advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polityka

PiS zafundował sobie "dożynki po wyborach sejmowych". Prof. Flis wskazuje na paradoks

3 min. czytania
03.04.2024 13:06
- Do tej pory w Polsce wybory samorządowe były albo rok przed wyborami, albo rok po wyborach sejmowych. Wtedy zwykle opozycja zdążyła się otrzepać po łomocie, który dostała w poprzednich wyborach, mieć nowe pomysły, a rządzący zdążyli się opatrzeć. I te wybory były bardziej wyrównane - ocenił w TOK FM prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. Polki i Polacy wybiorą się do urn już w najbliższą niedzielę 7 kwietnia. Wiele osób ocenia mijającą kampanię jako nudną. Nie do końca zgadza się z tym prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Ta kampania zupełnie inaczej wyglądała z perspektywy dużych miast, a inaczej wtedy, gdy się tylko opuściło ich rogatki - zauważył gość "Popołudnia Radia TOK FM".- Jeśli się wyjedzie z Krakowa do sąsiadującej gminy Liszki, co mi się ostatnio zdarzyło kilka razy, to tam widać, że ta kampania jest niezwykle ważna, rozgorączkowana. Chyba ważniejsza niż wybory sejmowe, co widać po liczbie plakatów - relacjonował.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rozmówca Anny Piekutowskiej przyznał, że zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy mediów ogólnopolskich, w których kampanię było widać w małym stopniu ze względu na to, że bardzo dużo działo się w tym czasie w polityce krajowej. W związku z tym trudno przewidzieć frekwencję. Przypomnijmy, że w wyborach do parlamentu 15 października wyniosła ona rekordowe 75 proc. - Zupełnie nie wiem, co się wydarzy. Może być tak, że w Polsce lokalnej będą pobite kolejne rekordy frekwencji, a w statystyce pójdzie to w dół, bo w dużych miastach ludziom już się mniej będzie chciało. I są mniej przywiązani do miejsca, w którym żyją, bo często nie żyją w nim od dzieciństwa - wskazał prof. Flis.

PiS-owi przestało spadać. Beton 'pała żądzą odwetu i rewanżu'

Wybory samorządowe. "Tu bardziej liczą się konkretne pomysły niż to, kto z kim trzyma"

W ocenie socjologa ostatnie gorące wydarzenia w polityce krajowej, takie jak rozliczanie PiS-u czy spory wewnątrz koalicji rządzącej, niekoniecznie w dużym stopniu przełożą się na niedzielne wybory samorządowe. - Na pewno wybory sejmikowe będą jakąś próbą, ale te spory ideowe są rozmywane przez jakość kandydatów. Tak przynajmniej było do tej pory i wydaje się, że tak zostanie - mówił gość TOK FM.

Ekspert zaznaczył jednak, że "spory, które pojawiły się w polskiej polityce, na pewno trochę osłabiły ten efekt miodowego miesiąca, czyli to, że PiS ufundował sobie wybory samorządowe na dożynki po wyborach sejmowych". - Do tej pory w Polsce wybory samorządowe były albo rok przed wyborami, albo rok po wyborach sejmowych. Wtedy zwykle opozycja zdążyła się otrzepać po łomocie, który dostała w poprzednich wyborach, mieć nowe pomysły, a rządzący zdążyli się opatrzyć. I te wybory były bardziej wyrównane - tłumaczył prof. Flis.

Jak dodał, "teraz jest dziwnie". Bo przekazanie władzy nastąpiło później i nie było tak jednoznaczne, bo PiS wciąż ma prezydenta i część instytucji. - I wydaje mi się, że to paradoksalnie sprawiło, że w wyborach samorządowych trochę bardziej liczą się konkretne pomysły i personalia, niż kto z kim trzyma i kto w jakim miejscu się ustawił na ogólnopolskiej scenie politycznej. I to chyba dobrze - podsumował socjolog z UJ.

W Warszawie dobrze się żyje, ale do raju jej jeszcze daleko [RAPORT O MIEŚCIE]