advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Co po wyborach w Bułgarii? "Diabeł tkwi w szczegółach"

3 min. czytania
20.04.2026 19:22

- Radew niezbyt wielkim wysiłkiem mógłby się znaleźć w pozycji podobnej do Orbana. Są rzeczy, których tak naprawdę dzisiaj nie wiemy. Jak choćby otoczenie Radewa. On wprowadził do polityki sportowców, młodych ludzi, ale też szare eminencje bułgarskiej polityki, które znalazły formułę na dalsze trwanie - mówił w TOK FM Dr Spasimir Domaradzki z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wybory w Bułgarii
Wybory w Bułgarii
fot. Valentina Petrova/Associated Press/East News
  • Są już pełne oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych w Bułgarii: 44,6 proc. dla ugrupowania Radewa; 
  • Czy to oznacza koniec chaosu w polityce Bułgarii? A może Radew będzie jak "Orban 2.0"?
  • Na te pytanie odpowiadał dr Spasimir Domaradzki z Uniwersytetu Warszawskiego i ekspert Team Europe Direct. 

Postępowa Bułgaria byłego prezydenta Rumena Radewa zdobyła 44,6 proc. głosów w niedzielnych przedterminowych wyborach parlamentarnych - wynika z danych Centralnej Komisji Wyborczej, opublikowanych w poniedziałek po przeliczeniu 100 proc. oddanych głosów.

Nowy parlament Bułgarii będzie składać się z przedstawicieli pięciu ugrupowań politycznych.

Dr Spasimir Domaradzki z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego i ekspert Team Europe Direct był pytany w TOK FM, czy to oznacza koniec chaosu w polityce Bułgarii.

- Wyniki są dosyć jednoznaczne, a blisko 45 proc. poparcie przekłada się średnio na 130 miejsc w bułgarskim 240-osobowym parlamencie. To większość, która pozwala Radewowi realizować wszystkie swoje pomysły, co teoretycznie powinno się przekładać jak najbardziej na dążenie do stabilności politycznej. Sęk w tym, że diabeł tkwi szczegółach - mówił.

Wskazał w tym kontekście, że Radew stoi przed "olbrzymim wyzwaniem", bo "sfrustrowane społeczeństwo poszukuje osoby, która wyprowadzi Bułgarię z matni politycznej, w której tkwi od pięciu lat".

- On przyszedł do władzy z olbrzymim kapitałem zaufania, ale ten kapitał oczekuje reform. Chodzi nie tylko o to, żeby wymienić ludzi, ale uruchomić mechanizmy państwa opartego na równowadze, trójpodziale władzy i wzajemnej kontroli. Jeżeli on nie będzie w stanie ich dostarczyć w sposób, który będzie dla społeczeństwa przekonujący, to wbrew pozorom wcale nie jest tak oczywiste, że Bułgaria będzie miała stabilność na następne cztery lata - dodał w rozmowie z Anną Piekutowską. 

Za Postępową Bułgarią Radewa, która zdobyła ponad 1,4 mln głosów, uplasowały się: GERB byłego premiera Bojko Borisowa (13,4 proc., czyli 434 tys. głosów), prozachodnia koalicja Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria (12,6 proc. - 409 tys. głosów), DPS-Nowy Początek oligarchy Deliana Peewskiego (7 proc. - 231 tys. głosów) oraz nacjonalistyczne Odrodzenie (4,3 proc. - 138 tys. głosów).

Radew jak Orban 2.0? 

Niedzielne głosowanie było ósmymi wyborami parlamentarnymi w Bułgarii od 2021 r., w tym siódmymi przedterminowymi. O mandaty w Zgromadzeniu Narodowym ubiegało się łącznie 4786 kandydatów z 24 list partii i koalicji. Próg wyborczy w wyborach parlamentarnych w Bułgarii wynosi 4 proc.

Jak ocenił gość audycji "Zapytam Inaczej", "niezwykle ciekawe sceny" działy się podczas samych wyborów, gdzie rząd tymczasowy robił wszystko, żeby te przebiegały, jak najbardziej uczciwie.
- Po raz pierwszy w historii Bułgarii wczoraj, po ogłoszeniu oficjalnych wyników, była konferencja prasowa ministra spraw wewnętrznych, który podawał, ile naruszeń kupowania głosów dotyczyło, których partii w ciągu dnia wyborczego. Nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ani skali, ani problemów, z którymi mamy do czynienia - dopowiedział dr Spasimir Domaradzki.

Jak podkreślił, nieprzypadkowe są więc komentarze, które mówią, jakby wyglądałaby bułgarska scena polityczna, gdyby wybory naprawdę był uczciwe. - Rozmawiamy o bardzo daleko idących problemach. Takich, przy których w zasadzie Orbanowskie porwanie państwa wygląda jak przedszkole - podkreślił ekspert UW.

- Co z tymi porównaniami: "Orban 2.0" czy np. "Drugi Orban"? - dopytywała na koniec prowadząca. 

- Musimy być bardzo ostrożni. Oczywiście pokusa jest wielka i Radew niezbyt wielkim wysiłkiem mógłby się znaleźć w pozycji podobnej do Orbana. Są rzeczy, których tak naprawdę dzisiaj nie wiemy. Po pierwsze, otoczenie Radewa. On wprowadził do polityki sportowców, młodych ludzi, ale też szare eminencje bułgarskiej polityki, które znalazły formułę na dalsze trwanie. Po drugie: na Węgrzech po wyborach ludzie wyszli na ulice, żeby się cieszyć. W Bułgarii nie - podsumował ekspert.

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca