzące lato, tym bardziej, że kraj liczy na tych turystów, którzy z powodu wojny ominą kierunki bliskowschodnie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy w Bułgarii widać wzrosty cen po tym jak weszła do strefy euro?
- Czy na wykorzystujących sytuację nieuczciwych przedsiębiorców posypały się kary?
- Na kogo liczy Bułgaria nadchodzącego lata?
Bułgaria euro przyjęła z Nowym Rokiem, wśród powszechnych w krajach przyjmujących wspólną walutę obaw o możliwe wzrosty cen. I choć rządzący obiecywali, że wszystko będzie pod kontrolą, to pierwsze tygodnie z euro przyniosły sygnały o nieuczciwych przedsiębiorcach, którzy wykorzystali tę okazję do podnoszenia cen. Były doniesienia bułgarskich organizacji konsumenckich o chlebie drożejącym w sklepach o jedną trzecią, o podwyżkach cen w restauracjach i w usługach, w tym podwojenie opłat za parkowanie publiczne, podwyżki cen usług fitness nawet o 160 procent oraz wzrost cen usług transportowych o dwie trzecie, ceny usług fryzjerskich i kosmetycznych w niektórych przypadkach wzrosły o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent.
To, że byli przedsiębiorcy, którzy manipulowali cenami potwierdzają ostatnie wyniki kontroli bułgarskiej administracji skarbowej i tamtejszego urzędu do spraw konsumentów, które od stycznia sprawdzają proces wprowadzania euro. Kontrolerzy wkroczyli do 9 tysięcy sklepów i punktów usługowych i różne nieprawidłowości stwierdzili w co dziesiątym przypadku, a te najbardziej jaskrawe - czyli nieuzasadnione podwyżki cen - w co szesnastym. I na tych przedsiębiorców posypały się kary - łącznie - miliona euro. A kontrolerzy pracują dalej, bułgarskie służby zapewniają, że sprawdzą każdy przypadek zgłaszanych przez konsumentów nieprawidłowości.
Skąd się wzięły wyższe ceny?
Punktowo nieprawidłowości się pojawiły, ale w skali całej gospodarki strach przed euro miał na razie wielkie oczy. "Jak dotąd proces zmiany waluty w Bułgarii miał ograniczony wpływ na ceny konsumpcyjne oraz na postrzeganie inflacji" - pisze w swojej analizie Europejski Bank Centralny. Jeszcze w grudniu, czyli przed euro - inflacja w Bułgarii sięgała 3,5 procent, a w lutym - spadła do nieco ponad 2 procent. W marcu podskoczyła do 2,8 procent, ale to efekt drogich paliw.
Największe cenowe odchylenia widać było początkowo w usługach prawnych, administracyjnych, transportowych, a także - i to istotne z punktu widzenia wyjeżdżających na wypoczynek w Burgas, Słonecznym Brzegu czy Złotych Piaskach - w hotelarstwie i gastronomii. Ale - według Europejskiego Banku Centralnego - dynamika cen w tych sektorach wróciła do normy. Według banku, wzrosło też poparcie Bułgarów dla euro - pozytywnie o wspólnej walucie wypowiada się 54 procent badanych, podczas gdy rok temu było to 45 procent.
W bułgarskich sklepach widać podwyżki: podstawowy chleb jest droższy o 8 procent niż rok temu, mięso drobiowe o 5 procent, pomidory o połowę, ogórki o 70 procent. Ale badający te ceny w swoich analizach nie wspominają o euro, wymieniają jako przyczyny: wyższe koszty paszy, wyższe ceny energii elektrycznej do produkcji, a także droższy transport i pakowanie, za którymi stoi wzrost cen paliw wynikający z wojny na Bliskim Wschodzie. Diesel zdrożał w Bułgarii o 40 procent i to rozlewa się na inne ceny w gospodarce. Podobny problem ma teraz zresztą cała Europa, w której znów odżyły inflacyjne strachy, a inflacja zbliżyła się do 3 procent, czyli wyraźnie przekroczyła poziom uważany w UE za optymalny.
Czarny koń tegorocznych wakacji
Bułgarska branża turystyczna czeka na lato i liczy, że uszczknie coś dla siebie z fali turystów, których wojna na Bliskim Wschodzie skłania do zmiany planów i wyboru urlopu w Europie. "Obserwujemy taki proces" - mówi bułgarska ministra do spraw turystyki i zapowiada ofensywę reklamową w krajach Europy Środkowej i Zachodniej. A branża liczy na to, że euro ułatwi zagranicznym turystom porównywanie cen wypoczynku z Hiszpanią, Grecją, Włochami czy Chorwacją. A te ceny będą kluczowe w pierwszym roku obowiązywania euro w turystyce. Bułgarskie władze zapewniają, że euro nie wpłynęło na ceny pakietów turystycznych, a ewentualne podwyżki bardziej będą kwestią wynikającej z wojny w Zatoce Perskiej i inflacji, niż samego euro.
W prognozach speców od turystyki Bułgaria wyrasta na czarnego konia tegorocznych wakacji, także w Polsce. Podobnie jak Polacy nie porzucili Chorwacji kiedy ta przyjęła euro. I jeszcze jedno: jeśli komuś w szufladzie zostały jeszcze lewy z poprzednich wyjazdów, można je wymieniać na euro bez prowizji w bułgarskich bankach tylko do końca czerwca.
źródło: TOK FM